Podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego strona rządowa przedstawiła bardzo szerokie wyjaśnienia w sprawie unijnego programu SAFE – podkreślił wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Wyraził też nadzieję, że dobra dyskusja o tym programie na RBN przyniesie pozytywną decyzję w sprawie ustawy dot. SAFE.


Podczas środowych obrad Rady Bezpieczeństwa omawiano m.in. kwestie związane z unijnym programem dozbrajania SAFE. W środę wieczorem połączone komisje przyjęły w pierwszym czytaniu projekt ustawy wdrażający unijny program SAFE, dzięki któremu Polska otrzyma 43,7 mld euro wsparcia na zakup sprzętu wojskowego. W czwartek nad projektem debatuje Sejm.
W środę po zakończeniu RBN szef KPRP Zbigniew Bogucki podkreślił, że podczas dyskusji dotyczącej programu SAFE „wybrzmiało bardzo wiele pytań”. - To nie jest tak, że zapadły w tej kwestii decyzje, co do podpisania przyszłej ustawy (ws. SAFE), czy też nie. Ale żeby podchodzić do tak poważnego programu poważnie, trzeba mieć pełen komplet informacji - zaznaczył minister. Jego zdaniem, jest to „kwestia szczegółów, ważnego, ale wymagającego wyjaśnień, pogłębionej analizy programu”.
Kosiniak-Kamysz, który w czwartek uczestniczył w spotkaniu ministrów obrony NATO w Brukseli, podczas briefingu prasowego zapewnił, że strona rządowa przedstawiła w sprawie programu SAFE „bardzo obszerne wyjaśnienia”.
Jak zauważył, wokół SAFE narosło wiele mitów. Podkreślił, że niektórzy wykazują wobec niego niechęć ze względu na dwa aspekty: niechęć do rządu, a także do Unii Europejskiej. – To jest ten pryzmat, przez który oceniają program, nie przez pryzmat bezpieczeństwa – dodał.

Szef MON zaznaczył, że z wyliczeń Agencji Uzbrojenia wynika, iż nawet 89 proc. inwestycji w ramach programu trafi do polskiego przemysłu zbrojeniowego, ale jest to także okazja, żeby inne kraje dokonywały zakupów w Polsce. W tym kontekście wymienił kupowane przez Belgów polskie wyrzutnie Piorun czy nabywane przez Szwedów pojazdy minujące Baobab.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że SAFE nie jest zmianą sposobu nabywania sprzętu wojskowego, a wszystko, co składa się na ten program, wynika z zapotrzebowania polskiej armii i wpisuje się w wieloletnią strategię modernizacji sił zbrojnych. - Jest uzupełnieniem istniejących już programów, również tych koreańskich i amerykańskich, które bez sprzętu towarzyszącego nie będą w stanie funkcjonować, jest przyspieszeniem - zapewnił minister obrony. Dodał też, że w Polsce nie ma obecnie tak korzystnych warunków zdobycia na ten cel pieniędzy.
- Wierzę w rozsądek, wierzę, że ta dobra, ciekawa dyskusja o SAFE wczoraj (na posiedzeniu RBN) przyniesie (…) pozytywną decyzję (prezydenta- PAP). Trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek chciał wziąć na siebie odpowiedzialność braku szybkiej modernizacji, największej modernizacji Wojska Polskiego i transformacji wojska, i doposażenia polskich żołnierzy. Szczególnie zwierzchnik sił zbrojnych na pewno nie chciałby, tak na moje poczucie - powiedział Kosiniak-Kamysz.
Jak przypomniał, wraz z prezydentem udało się już wprowadzić kilka ustaw związanych z bezpieczeństwem, m.in. ustawę dot. bezpieczeństwa na Bałtyku.
Podkreślił, że rząd pracował nad programem SAFE nie od wczoraj, tylko od wielu miesięcy. Zaznaczył, że była o tym także mowa na spotkaniach Komitetu Bezpieczeństwa, co najmniej od listopada. Szef MON dodał, że można było na nich zadać każde pytanie i wyjaśnić każdą wątpliwość.
Choć przedstawiciele koalicji rządzącej utrzymują po RBN, że w sprawie programu przedstawiono wyczerpujące informacje, strona prezydencka i część przedstawicieli opozycji twierdzi, że ich wątpliwości w tej sprawie nie zostały rozwiane.
