REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na Giełdzie

    Najtańsi pracownicy nie są w Chinach

    2008-08-13 05:00
    publikacja
    2008-08-13 05:00
    Od wielu lat zwykło się mówić, że najniższe koszty pracy są w Chinach. To był magnes przyciągający inwestorów, w tym także firmy z innych krajów. Prognozy mówią, że już w przyszłym roku Chiny wyprzedzą Stany Zjednoczone pod względem produkcji przemysłowej. W 2009 roku aż 17 proc. światowej produkcji ma być wytwarzane w Państwie Środka. Ten niebywały skok gospodarczy musiał jednak zaowocować także poprawą zarobków w chińskich zakładach. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

    – Nawet chińskie firmy zaczynają przenosić produkcję do innych azjatyckich krajów i do Afryki – mówi Łukasz Hardt z Instytutu Sobieskiego.

    – Takie kraje jak Bangladesz, Nepal, Bhutan i niemal cała Afryka Środkowa mają niższe koszty pracy niż w Chinach – uważa Andrzej Polaczkiewicz z Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Chiny jednak nie są na straconej pozycji, bo mają coraz lepszą organizację pracy, lepiej potrafią kontrolować jakość produkcji i mają możliwości zwiększenia produkcji na niespotykaną skalę. Właśnie dlatego polskie firmy odzieżowe zlecające produkcję poza naszymi granicami nadal najczęściej wybierają Chiny. Bardzo często kraje o tańszej sile roboczej nie są w stanie zaproponować nic innego poza tanim pracownikiem.

    Gdzie płace są najniższe

    Mapa najtańszych miejsc do produkcji na świecie nie zmienia się szybko. Najniższe zarobki są oczywiście w krajach afrykańskich – szczególnie w Afryce Środkowej. Mimo że w takich krajach jak Angola, Mozambik, Sudan, a szczególnie Zimbabwe robotnik zadowoli się nawet 1 dolarem miesięcznie, to zagranicznych inwestycji jest tam bardzo mało.

    – Mechanizmy rynkowe w ogóle tam nie działają, więc mimo że koszty pracy są najniższe na świecie, to inwestorzy unikają tego regionu – mówi Richard Mbewe, ekonomista pochodzący z Zairu.

    Decydują inne czynniki. Informacja o nacjonalizacji firm czy całych branż gospodarki działa na inwestorów jak kubeł zimnej wody. Nawet jeśli ktoś zamierzał inwestować w Afryce, to taka sytuacja skutecznie odstrasza prezesów firm nawet skłonnych do ryzyka. Odstrasza też inflacja, która w rządzonym przez Roberta Mugabe Zimbabwe przekracza wszelkie wyobrażalne poziomy. Jeszcze niedawno dolar amerykański kosztował 510 mld dol. Zimbabwe – dzisiaj trudno powiedzieć.

    Niskie płace w Afryce nie są więc wystarczającym magnesem dla biznesu. Podobne problemy są też w najbiedniejszych krajach azjatyckich: Bangladeszu, Bhutanie i Nepalu.

    – Zarobki w tych krajach wynoszą od 20 do 50 dol. miesięcznie i nie ma tam żadnych zabezpieczeń socjalnych – mówi Andrzej Polaczkiewicz. Potwierdza to Jacek Zieliński z firmy Promoman, który sprowadza do Polski pracowników z Bangladeszu.

    Czy w Bangladeszu są państwowe gwarancje dla inwestycji zagranicznych ? Jakie jeszcze warunki są ważne dla potencjalnych inwestorów ? Kiedy rosnące koszty pracy nie są barierą w przyciąganiu inwestycji zagranicznych ? Co decydująco wpływa na koszty - oprócz płacy ? Ile będzie zarabiał w Polsce robotnik budowlany z Bangladeszu?

    Więcej: Gazeta Prawna 13.08.2008 (158) – str.2-3

    Roman Grzyb
    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (1)

    dodaj komentarz
    ~Nikakoj
    "Mimo że w takich krajach jak Angola, Mozambik, Sudan, a szczególnie Zimbabwe robotnik zadowoli się nawet 1 dolarem miesięcznie, to zagranicznych inwestycji jest tam bardzo mało."
    To wszystko zależy od tego, jaką politykę pieniężą prowadzą państwa i rządy krajów zależnych od obcego kapitału.
    W Polsce w latach 70-
    "Mimo że w takich krajach jak Angola, Mozambik, Sudan, a szczególnie Zimbabwe robotnik zadowoli się nawet 1 dolarem miesięcznie, to zagranicznych inwestycji jest tam bardzo mało."
    To wszystko zależy od tego, jaką politykę pieniężą prowadzą państwa i rządy krajów zależnych od obcego kapitału.
    W Polsce w latach 70-tych też pracowało się cały boźy dzionek za jednego dolara. Jedank to był sztuczny wymysł w celu nabywania dolarów dla elit na zagraniczne wycieczki.
    Rada Ekonomiczna ONZ powininna powołać ogólno-światową komisję, aby ustalała ceny za wartość siły roboczej w produkcji materiałów. Globalizacja do tego dązy, ale to dzieje się bardzo powoli.

    Powiązane: Chiny

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki