We wtorkowy poranek 10-letnie obligacje niemieckiego rządu po raz pierwszy notowano z ujemną rentownością. Do tej pory w klubie „mniej niż zero” były tylko Japonia i Szwajcaria.


Jak informuje Bloomberg, tuż po godzinie 9.00 rentowność niemieckich „dziesięciolatek” spadła do -0,001%. To najniższy poziom w historii. Do tej pory ujemne rentowności obligacji 10-letnich notowano tylko w przypadku Japonii (od lutego tego roku, gdy BoJ obniżył stopy) oraz Szwajcarii (od stycznia 2015 r. i pamiętnego frankogeddonu).
Wpływ na obniżenie rentowności niemieckich obligacji ma rosnąca wśród inwestorów niepewność (Brexit, polityka Fed, słabnący globalny wzrost), która skłania ich do lokowania środków w bezpiecznych przystaniach. Dodatkowo ceny obligacji (odwrotność rentowności) winduje program skupu aktywów prowadzony przez Europejski Bank Centralny. Do marca 2017 r. frankfurcki bank zamierza skupować dług o wartości 80 mld euro.
Rentowność polskich obligacji 10-letnich jest o wiele wyższa niż niemieckich – obecnie wynosi 3,21%, co jest najgorszym wynikiem od stycznia. Po pierwsze, stopy nad Wisłą są o wiele wyższe niż w strefie euro, po drugie NBP nie prowadzi programu skupu aktywów, a po trzecie nasz kraj jako jeden z emerging markets uważany jest po prostu za bardziej ryzykowne miejsce do trzymania kapitału niż Niemcy.
Zobacz także
Michał Żuławiński

KNF ostrzega przed Brexitem

Komisja Nadzoru Finansowego ostrzega inwestorów z rynku walutowego przed ryzykiem związanym z czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii. To ostrzeżenie jest pochodną doświadczeń z 15 stycznia 2015 roku, gdy SNB zerwał sztywny kurs wymiany euro na franka.






























































