Okres stabilizacji i realizacji zysków
Miniony tydzień należał do jednych z najgorętszych okresów na rynku walutowym w naszym kraju. Po silnym sygnale kupna walut, który pojawił się już w czwartek 5 lipca, wszyscy jednocześnie rzucili się do zamiany złotówek na dolary i euro. Pamiętacie jak przyrównałem tę sytuację do oczekiwania w blokach startowych? I właśnie tak to wyglądało. W czwartek padł strzał. W piątek zawodnicy wyskoczyli z bloków startowych, a w poniedziałek nabrali tempa. Jest to jednak taki bieg, w którym zawodnicy w momencie startu nie wiedzą, gdzie znajduje się meta. O odległości do mety dowiadują się dopiero w trakcie biegu. Tak więc wystartowali tak, jakby to był bieg na 100 metrów. Po przebiegnięciu tego dystansu stwierdzili, że nie jest to koniec, więc zwolnili tempo. Wiadomo, że nie można biec biegów średnich sprintem. Teraz mamy właśnie taki okres oprzytomnienia i stabilizacji. To dobry moment, by ustawić się na lepszej pozycji - nie koniecznie na czele stawki.
Być może zaprezentowane porównanie jest nieco śmieszne, ale w ten sposób chciałem uzmysłowić, jak działa psychologia rynku. Spójrzmy może na dwa wykresy, które moim zdaniem są do siebie bardzo podobne. Pierwszy wykres to oczywiście kurs dolara do złotego. Od podwójnego szczytu, który wystąpił w październiku 2000 roku (4,73 złotego), do dna notowań (3,93 złotego) w czerwcu 2001 minęło prawie 9 miesięcy. W tym czasie złotówka umocniła się do dolara o około 20%. Spójrzmy teraz na wykres dolara, tyle że w relacji do korony czeskiej. Zwróćmy uwagę na okres od stycznia 1998 do października 1998. Okres ten trwał nieco ponad 9 miesięcy, a kurs korony wzrósł o 24%. Potem nastąpił okres stabilizacji. Wreszcie wybicie ze stabilizacji i nowy trend osłabiający koronę, który z przerwami trwa aż do dziś.
Oczywiście podobna formację można odnaleźć na przełomie 2000/2001, ale ja celowo sięgnąłem aż tak daleko wstecz, gdyż sytuacja makroekonomiczna Czech z roku 1998 przypominała obecną sytuację w Polsce. Jedno nie ulega wątpliwości. Trendy zapoczątkowane fazą dłuższej konsolidacji trwają wiele miesięcy. Jeśli i tym razem prawidłowość ta zadziała, to końca okresu osłabienia złotego możemy oczekiwać gdzieś w okolicach marca przyszłego roku. Jak mocno ucierpi złotówka do tego czasu? Nie wiem. Jestem jednak mocno przekonany, iż przekroczenie ostatniego szczytu na wysokości 4,73 złotego nastąpi szybciej, niż się większości wydaje.
Zobacz także
Jedna sprawa nie daje mi spać. A właściwie dwie sprawy. Pierwsza, to okres stabilizacji kursu dolara na wysokości 3,95-4,00 złotego. To trwało wiele tygodni. Jestem przekonany, że w tym czasie znaczna cześć kapitału zagranicznego spakowała swe manatki i wyniosła się z Polski.
Druga sprawa, to słynny już proces odszkodowawczy dla robotników przymusowych oraz dla więźniów obozów koncentracyjnych podczas II Wojny Światowej. Kiedyś wspominałem, iż jest wielce prawdopodobna sytuacja, w której złotówki przeznaczone na wypłaty odszkodowań ze strony niemieckiej zostały przygotowane znacznie wcześniej. Jak to się mogło odbyć? W prosty sposób.
Od momentu rozpoczęcia dyskusji na ten temat upłynęło wiele miesięcy. O tym, że prędzej czy później dojdzie do wypłaty odszkodowań wiedziano już na początku 2000 roku. Od tego momentu przewidujący (w takich krajach jak Niemcy ekonomiści naprawdę potrafią myśleć na wiele miesięcy a nawet lat naprzód - u nas dominuje myślenie typu "Co teraz?") Niemcy zamienili marki na złotówki, kupili polskie bony skarbowe i obligacje i czekali na wypłatę odsetek od tych obligacji oraz na wykup bonów skarbowych. Po wielu miesiącach oczekiwania otrzymali odsetki i kapitał z papierów skarbowych. Oczywiście oficjalnie poinformowali, iż wymiana marek na złote nastąpiła w trzech transakcjach ze średnim kursem 3,34 złotego.
