Gdyby zapadła decyzja o rozmieszczeniu w Polsce amerykańskich żołnierzy wycofanych z Niemiec, mogliby się tu znaleźć bardzo szybko, w ciągu nawet dwóch tygodni. Dłużej, bo nawet półtora roku, trwałaby przeprowadzka ich rodzin – powiedział PAP Ray Wojcik, ekspert think tanku The Saratoga Foundation.


Pentagon poinformował 1 maja, że Stany Zjednoczone wycofają ok. 5 tys. z ponad 37 tys. swoich żołnierzy stacjonujących obecnie w Niemczech. Na pytanie, czy mogliby trafić na stałe do Polski, prezydent USA Donald Trump powiedział tydzień później dziennikarzom, że to możliwe. 9 maja wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz napisał na X, że Polska jest gotowa przyjąć kolejnych amerykańskich żołnierzy „w celu wzmocnienia wschodniej flanki NATO i jeszcze lepszej ochrony Europy”.
PAP zapytała Wojcika, emerytowanego pułkownika armii USA i byłego attache wojskowego ambasady USA w Warszawie, jak mogłaby przebiegać taka operacja.
Ekspert ocenił, że żołnierze mogliby się znaleźć w Polsce w ciągu nawet dwóch tygodni, a Polska jest - jego zdaniem - gotowa na przyjęcie większej ich liczby na stałe.
– Rubikon został przekroczony już dawno. Obecnie na stałe przebywa w Polsce kilkuset żołnierzy. Od 2020 r. wspólnie testujemy więc model stałej obecności na mniejszą skalę i udowodniliśmy, że to wykonalne – podkreślił w rozmowie z PAP Wojcik.

Jak wynika ze statystyk z 31 marca, przedstawionych przez centralne biuro danych ministerstwa obrony USA (DMDC), Polska gości obecnie około 10 tys. amerykańskich żołnierzy, ale tylko 382 jest rozmieszczonych na stałe, a pozostali - na zasadzie rotacyjnej.
Poza Polską wojska amerykańskie stacjonują w kilkunastu krajach europejskich. Od czasu zakończenia II wojny światowej najwięcej amerykańskich żołnierzy przebywa na stałe w Niemczech. Według najnowszych danych DMDC w Niemczech pozostaje nadal ponad 37 tys. żołnierzy USA w pięciu garnizonach.
Wojcik zauważył, że dotychczas zmiany w rozmieszczeniu wojsk USA wprowadzano w spokojniejszych czasach i mogły trwać dłużej. Obecnie liczy się czas, ze względu na znacznie większe obawy geopolityczne, zwłaszcza w przypadku krajów takich jak Polska i jej sąsiedzi na wschodniej flance NATO - podkreślił.
– Część redukcji miała miejsce jeszcze w latach 90., kiedy Rosja nie była tak agresywna jak teraz – zaznaczył. Przypomniał, że część sił lądowych i powietrznych USA opuściła Niemcy po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Do 1992 r. liczebność armii amerykańskiej w Niemczech zmniejszyła się do 122 tys., a do USA powróciło 70 tys. żołnierzy i 90 tys. członków ich rodzin.
Trump nie jest pierwszym prezydentem USA, który zamierza zredukować amerykańską obecność wojskową w Niemczech. W 2004 r. Republikanin George W. Bush zapowiedział wycofanie z Europy nawet 70 tys. żołnierzy. Media spekulowały wówczas, że najwięcej amerykańskich żołnierzy - nawet 20 tys. - opuści Niemcy; część z nich miała zostać przesunięta do Polski. Do redukcji wojsk ostatecznie nie doszło. Amerykańskie siły zbrojne w Europie, w tym w Niemczech, zredukował dopiero Demokrata Barack Obama. W 2013 r., po raz pierwszy od II wojny światowej, w Europie nie pozostał ani jeden amerykański czołg.
Jak podkreślił Wojcik, relokacja amerykańskich żołnierzy nie zawsze była wieloletnim procesem. W latach 60. przeniesienie dwóch dywizji z Francji do Niemiec trwało niecały rok. Obecnie czas takiej operacji można skrócić „nawet do tygodnia”, wydając np. brygadzie w Niemczech rozkaz EDRE (Emergency Deployment Readiness Exercise) - powiedział ekspert. EDRE dotyczy przeprowadzenia manewrów testujących gotowość do rozmieszczenia sił zbrojnych w sytuacji kryzysowej. Ewentualne przerzucenie żołnierzy USA z Niemiec dodatkowo ułatwiłby fakt, że stacjonująca tam brygada często bierze udział w ćwiczeniach w Polsce.
