W powszechnym mniemaniu niemiecki humor nie kojarzy się zbyt dobrze. Opinię o zdolnościach komediowych naszych sąsiadów może zmienić partia, która właśnie wprowadziła do Europarlamentu jednego posła.

Źródło: Roger Murmann/Geisler-Fotopress /PAP/DPA
Kiedy pod koniec lutego niemiecki Trybunał Konstytucyjny uznał, że 3-procentowy próg wyborczy w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest niezgodny z konstytucją, wiadomo było, że wyniki wyborów mogą być „kolorowe”. Jednym z beneficjentów zmiany prawa została Die PARTEI (czyli po prostu Partia) – ugrupowanie utworzone wokół niemieckiego czasopisma satyrycznego Titanic.
184 525 głosów (0,6%) zdobytych przez Die PARTEI sprawia, że w nowej kadencji Europarlamentu Niemcy będą tradycyjnie wcielać się w rolę kierowników, jak i błaznów. Warto prześledzić program partii, która być może nie sprawi, że w Europie będzie lepiej, ale śmieszniej będzie na pewno.
Szwajcarów odgrodzić, bogatym zabrać
Oficjalne rozwinięcie skrótu PARTEI brzmi Partia pracy, państwa prawa, ochrony zwierząt, wspierania elit oraz oddolnej inicjatywy demokratycznej. Do wyborów ugrupowanie szło z hasłami typu „Ręce precz od niemieckich cycków! Nie dla europejskiej normy piersi”, „Angela Merkel jest gruba i głupia” czy „Bla bla, blablabla blabla blabla”. Jak nie trudno się domyślić, partia celowała w wyborców rozczarowanych „poważnymi” partiami.
W programie Die PARTEI znajdujemy między innymi następujące punkty:
Wprowadzenie kwoty leni
Postulujemy o wprowadzenie gwarancji 17-procentowego udziału w stanowiskach kierowniczych w europejskiej gospodarce dla kwalifikowanych leni, bumelantów i obiboków. Szeroko zakrojone badania przeprowadzone na południu Europy pokazały, że celowy brak wydajności prowadzi do miłego klimatu pracy i życia pełnego relaksu.
Wobec tej kontrowersyjnej kwoty Partia postuluje o to, aby 20% lub 40% z tych 17% stanowiły kobiety.
Zniesienie czasu letniego
Partia wzywa do zaprzestania zmiany czasu latem przy jednoczesnym zachowaniu zmiany czasu zimą. Badania uznanych naukowców pokazały, że taki zabieg oznacza rokrocznie dodatkową godzinę snu więcej.
Chcemy zbudować mur
Partia nawołuje do budowy nowych murów – na przykład wokół Szwajcarii (Szwajcarzy zasłużyli sobie na to…). Co więcej, mury to oznaka odrzucenia globalizacji, europeizacji i niekontrolowanych przepływów finansowych.
Maksimum egzystencjalne: jeden milion
Nieważne, w co zainwestowaliście pieniądze: konie wyścigowe, domy, obligacje, wódka, biżuteria – my dodajemy wszystko i wprowadzamy limit jednego miliona. Wszystko ponadto zostanie redystrybuowane. Decyzję o wyborze waluty, której milion stanowił będzie górny limit, po przejęciu władzy podejmie komisja. Obecnie faworytem jest NRD-owska marka.
Merkel musi odejść
Partia domaga się, aby Angela Merkel – podobnie jak swego czasu jej kolega Mubarak – odpowiedziała za wszystko podczas procesu pokazowego. Naturalnie na Stadionie Olimpijskim i w klatce.
Szczelinowanie hydrauliczne? Oczywiście
Sigmar Gabriel (minister gospodarki) oraz Peter Altmaier (minister środowiska) zostaną poddanie szczelinowaniu hydraulicznemu. Zaniechanie tego byłoby nieodpowiedzialne. W ten sposób można uzyskać olbrzymie zasoby energii, które w przeciwnym wypadku się zmarnują.
Limit wynagrodzenia dla kierowników
Partia wzywa do ustanowienia limitu wynagrodzenia osób na stanowiskach kierowniczych w postaci 25 000–krotności wynagrodzenia robotnika.
Reforma edukacji
Przygotowania do matury oraz same egzaminy trwają za długo i są za drogie. Proponujemy obniżenie wymagań – na początku czerwca uczniowie będą przez pół godziny odpowiadać przy tablicy. Wcześniej rozwiązania zostaną opublikowane w internecie. Potem chill-out.
Wiek wyborczy
W grupie wyborców poniżej 18. roku życia Partia uzyskuje wyniki dwucyfrowe. W domach starców jest to najczęściej zero procent. Postulujemy o zmianę wieku wyborczego, może być przedział 12-52.
Jak już zostało powiedziane, Die PARTEI wprowadziła do europarlamentu tylko jednego posła. Mimo to, przez brukselskie korytarze może przewinąć się nawet 60 posłów tej partii. Jak to możliwe? Bardzo prosto – lider ugrupowania Martin Sonneborn zapowiedział wprowadzenie… rotacji. – Każdy członek powinien mieć szansę chociaż przez miesiąc pożyć w Brukseli i Strasburgu pobierając 33 000 euro – powiedział.
Partia chciała też, aby każdy z ustępujących posłów przechodził na emeryturę i uzyskiwał świadczenie wypłacane przez PE. „Wydoimy Unię tak jak kraje Europy Wschodniej” – przekonywał jeden z liderów partii. Niestety, okazało się, że aby dostać emeryturę (3,5% wynagrodzenia za każdy rok) trzeba „odsłużyć” przynajmniej 12 miesięcy.
Polska też miała satyryków
W III RP na polskiej scenie politycznej czas partii satyrycznych – formalnie, a nie faktycznie, bo błaznów w Sejmie nie brakuje – to początek lat 90. Sztandarowym przedstawicielem tego nurtu była Polska Partia Przyjaciół Piwa, której liderem był Janusz Rewiński. Oficjalnym celem PPPP było promowanie kulturalnego stylu picia piwa w pubach, a pośrednio, poprzez wypieranie wódki, zwalczanie alkoholizmu. W praktyce jej członkowie popierali rozwój przedsiębiorczości, a wielu jej kandydatów prowadziło własne firmy.
W 1991 r. w wyborach do Sejmu PPPP zdobyła aż 3,27% głosów, co pozwoliło jej na wprowadzenie aż 16 posłów. Po wejściu do niższej izby parlamentu, partia podzieliła się na dwie frakcje – Małe Piwo i Duże Piwo – i to pomimo deklaracji Rewińskiego, że „piwo nie jest ani ciemne, ani jasne, jest po prostu smaczne”.Mało kto pamięta, że parlamentarzystą PPPP były osoby z tak różnych światów jak Krzysztof Ibisz i Leszek Bubel. W kolejnych wyborach piwosze postawili na sportowców – Kazimierza Górskiego, Andrzeja Suprona, Władysława Komara, Michała Listkiewicza i Jerzego Kuleja – lecz nie udało się jej przeskoczyć obowiązującego już wówczas 5-procentowego progu wyborczego (14 328, 0,1% głosów). Co ciekawe, na początku lat 90. odpowiedniki PPPP działały także na Ukrainie, Białorusi i w Rosji.
Nosorożec i Najlepsi
Jedną z najsłynniejszych na świecie partii satyrycznych jest Kanadyjska Partia Nosorożców, która oficjalnie zarejestrowana była w latach 1968-1993, a następnie od 2006 do dziś (jako Partia Nosorożców). W jej programie figurują m.in. zniesienie prawa powszechnego ciążenia, uznanie analfabetyzmu za oficjalny język, sprzedaż kanadyjskiego senatu na aukcji antyków czy zaciąganie długu publicznego przez kartę Visa.
Przezorni członkowie partii obiecują, że po uzyskaniu urzędu, nie spełnią żadnej ze swoich obietnic wyborczych. Niestety, póki co, żaden z nich nie miał ku temu okazji.
Sukcesem może pochwalić się natomiast Najlepsza Partia, która po kryzysie finansowym na Islandii szturmem zdobyła 34,7% głosów w wyborach miejskich w Reykjaviku. Na swoich sztandarach Najlepsi, których liderem i założycielem jest komik Jon Gnarr, mieli m.in. zapewnienie darmowych ręczników na basenach, sprowadzenie niedźwiedzia polarnego do lokalnego zoo czy zbudowanie Disneylandu. Na tle obietnic, jakimi co cztery lata mamieni są Polacy, hasła te nie wyglądają wcale tak absurdalnie. Kto nie wierzy, niech poczeka do przyszłorocznych wyborów.
Michał Żuławiński
Bankier.pl




























