No i teraz nieoczekiwanie zaczęły się schody. Polska strona zażądała wypłaty odszkodowań w markach! Gdyby spór zakończył się porozumieniem i wypłatą odszkodowań w walucie niemieckiej, to teraz Niemcy musieliby coś zrobić ze złotówkami. Tego pewnie nie przewidzieli i stąd tak mocny spór. No zobaczymy co się z tego wykluje. Ja spodziewam się jednak, że przyprzemy Niemców do muru. Parę miliardów złotych trafi na Foreks i zostanie wymienione na marki. To będzie akurat druga fala osłabienia złotego.
Oczywiście patrząc dalej te marki, które otrzymają Polacy zostanie po jakimś czasie wymieniona z powrotem na złote, ale to już bardziej odległy horyzont. Zajmiemy się nim, gdy miniemy ten pierwszy...
Starczy na ten temat. Zanim przejdę do kolejnych wątków dzisiejszego komentarza małe, podsumowanie.
W czwartek odwrócił się trend na rynku walutowym. Złotówka zaczęła słabnąć. Obecny trend trwa jeden tydzień. Tego typu trendy w przeszłości trwały od 6 do 9 miesięcy. Przed nami jeszcze sporo czasu, podczas którego złotówka będzie coraz słabsza. Do 18 lipca mamy czas, by zaopatrzyć się w waluty - myślę tu o tych, którzy przegapili pierwszy moment. Teraz trwa korekta, podczas której realizują zyski gracze najbardziej aktywni na rynku. Zalecałbym kupno dolarów w pobliżu 4,17-4,20 złotego według kursu z rynku międzybankowego.
A jutro pokażę symulację spłat rat kredytowych kredytu 10-letniego wziętego w dolarze oraz w złotówkach.
Pora na omówienie spraw z rynku międzynarodowego. Najbardziej stabilnym rynkiem jest rynek EUR/JPY. Obydwie waluty mocno utraciły w ostatnich tygodniach w relacji do dolara. We wzajemnych relacjach idą jednak łeb w łeb. Praktycznie nic się tam nie dzieje. Dolar święci triumf. Jak podaje Rzeczpospolita, kurs dolara do koszyka walut jest obecnie na najwyższym poziomie od 17 lat. To z jednej strony hamuje inflację (która mimo to jest wysoka i wynosi około 3,6%), lecz z drugiej osłabia konkurencyjność amerykańskich towarów za granicą.
Spójrzmy na wykres EUR/USD w długim okresie. Dotarliśmy do rosnącej linii trendu zapoczątkowanego wiele lat temu. Kurs euro odbił się od tej linii tworząc na wykresie tygodniowym młot. Myślę, że jest spora szansa na ruch w górę w kierunku opadającej linii nawrotu kanału (opadająca niebieska linia). Przełamanie w dół lekko wznoszącej się linii (czerwona) dałoby bardzo silny impuls sprzedaży waluty europejskiej. Taki scenariusz może się zrealizować na przełomie 2001 i 2002 roku. Wiemy bowiem, iż okres ten będzie szczególnie nerwowy - wymiana walut narodowych na euro.
Na zakończenie całego komentarza słów kilka z rynku pieniężnego. Ale naprawdę tylko kilka, gdyż rezerwuje sobie jeden z najbliższych komentarzy dziennych (może jutro albo w środę), w którym omówię kilka spraw szerzej. Pokaże wspominaną już symulację spłat kredytów zaciągniętych w złotówkach oraz w dolarach i euro. Pokażę także kilka rodzajów obligacji, w które moim zdaniem warto zainwestować cześć pieniędzy. O tym, że pora uciekać z obligacji trzyletnich (za sprawą niskiej rentowności tych papierów w nadchodzącym okresie odsetkowym) wspominałem w jednym z komentarzy dziennych. Moim zdaniem nadszedł czas, by przenieść część tych pieniędzy w stronę obligacji dziesięcioletnich o zmiennej stopie procentowej. Ale szerzej na ten temat za parę dni.
Dziś jedna ważna uwaga. W środę oczy wszystkich osób zajmujących się rykiem pieniężnym w Polsce (i nie tylko tych osób, a nawet nie tylko w Polsce) zwrócone będą w kierunku przetargu Ministerstwa Finansów na obligacje dziesięcioletnie o stałej stopie procentowej. Nieudany przetarg, to możliwość kolejnej ucieczki od złotego w kierunku walut obcych. Czekamy w napięciu. Ci, którzy lubią wyprzedzać fakty, mogą już teraz kupić dolary z linią obrony na 4,20 złotego. Myślę, że nie jest to wcale taki głupi pomysł. Po ogłoszeniu wyniku przetargu na te obligacje dowiemy się, jakiej rentowności żądają nabywcy papierów oraz jaką maksymalną rentowność jest gotowe zaakceptować MF. Obawiam się, że większe pole do popisu mają kupujący. MF i tak musi się zgodzić na zaproponowane ceny.
Jacek Maliszewski




























































