Mężczyzna nie przyznał się do kradzieży. Jak napisał Tygodnik Powszechny, przez cztery miesiące prowadził głodówkę w proteście przeciwko fałszywemu oskarżeniu. W połowie września napisał list do dyrektora aresztu. Wiadomo, że prosił też o kontakt z rumuńskim przedstawicielem dyplomatycznym.
Więzień po długotrwałej głodówce na przełomie października i listopada ubiegego roku trafił do szpitala. Ważył wówczas około 40 kilogramów przy 175 centymetrach wzrostu. Mężczyzny nie udało się jednak uratować - w styczniu zmarł z wycieńczenia.
Rzecznik krakowskiego aresztu śledczego, kapitan Zbigniew Łatak oświadczył, że pracownicy aresztu nie mają sobie nic do zarzucenia. Dodaje, że nikt z konsulatu Rumunii nie był ani razu w areszcie. Z mężczyzną nie kontaktował się również żaden adwokat.
Łatak podkraśla, że nie wie dlaczego tak się stało. Mężczyzna prowadził korespondencję z konsulatem, co zostało potwierdzone telefonicznie.
Tygodnik Powszechny, który jako pierwszy opisał historię obywatela Rumunii, napisał wczoraj, że podobna tragedia nie zdarzyła się w Europie od wielu lat, nawet na Białorusi.
Źródło:IAR






























