Wojcik zaznaczył zarazem, że sprowadzenie rodzin żołnierzy, gdyby mieli oni na stałe trafić do Polski, byłoby bardziej czasochłonne. Żołnierze mogą żyć nawet w bardzo trudnych warunkach, ale przygotowania odpowiedniej infrastruktury dla ich bliskich trwałyby nawet półtora roku. Chodzi o budowę szkół, mieszkań i sklepów PX, działających na terenie amerykańskich baz wojskowych na świecie i oferujących produkty w cenach wolnych od podatku. W opinii eksperta na początku można by przyjąć model funkcjonowania jednostek stacjonujących w Polsce na stałe, np. w Poznaniu.
– Ci żołnierze zgłaszają się na trzy-, czasem czteroletnie przydziały, wiedząc, że infrastruktura dla ich rodzin nie jest jeszcze w pełni gotowa – podkreślił Wojcik. Dodał, że żołnierze, którzy przybyliby z Niemiec podczas pierwszej tury, wiedzieliby, że rodziny będą mogły do nich dołączyć później.
Jak przypomniał, w Powidzu już trwa intensywna rozbudowa zaplecza mieszkaniowego dla amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce. Plan zakłada budowę 720 domów lub kontenerów mieszkalnych dla 1440 żołnierzy, którzy obecnie mieszkają w namiotach. Przygotowanie odpowiedniej infrastruktury nie powinno jednak - jego zdaniem - zająć więcej czasu niż w zniszczonej II wojną Europie. Przypomniał, że rodziny zaczęły towarzyszyć amerykańskim żołnierzom stacjonującym w Niemczech już rok po zakończeniu wojny.
Na pytanie, czy polskie poligony sprostają wymogom amerykańskiej armii, która w Niemczech ćwiczy m.in. w głównym ośrodku szkoleniowym Grafenwoehr, gdzie mają możliwość manewrowania dużymi siłami, Wojcik odparł, że to „najmniejszy z problemów”.
W jego ocenie Polska w ostatnich 10 latach ulepszała poligony w oparciu o prośby płynące od armii USA. – Często wysyłamy naszych żołnierzy na ćwiczenia do krajów bałtyckich albo nad Morze Czarne, żeby uzyskać efekt odstraszania, ale głównym ośrodkiem szkoleniowym jest Polska – podkreślił ekspert. Wśród najważniejszych polskich poligonów wymienił te w Drawsku, Nowej Dębie (Ośrodek Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych) i Orzyszu.
Amerykanie mają dostęp do kilku baz w Polsce. Jest wśród nich Redzikowo, gdzie znajduje się Instalacja Przeciwrakietowa Aegis Ashore Missile Defense System. Kolejna baza znajduje się w Poznaniu, gdzie funkcjonuje wysunięte dowództwo V Korpusu Sił Lądowych USA, a także znajduje się kwatera główna Garnizonu Sił Zbrojnych USA w Polsce, zapewniającego wsparcie infrastrukturalne wojskom amerykańskim. Amerykanie stacjonują także w Powidzu, gdzie znajdują się magazyny APS-2 (Army Prepositioned Stock), czyli składnica sprzętu dla amerykańskiej brygady pancernej. Z kolei w Łasku działa baza lotnicza, w Żaganiu - pancerna grupa bojowa, a w Bolesławcu - dowództwo dywizji rotacyjnej.
W ramach porozumienia Enhanced Defense Cooperation Agreement (EDCA) z USA Polska jako państwo gospodarz finansuje wydatki na infrastrukturę, logistykę i pokrywa inne koszty związane z obecnością wojsk amerykańskich. Jak wynika z danych cytowanych przez amerykański think tank Hudson Institute, koszty te wynoszą około 136 mln dolarów rocznie. Dla porównania Niemcy w latach 2010–2019 na goszczenie amerykańskich żołnierzy wydały 1,1 mld dolarów, w tym około 730 mln dolarów na projekty budowlane.
Według danych DMDC z grudnia 2025 r. Stany Zjednoczone miały około 68 tys. żołnierzy rozmieszczonych na stałe w Europie. Po uwzględnieniu sił rozlokowanych na zasadzie rotacyjnej całkowita wojskowa obecność USA w Europie to 80-100 tys. żołnierzy. Jak podkreśla w analizie Hudson Institute, to niewielka część sił rozmieszczonych na Starym Kontynencie po II wojnie światowej. W czasie zimnej wojny, pod koniec lat 50., w Europie stacjonowało 475 tys. amerykańskich żołnierzy.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ bst/ akl/





























































