REKLAMA

Oferta publiczna PKO BP: Najwięcej zyskali... pierwsi

2004-11-17 06:34
publikacja
2004-11-17 06:34
Dodaj Bankier.pl w Google
Odkąd ruszyła sprzedaż akcji banku PKO BP, bank częściowo stał się własnością drobnych inwestorów. Już na pierwszej sesji giełdy okazało się, że traktowali oni inwestycje w akcje jako możliwość szybkiego zarobku. W ciągu pierwszej godziny pobity został rekord obrotów na warszawskiej GPW — 1,3 mld zł.

Stało się to możliwe dzięki temu, że nie wahali się sprzedający, ale jeszcze większą zasługę mają tu inwestorzy instytucjonalni, a w tym prawdopodobnie w dużej mierze zagraniczni, którzy chcieli akcje kupować.

Nie sprawdziły się pesymistyczne przewidywania analityków nastawionych sceptycznie do inwestowania w bankowego molocha. Wiesław Rozłucki, prezes warszawskiej giełdy, zdradził, że już na początku sesji złożono ponad 1 tys. zamówień na maksymalną pulę 20 tys. akcji każde.
— Zaskoczył mnie taki popyt instytucji na akcje banku — wyznał Marek Zuber, analityk rynków finansowych.

Ale podczas debiutu dużo mówiono o wielkich bankach inwestycyjnych z całego świata, które znalazły się w Księdze Popytu, a które nie mogły być zadowolone z okrojenia puli akcji dla inwestorów zagranicznych.

Debiut PKO BP okazał się więc sukcesem prywatyzacyjnym i sukcesem rynku kapitałowego. Czy jednak okazał się sukcesem dla drobnych inwestorów, którzy entuzjastycznie podeszli do oferty ministra Jacka Sochy? Postanowiliśmy spróbować oszacować zyski rzeszy graczy giełdowych, którzy sprzedali swoje akcje w czasie debiutu, a więc po cenie 23,2 zł.

Chyba najlepiej na debiucie wyszli posiadacze lokat prywatyzacyjnych, którzy mogli kupić akcje z 4-proc. upustem, a więc po 19,7 zł. Do tego nie ponosili w związku z założeniem lokaty żadnych kosztów — oczywiście poza tym, że musieli poświęcić swój czas na stanie w kolejkach. Oprócz tego nie musieli liczyć się z redukcją, a wiec mogli zakupić tyle akcji, ile chcieli.

W tym pierwszym etapie między 65 tys. osób rozdysponowano 55 mln akcji. To oznacza, że średnio można było stać się posiadaczem 846 akcji.

Z jednej lokaty można było więc kupić akcje za 16 666,2 zł. Biorąc pod uwagę cenę debiutu (23,2), kapitał na lokacie podniósł się do 19 627,2 zł, a więc średni zarobek na jednej lokacie wyniósł 2 961 zł (17,7 proc.). Aby jednak uzyskać dochód, należało sprzedać akcje przez jedno z biur maklerskich, które pobierają prowizje od sprzedaży akcji (uśredniając oferty biur przyjęliśmy, że jest to ok. 1 proc.). Do biura maklerskiego należało więc oddać ok. 196 zł, a w niektórych przypadkach jeszcze 30-40 zł za założenie rachunku inwestycyjnego. Ostatecznie podczas debiutu można było osiągnąć 16,3-proc. zysk.

Inwestorzy, którzy kupowali akcje poprzez biura maklerskie w pierwszej subtranszy (do 29 października), mogli liczyć na 4-proc. dyskonto, a więc kupowali po 19,7 zł. Średnio zamówienie opiewało na zakup 7 574 akcji, co przy prawie 90-proc. redukcji pozwoliło na zakup 758 akcji za kwotę 14 932,6 zł. Wartość takiej puli akcji po debiucie wynosiła 17 585,6 zł, zaś zarobek 2 653 zł (17, 7 proc.). Od tego należy również odjąć 1-proc. prowizję dla biura maklerskiego (175 zł). Większość biur, by przyciągnąć inwestorów, zrezygnowała z opłat za otwarcie rachunku i roczne prowadzenie.

Wysoka przewidywana redukcja zmusiła inwestorów do zastosowania lewaru, czyli skredytowania swojej inwestycji, by móc w konsekwencji otrzymać pożądaną pulę akcji. Łącznie banki udzieliły prawdopodobnie kredytów na ponad 15 mld zł, co było jak dotąd największą akcją kredytową w Polsce. Jeżeli ktoś chciał zakupić akcje za 15 tys. zł (czyli za mniej więcej tyle, ile wynosiła średnia kwota zakupu) i liczył się z 90-proc. redukcją, musiał zaciągnąć kredyt na 135 tys. zł. Uruchomienie takiego kredytu to w promocyjnej ofercie ok. 0,25 proc., sam kredyt oprocentowany był średnio na 10 proc. w skali roku. Uruchomienie kredytu kosztowało zatem 337,5 zł.

Duża część osób, które zaciągnęły kredyty na zakup akcji, w ogóle ich nie wykorzystała, bo nie przyznano im więcej akcji niż posiadany przez nie wkład własny. Byli jednak tacy, którzy spodziewali się większej redukcji, np. na poziomie 95 proc. już dla pierwszej subtranszy „maklerskiej”. Taki inwestor miał do wydania tylko 7,5 tys. zł — drugie tyle poszło więc z kredytu. Biorąc pod uwagą fakt, że kredyt był uruchamiany w dniu przyznania akcji (6 listopada), a rozliczenie nastąpi najwcześniej w poniedziałek 15 listopada (3 dni robocze po dokonaniu transakcji), funkcjonował on przez 9 dni. Odsetki wyniosą 1,8 zł. Nie jest to więc kwota dokuczliwa. Uwzględniając jednak wszystkie powyższe koszty, realny zysk z przeciętnego rachunku inwestycyjnego spada do ok. 13,5 proc.
— To godziwy zarobek — uważa Ryszard Petru, główny ekonomista BPH. — Ja jednak radziłbym nie wyzbywać się akcji zbyt szybko, choćby ze względu na dywidendę, która zarząd obiecał wypłacać hojną ręką co roku.
— Akcje warto trzymać choćby przez pierwszy rok, bo nie sposób na nich stracić — przypomina Marek Zuber.

Pamiętajmy, że rząd wprowadził mechanizm gwarantujący, że cena akcji nie spadnie poniżej ceny emisyjnej, więc ryzyka straty nie ma. Poza tym za rok na każde 20 posiadanych akcji będzie można otrzymać 1 darmową. Podczas debiutu mówiono też o ewentualnym wejściu do PKO inwestora strategicznego, który być może już teraz rozpoczął skupowanie akcji i który miałby być gwarantem dobrej ceny w przyszłości.

O tym powinni myśleć ci inwestorzy, którzy kupowali akcje z drugiej subtranszy rozprowadzanej przez domy maklerskie, a którzy na debiucie wyszli zdecydowanie najgorzej. Średnie zamówienie opiewało tu na 2 663 akcji, ale ponieważ redukcja wyniosła prawie 95 proc., zakupić można było zaledwie 134 akcje. Nie dość tego — upust przyznany przez MSP to tylko 2 proc. (20,1 zł za akcję). Za taką pulę płacono więc 2 693,4 zł, a na debiucie zarobić można było 415,4 zł (13,3 proc.). Uwzględniając prowizję biura (30 zł) i ewentualny koszt lewaru (127,5 zł) inwestor mógł zarobić 256,9 zł, co stanowi mniej więcej 9,5- -proc. zysk.

— Uważam, że większość zdecydowała się na inwestycję długoterminową nie tylko dlatego, że za rok otrzymają darmowe akcje, ale dlatego, że sama spółka jest rozwojowa — stwierdził Andrzej Podsiadło, prezes PKO BP. — Zarówno ze względu na dywidendę, jak i bardzo satysfakcjonujący kurs akcji, ale także ze względu na wyniki, które bank będzie osiągał. To jednak zależy od kierunku i szybkości rozwoju PKO BP. Na razie za jego pozytywy można uznać ponad 46-proc. udział w rynku kredytów hipotecznych i 28-proc. w rynku depozytów. Po stronie negatywnej zapisać należy brak systemu informatycznego, ciągle większościowy udział Skarbu Państwa oraz to, że klientami są głównie osoby starsze, w tym duża grupa emerytów.

Zyski drobnych inwestorów nie są więc może imponujące, ale zasadniczo zgodne z przewidywaniami analityków giełdowych, dla których 20-proc. przebicie byłoby dużym zaskoczeniem. Ci szacowali maksymalną cenę debiutu na 22,8 zł.
— To bardzo udany debiut, z ceną wyższą od prognoz rynku. Choć cena na otwarciu jest zbliżona do ceny równowagi. Być może przez jakiś czas będzie ona rosnąć, ale ta tendencja nie utrzyma się długo — uważa Jacek Obrocki z Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Poza zyskami czysto finansowymi podkreśla się dobry klimat społeczny wokół giełdowych prywatyzacji.
— Dwie prywatyzacje przez giełdę po 5 latach pokazują, że można pogodzić interes państwa, budżetu, inwestorów i rynku. Widać, że przez gieł- dę można prowadzić prywatyzację i widać, że rynek jest chłonny — powiedział Jacek Socha, minister Skarbu Państwa, nawiązując też do wcześniejszego debiutu Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych.

Michał Chmielewski
Gazeta Finansowa
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Afera Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Sąd wkrótce zdecyduje, czy była prezes i znany adwokat trafią za kratki
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki