Na Islandii redukcja długu dla każdego

analityk Bankier.pl

Islandzki rząd ogłosił plan redukcji zadłużenia hipotecznego obywateli. Część kapitału kredytów indeksowanych wskaźnikiem inflacji zostanie spłacona, a dodatkowo kredytobiorcy otrzymają ulgi podatkowe pozwalające szybciej wydobyć się z zadłużenia. Program ma przyspieszyć proces wychodzenia kraju ze spowolnienia gospodarczego.

Ranking kredytów hipotecznych Bankier.pl – listopad 2013» Ranking kredytów hipotecznych Bankier.pl – listopad 2013

W przeprowadzaniu akcji oddłużenia pośredniczyć będzie ministerstwo skarbu. Jak donosi Bloomberg, na spłatę kredytów przeznaczona zostanie kwota równoważna mniej więcej 9 proc. PKB Islandii, ale nie obciąży ona znacząco finansów publicznych. Źródłem finansowania akcji będą zwiększone wpływy z podniesionego podatku pobieranego od instytucji finansowych.

Na obniżenie zadłużenia mogą liczyć kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyty indeksowane wskaźnikiem inflacji. Od długu zostanie odjęta kwota, która została spłacona przez kredytobiorców w okresie od grudnia 2007 r. do sierpnia 2010 r. i przekraczała wartość obliczoną dla wskaźnika indeksacji na poziomie 4,8 proc. Górna granica odpisanej kwoty nie może przekroczyć 4 mln koron (ok. 100 tys. zł). Z programu redukcji zadłużenia nie będą mogli zatem skorzystać kredytobiorcy, którzy zaciągnęli zobowiązania na wysokie kwoty.

Spłacający kredyty hipoteczne będą mogli także wykorzystać inną drogę, by szybciej spłacić długi. Środki przeznaczone na prywatne zabezpieczenie emerytalne (objęte zwolnieniem podatkowym od podatku dochodowego) będzie można przeznaczyć na nadpłacenie zadłużenia. Maksymalna kwota nadpłaty nie objętej podatkiem wyniesie 500 tys. koron rocznie. Specjalne warunki będą obowiązywać przez 3 lata.

Wartość zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych na Islandii odpowiada 108 proc. PKB tego kraju. Rządowy plan ma pomóc zredukować ten wskaźnik i wpłynąć na zwiększenie dochodu do dyspozycji gospodarstw domowych. Po 2008 roku kraj zmagał się ze skutkami krachu w sektorze finansowym, który odpowiadał za znaczącą część gospodarki wyspy. Islandia wybrała inną drogę niż wiele europejskich krajów i nie zdecydowała się na ratowanie banków nieograniczonymi zastrzykami gotówki. Plan redukcji zadłużenia gospodarstw domowych to nietypowy środek, ale może okazać się skutecznym narzędziem przyspieszenia wzrostu gospodarczego.

Michał Kisiel, analityk Bankier.pl



Michał Kisiel

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~hehe

Ciekawe czy choć jeden POpapraniec to czytał, bo o zastosowaniu u nas to na pewno nie pomyślał ?

! Odpowiedz
0 0 ~NO hopes

A w Polsce tylko wyzysk obywateli, zadłużanie, przywileje dla lobby zagranicznych inwestorów w tym dla banków, brak zrównoważonego rozwoju - Czwarty Świat.

