Sytuacja taka wydaje się niemożliwa, bo przecież strony zawierają ze sobą umowę regulującą zasady najmu. Kiedy więc najemca nie wywiązywał się ze zobowiązań wobec właściciela mieszkania, oczywistym wydawała się jego wyprowadzka. To co logiczne, nie zawsze znajdowało jednak dało się zastosować w rzeczywistości. Zalegający z czynszem i opłatami najemca mógł bowiem odwołać się od decyzji właściciela do sądu i tym samym na powrót zamieszkać w lokalu, za który nie płaci. Nie płaci zwykle dlatego, że zmianie uległa jego sytuacja życiowa, a w jej obliczu nie jest w stanie finansowo sprostać dawnemu zobowiązaniu.
By ukrócić takie przypadki, wprowadzono zmiany prawne mające w większym stopniu chronić interes właścicieli mieszkań. Tym samym od stycznia br. w polskim prawie funkcjonuje nowa kategoria - tzw. najem okazjonalny. Dzięki niej sytuacje, w których lokator nie płaci i nie zamierza się wyprowadzić mają więcej nie występować. Główną cechą charakteryzującą umowy najmu okazjonalnego będzie ich z góry określony termin - maksymalnie 10 lat. Ponadto najemca będzie zmuszony podpisać w umowie klauzulę, w myśl której dobrowolnie podda się egzekucji w razie rozwiązania umowy najmu. Co więcej - w umowie wskazany zostanie lokal, do którego najemca będzie mógł się przenieść w razie rozwiązania umowy najmu.
Szczególnie ważna z punktu widzenia właściciela jest gwarancja najemcy, że podda się on egzekucji. Będzie się to wiązało z opróżnieniem i wydaniem przez niego lokalu w momencie przestania obowiązywania kontraktu. To właśnie brak takiego zapisu nastręczał dotąd najwięcej trudności właścicielom wynajmowanych mieszkań.
Naturalnie nowe prawo prócz obowiązków po stronie najemcy, wprowadza też pewne wymagania względem właściciela - na przykład konieczność zgłoszenia zawarcia takiej umowy w Urzędzie Skarbowym. Wydaje się jednak, że "najem okazjonalny" ma szansę ograniczyć prawdziwie absurdalne finały niektórych historii najmu mieszkania.
Malwina Wrotniak
Bankier.pl































































