To był kolejny udany kwartał dla globalnych inwestorów. Hossa nie objęła jednak polskich blue chipów – WIG20 był jednym z kilku najsłabszych giełdowych indeksów świata. Znacznie lepiej wypadły za to polskie małe spółki.


40 z 50 głównych światowych indeksów giełdowych zakończyło I kwartał na plusie. Średnia stopa zwrotu wyniosła 5,5% przy medianie na poziomie 6,3%. Najmocniejszym rynkiem pierwszych trzech miesięcy A.D. 2021 okazały się parkiety w Chile i w Szwecji, gdzie indeks IPSA poszedł w górę o 17,3%, a OMX zyskał 17%. Podium uzupełnił ukraiński UX ze wzrostem o blisko 16%.
Wśród najważniejszych indeksów pozytywnie zaskoczył niemiecki DAX, który urósł o 9,4%, pod koniec marca ustanawiając nowy rekord wszech czasów na poziomie przeszło 15 000 punktów. Nieźle radziły sobie inne rynki Starego Kontynentu: mediolański FTSE MIB dał zarobić prawie 11%, francuski CAC zyskał 9,3%, a amsterdamski AEX 12%.
Największą słabością radził parkiet na Filipinach, gdzie indeks PSEI spadł o prawie 10% i powrócił do poziomów z początku listopada. Kiepsko wypadły też rynki akcji w targanej kryzysem walutowym Argentynie (-6,3%) i Turcji (-5,8%). Szósty od końca był nasz WIG20, który zakończył I kwartał ze stratą 2,3%.
Nie oznacza to jednak, że hossa opuściła warszawski parkiet. Świetnie spisywały się bowiem spółki mniejsze. sWIG80 poszedł w górę o ponad 15%, zamykając na solidnym plusie czwarty kwartał z rzędu. Warto odnotować, że stopa zwrotu dla indeksu giełdowych „maluchów” za ostatnie 12 miesięcy sięga imponujących 81%. Lepiej niż dobrze spisał się także mWIG40, który w trzy miesiące zyskał 9,7%, przez ostatni rok zyskując 53%.
KK
































