! Odpowiedz
0 1 ~FX



Islandczycy sprawili, że rząd, który aprobował pod
dyktando światowej finansjery zubożyć islandzki
naród zgodnie ze scenariuszem
"przerabianym" przez Grecję podał się w komplecie
do dymisji! Główne banki w Islandii zostały
znacjonalizowane i mieszkańcy zdecydowali
jednogłośnie zadeklarować niewypłacalność długu,
który został zaciągnięty przez prywatne banki w
Wielkiej Brytanii i Holandii. Doprowadzono też do
powołania Zgromadzenia Narodowego w celu ponownego
spisania konstytucji. I to wszystko w pokojowy
sposób. To prawdziwa rewolucja przeciw władzy,
która doprowadziła Islandię do aktualnego
załamania. Na pewno zastanawiacie się, dlaczego te
wydarzenia nie zostały szeroko nagłośnione?
Odpowiedź na to pytanie prowadzi do kolejnego
pytania: Co by się stało, gdyby reszta
europejskich narodów wzięła przykład z Islandii?
Oto krótka chronologia faktów: Wrzesień 2008 roku:
nacjonalizacja najważniejszego banku w Islandii,
Glitnir Banku, w wyniku czego giełd zawiesza swoje
działanie i zostaje ogłoszone bankructwo kraju.
Styczeń 2009 roku: protesty mieszkańców przed
parlamentem powodują dymisję premiera Geira Haarde
oraz całego socjaldemokratycznego rządu, a
następnie przedterminowe wybory. Sytuacja
ekonomiczna wciąż jest zła i parlament przedstawia
ustawę, która ma prywatnym długiem prywatnych
banków (wobec brytyjskich i holenderskich banków)
wynoszącym 3,5 miliarda euro obarczyć islandzkie
rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent.
W odpowiedzi na to następuje drugi etap pokojowej
rewolucji. Początek 2010 roku: mieszkańcy zajmują
ponownie place i ulice, żądając ogłoszenia
referendum w powyższej sprawie. Luty 2010 roku:
prezydent Olafur Grimsson wetuje proponowaną przez
parlament ustawę i ogłasza ogólnonarodowe
referendum, w którym 93 procent głosujących
opowiada się za niespłacaniem tego długu. W
międzyczasie rząd zarządził sądowe dochodzenia
mające ustalić winnych doprowadzenia do
zaistniałego kryzysu. Zostają wydane pierwsze
nakazy aresztowania bankowców, którzy przezornie
odpowiednio wcześniej uciekli z Islandii. W tym
kryzysowym momencie zostaje powołane zgromadzenie
mające spisać nową konstytucję uwzględniającą
nauki z dopiero co "przerobionej lekcji". W tym
celu zostaje wybranych 25 obywateli wolnych od
przynależności partyjnej spośród 522, którzy
stawili się na głosowanie (kryterium wyboru tej
"25%u2033 - poza nieposiadaniem żadnej książeczki
partyjnej - była pełnoletniość oraz przedstawienie
30 podpisów popierających ich osób). Ta nowa rada
konstytucyjna rozpoczęła w lutym pracę, która ma
się zakończyć przedstawieniem i poddaniem pod
głosowanie w najbliższych wyborach przygotowanej
przez nią "Magna Carty". Czy ktoś słyszał o tym
wszystkim w europejskich środkach przekazu? Czy
widzieliśmy, choćby jedno zdjęcie z tych wydarzeń
w którymkolwiek programie telewizyjnym? Oczywiście
- NIE! W ten oto sposób Islandczycy dali lekcję
bezpośredniej demokracji oraz niezależności
narodowej i monetarnej całej Europie pokojowo
sprzeciwiając się Systemowi. Minimum tego, co
możemy zrobić, to mieć świadomość tego, co się
stało, i uczynić z tego "legendę" przekazywaną z
ust do ust. Póki co wciąż mamy możliwość obejścia
manipulacji medialno informacyjnej służącej
interesom ekonomicznym banków i wielkich
ponadnarodowych korporacji. Nie straćmy tej szansy
i informujmy o tym innych, aby w przyszłości móc
podjąć podobne działania, jeśli zajdzie taka
potrzeba. kopiuj wklej gdzie sie da ! niech ludzie
sie dowiedzą

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~MacGawer

Niby fakty się zgadzają, ale przesłanie pasuje niczym pięść do oka. Aby wiedzieć co naprawde stało się na Islandii należy sięgnąć do czasów PRZED kryzysem. To właśnie Islandczyczy bogacili się na spekulacjach na rynku nieruchomości, a banki tylko pośredniczyły w tym procederze. Ich odpowiedzialnośc jest taka sama jak Colta za śmierć ludzi zastrzelonych z jego bronii. A przeciez winny jest ten, co pociąga za spust: tu winni byli ci, co dawali bankom swoją kase by je w zawrotnym tempie pomnażały. Jak długo to dzialało tak długo Islandczycy byli wniebowzięci. Przed 2008r widziałem uśmiechnięta mieszkankę, ktora mówiła że jest bogata chociaż nie wie dlaczego. Ano dlatego, że tego typu bogactwo jest WIRTUALNE! To powinien wiedzieć każdy wykształcony czlowiek. Jezeli nie wie i stracił, to jego wina. Jak nieznajomośc prawa nie zwalnia od odpowiedzielności karnej tak nieznajomość ekonomii nie chroni przed bankructwem. Dlatego dajmy sobie spokój z bajeczkami jak to dzielni Wikingowie pogonili wrednych bankierow. Bo prawda jest taka, że kilka lat wczesniej wspólnie z tymi "banksterami" łupili innych pod pretekstem "inwestycji na rynku nieruchomości". A że ekonomia jest silniejsza nawet od największej bandy Wikingów to dostali łupnia i uciekli z płaczem. Dedykuję to wszystkim co myślą, że bogactwo bierze się z obracania papierami.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~stary1 odpowiada ~MacGawer

