Wiele ważnych giełdowych indeksów zakończyło piątkową sesję pod kreską. Ale nie indeksy nowojorskie, które wzrosły napędzane optymizmem dotyczącym rozmów handlowych. Wiele się jednak zmienić w poniedziałek, gdy rynek zareaguje na obniżki tureckiego ratingu.
Już po zakończeniu sesji na Wall Street agencja S&P poinformowała o obniżeniu ratingu Turcji z BB- do B+. To już poziom "wysoce spekulacyjny", na równi z ratingiem Grecji i Argentyny. Obniżkę wiarygodności kredytowej Turcji zaserwowała też agencja Moody's: z Ba2 do Ba3.
Ostre oceny agencji ratingowych mogą wywołać dalszy exodus zagranicznego kapitału z Turcji, co napędziłoby dalsze osłabienie liry (która i tak od początku roku straciła 37 proc. wobec dolara) i zagroziłoby stabilności tureckiego sektora bankowego uzależnionego od pożyczek walutowych. Udzielanych w znacznym stopniu przez banki hiszpańskie, włoskie i francuskie. Kryzys może więc szybko przenieść się do strefy euro.
Inwestorzy z Wall Street póki co zdają się ignorować to ryzyko. Bowiem w piątek nowojorskie indeksy kontynuowały czwartkowe wzrosty. Dow Jones urósł o 0,43 proc. S&P 500 zyskał 0,33 proc., a Nasdaq podniósł się o 0,13 proc. Oznacza to, że S&P 500 i Nasdaq mają historyczne rekordy na wyciągnięcie ręki.
Amerykańskim akcjom pomogły doniesienia "The Wall Street Journal", jakoby chińsko-amerykański harmonogram rozmów handlowych rozciągał się aż do listopada. Inwestorzy mogą więc myśleć, że skoro politycy chcą tak długo rozmawiać, to znaczy, że chcą się dogadać i że wojna handlowa pomiędzy USA a ChRL rozejdzie się po kościach. Oby mieli rację.

Bezpośrednim napędem dla indeksów były drożejące o 2 proc. akcje Apple'a, które zakończyły dzień na rekordowo wysokim pułapie cenowym 217,58 USD. Za to jak kamień w wodę (tj. o 8,9 proc.) spadały notowania Tesli po tym, jak Elon Musk udzielił wywiadu dla "New York Timesa", zasadniczo przyznając, że tweet o zdjęciu spółki z giełdy i "zabezpieczonym finansowaniu" był blagą.
Zgoła w odmiennych nastrojach niż Wall Street są inwestorzy na niemal wszystkich innych ważnych rynkach akcji. Giełda w Szanghaju straciła w piątek 1,3 proc., a indeks Shanghai Composite znalazł się na najniższym poziomie od załamania z lutego 2016 roku. W Europie spadki zaczynały się od niespełna -0,1 proc. w Paryżu przez -0,3 proc. we Frankfurcie, -0,5 proc. w Mediolanie, po prawie -2 proc. w Warszawie. Z głównych indeksów nad kreską uchował się jedynie londyński FTSE100. Co interesujące, najmocniej (o 1,8 proc.) w górę poszła odrabiająca straty z poprzednich dni giełda w Stambule.
Także patrząc w dłuższym terminie, na wykresach widać, że poza Wall Street światowe rynki akcji złapały zadyszkę i nie za bardzo potrafią się podnieść po lutowych spadkach - indeks MSCI ACWI pozostaje 14 proc. poniżej styczniowego szczytu. Od maja zniżkują także notowania surowców przemysłowych. Przez ostatnie trzy miesiące miedź potaniała o 14 proc., platyna o 12 proc., a ropa naftowa o 9,5 proc. Przygniecione siłą amerykańskiego dolara zostały notowania metali szlachetnych: złoto w czwartek było najtańsze (w USD) od stycznia 2017 roku, a srebro zaliczyło bezprecedensowy 10. z rzędu spadkowy tydzień.
Krzysztof Kolany
































































