W trakcie sesji kurs Bomi zaczął rosnąć ale nie udało odrobić się strat z otwarcia. Cena ustabilizowała się na poziomie 20,5 zł, a więc 2,5 zł niżej niż cena emisyjna. Kurs zniżkował pomimo iż wszystkie indeksy zaczęły poniedziałkową sesję od wzrostów.
- Debiut Bomi na minusie wynika z faktu iż akcje były kupowane w ofercie dość dawno temu - mówi Przemysław Jóźwiak, doradca inwestycyjny z firmy Xelion. - Wtedy na giełdzie panowały lepsze nastroje, obecnie są dużo gorsze.
Analitycy oceniają jednak, że Bomi ma potencjał rozwoju. - W długim okresie perspektywy spółki są dobre - dodaje Jóźwiak. Wartość oferty wyniosła 99 mln zł, z czego 46 mln zł stanowiła wartość nowej emisji akcji. Bomi planuje w latach 2007-2009 otworzyć 30 nowych delikatesów.
- Plan rozwoju na najbliższe trzy lata przewiduje otwieranie co roku 10 sklepów. Do końca 2009 roku planujemy mieć 48 sklepów. Myślę, że Bomi będzie do tego czasu liderem rynku delikatesowego w Polsce - powiedział prezes Stanisław Okonek, prezes Bomi SA. - W Polsce jest jeszcze wiele miast, gdzie nie ma sklepów delikatesowych. Jak nasyci się rynek w Polsce, będziemy gotowi do wyjścia za granicę.
Pomimo niekorzystnego startu spółki Okonek stwierdził, że nie obawia się o jej przyszłe notowania. Jego zdaniem nerwowa sytuacja na parkiecie nie wynika z przesłanek ekonomicznych w kraju.
Obecnie Bomi ma 21 sklepów w 9 miastach w Polsce. Spółka nie wyklucza ewentualnych przejęć. Będzie to jednak kupno nie sieci handlowych a pojedynczych sklepów w dobrych lokalizacjach. Kolejnym celem emisji jest poprawa wizerunku marki Bomi Delikatesy. Spółka zamierza w drugiej połowie br. przeprowadzić kampanię reklamowo-marketingową.
W tym roku Bomi prognozuje przychody na poziomie 520 mln zł, 22,6 mln zł zysku operacyjnego oraz 18,2 mln zł zysku netto.
NaszeMiasto.pl
Jacek Klein




























