Piszesz tak jak mówil jeden z Banksterów w filmie Chciwość. Ze on to wszystko robił dla ludzi (klientów banku) ktorzy chcieli miec wysokie dochody i zmuszli go do przekretów. Nic nie robił dla siebie. I tu mnie wzruszył. Głownie bogaciły się Banki - a ludzie dostawali jakieś zapisy ze cos mają - a najlepiej w przyszłości. Banksterzy kroili latwowiernych "na miejscu" i po calosci. Tak ze daruj sobie opowieść o winie oszczędzających. Banki -a szczególnie ich właściciele wiedzą co robią i Islandia nie dała się skroić wg ich przepisu. I to im mają za złe. Tyle w temacie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~MacGawer odpowiada ~stary1

A Ty najwidzoczniej nie zrozumiałerś co napisałem. Ta... Islandia nie dała sie skroić banksterom, jakaż wspaniała bajeczka. Tak naprawdę Islandia wspólnie z ich banksterami kroiła Amerykanów, stąd ich nagłe "wzbogacenie". Ci, co szybko z tego skorzystali zarobili. I nie tylko banksterzy ale także kumaci Islandczyci. Ci mniej kumaci czekali z wypłatą "zysków" lub co zaciągali pożyczki. I przegrali, bo zyski nie biorą się z powietrza. Jak napisałem wyżej - nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. Nieznajomośc zasad ekonomii nie powienna chronić przed stratami. Jak się koleś nie znasz, to nie inwestuj. A jak straciłeś, to nie oskarżaj innych o swoje błędy. Nie ma czegoś takiego jak hamburger za darmo. Jeżeli ktoś proponuje taki "biznes" to z góry wiadomo że gdzieś jest przekręt. Nie żal mi tych, co wleźli w opcje, w kredyty we franku itp. Zal mi tych, co spokojnie składali swoje oszczędności w bankach, a tu nagle politycy chcą ich użyć by "ratować" tych co utopili swoją kasę na głupich "inwestycjach". Populistyczne bajeczki o wredynch bankierach zostawmy dla dzieci z Onetu.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~tic

W Polsce oczywiście nie można opodatkować banków 1% podatków bo to doprowadziłoby je do ruiny. Pomińmy fakt, że banki z roku na rok notują rekordowe zyski. No, ale Tusk jakoś musi się odpłacić banksterom. Są nietykalni. Wolą opodatkowywać obywateli niż tak pożyteczne instytucje pożytku publicznego jakimi są banki.

! Odpowiedz
0 0 ~Dyzio

Wyobraźmy sobie, że banki mogą udzielać kredytów, którego koszt całkowity nie może przekroczyć powiedzmy inflacja + 3% a oszczędności oprocentowane muszą być minimum inflacja +1%. Oczywiście inflacja uczciwie liczona.

! Odpowiedz
0 0 ~antek69

to chcesz przekazać, że banki żyją za 2%...a ten więcej zarabia którego prezes i rada mniej dostają...to żaden prezes nie podpisze...ale inaczej , mamy RPR który wyznacza trendy, jeśli podaje po ile pożycza,to niech po tyle cyrka ,za ile z rynku ściąga nadmiar gotówki, różnica powiedzmy twoje 2%, to wtedy banki musiały by się dostosować, a nie same ogołacać.

ps. alior zbiera kasę-0,1% poniżej wiboru, chyba jako jedyny, a pożycza na +ze 2% do gorszego wiboru, pewnie zaraz się skończy, bo w prawie bankowym czy do rpr jest jakiś wymóg wkładów (z 10%) do pożyczek

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~endi

Tam pomagają dłużnikom , a u nas wprost przeciwnie - przy inflacji 1 % oprocentowanie odsetek ustawowych wynosi 13% !!! żeby tylko jak najwięcej ludzi popadło w długi

! Odpowiedz