Bez przywrócenia powszechnego obowiązku służby wojskowej Bundeswehra nie stanie się najsilniejszą armią w Europie - pisze we wtorek „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Ocenia, że Niemcy „nie mają czasu do stracenia”.


Po gorących dyskusjach wewnątrz koalicji projekt ustawy o regulacji służby wojskowej opracowany przez ministra obrony Borisa Pistoriusa (SPD) ma zostać przyjęty w środę przez niemiecką radę ministrów.
Socjaldemokrata odciął się od wysuwanego przez część chadeków postulatu szybkiego przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej. Nie wykluczył zarazem przejścia na taki model, jeśli ochotników będzie za mało.
„FAZ” zauważa, że w projekcie ustawy nie odniesiono się do „głównego i uzasadnionego zarzutu” niektórych polityków CDU/CSU, którzy przekonują że opierający się na dobrowolności model Pistoriusa nie przyciągnie wystarczająco Niemców do służby w Bundeswehrze.
„Można przypuszczać, że nawet sam minister obrony ma wątpliwości, czy za pomocą jego modelu uda się przyjąć tylu rekrutów, ilu jest potrzebnych, by odstraszyć Putina” - czytamy w „FAZ”.

Dziennik ocenia, że „Niemcy niekoniecznie mają czas aż do 2029 roku”. „Gdyby w Ukrainie wkrótce doszło do zawieszenia broni, Kreml mógłby nawet wcześniej wysłać swoje doświadczone bojowo oddziały do kolejnej »operacji specjalnej«” - ostrzega.
Tymczasem - jak twierdzi „FAZ” - koalicja CDU/CSU i SPD „stoi na stanowisku, że ma jeszcze czas na zwrot dziejowy (niem. Zeitenwende)” w sprawie przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej.
Jednak „bez prawdziwego poboru Bundeswehra nie stanie się najsilniejszą armią w Europie”. A to jest obietnica, która złożył kanclerz Friedrich Merz.(PAP)
mobr/ kar/






























