Prezydent Karol Nawrocki na początku obrad wyraził m.in. obawy, że instrument może zostać skonstruowany w ten sposób, że najbardziej na jego wprowadzeniu skorzystają największe zachodnioeuropejskie koncerny zbrojeniowe, a nie rozwijający się polski przemysł obronny. Oświadczył też, że przed podpisaniem procedowanego projektu ustawy w sprawie wdrażania programu będzie chciał zapoznać się z listą 139 projektów, które Polska zawarła w swoim wniosku o przyznanie europejskich środków.
Na środowej RBN rozmawiano również o ewentualnym przystąpieniu Polski do zainaugurowanej przez prezydenta Donalda Trumpa Rady Pokoju. Jeszcze przed spotkaniem w Pałacu Prezydenckim premier Donald Tusk podkreślił, że Polska, w obecnej sytuacji, nie przystąpi do tego gremium.
Pytany o to w czwartek wicepremier potwierdził, że była o tym „bogata dyskusja”. - Mam nadzieję, że pan prezydent skorzysta z tych informacji przekazanych przez premiera, przez szefa MSZ (Radosława) Sikorskiego, informacji, czy też strategii postępowania. Myślę, że warto - podkreślił.
Dopytywany, czy Polska powinna przystąpić do Rady Pokoju ocenił, że „analiza nad tym projektem jest cały czas potrzebna, choć dzisiaj deklaracji przystąpienia ze strony rządu w żaden sposób nie ma”.(PAP)
Weto ustawy o SAFE mogłoby być wizerunkowo kłopotliwe dla prezydenta
Gdyby prezydent Karol Nawrocki zdecydował się zawetować ustawę o SAFE, byłoby to dla niego wizerunkowo kłopotliwe, bo byłby uznany za kogoś, kto w sytuacji zagrożenia blokuje polskie możliwości obronne - powiedział PAP politolog Olgierd Annusewicz.
Jednym z tematów środowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN) był program SAFE, zakładający finansowanie rozwoju polskich sił zbrojnych z pieniędzy unijnych. W środę ustawę umożliwiającą wdrożenie tego programu przyjął rząd, jednak podczas posiedzenia RBN wątpliwości wobec niego formułował prezydent Karol Nawrocki.
PAP zapytała politologa z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Olgierda Annusewicza o polityczne konsekwencje zarówno podpisania ustawy o SAFE przez prezydenta, jak i ewentualnego weta.
Politolog nie wykluczył, że wątpliwości prezydenta mogą mieć związek np. z naciskami Amerykanów, którzy by woleli, aby zakupów zbrojeniowych dokonywać w ich kraju. Niemniej, dodał Annusewicz, ten argument jest o tyle nietrafiony, że SAFE wcale nie oznacza, iż Polska przestanie wydawać inne pieniądze, choćby te wynikające z przeznaczania na obronność 4 proc. PKB, więc zakupy sprzętu amerykańskiego wcale nie muszą się zmniejszyć.
- Niezależnie od tego, czy ze strony amerykańskiej są naciski, czy ich nie ma, prezydent mierzy się przez ostatnie tygodnie z wizerunkiem „wetomatu”. Przy okazji SAFE mógłby jednak pokazać, że dostrzega rzeczy, które są ważne i nawet jeśli ma wątpliwości, co do niuansów, to nie blokuje, bo sprawy obronności powinny być poza bieżącym politycznym sporem z uwagi na rację stanu - powiedział politolog.
Zdaniem Annusewicza taka postawa prezydentowi bardziej się politycznie opłaci niż ewentualne weto. Jeżeli bowiem prezydent Nawrocki zdecyduje się zawetować program SAFE, to nie tylko narazi się na to, że wizerunek „wetomatu” się pogłębi, ale wręcz łatwo będzie mu przypiąć łatkę „zdrady racji stanu”.
Jak dodał politolog, w całej sprawie będzie bowiem dominować rozumowanie, że skoro zdobyliśmy gigantyczne pieniądze na naszą obronność, mamy za granicą wojnę, państwo wrogie jako sąsiada, to nie możemy sobie pozwolić, żeby z tych pieniędzy nie skorzystać, nawet jeżeli mają formę pożyczki.
- Jeżeli mamy pieniądze, które możemy wykorzystać na wzmocnienie naszej obronności, a tych pieniędzy nie bierzemy, to pojawia się pytanie dlaczego. Zaś zaraz po nim może się pojawić oskarżenie o działanie na szkodę polskiej racji stanu. To z kolei mogłoby być dla prezydenta mocno kłopotliwe, biorąc pod uwagę jego retorykę i budowany wizerunek patrioty - zwrócił uwagę Annusewicz.
- To jest tak, jakby ktoś miał możliwość wysłania dziecka na studia do Oksfordu, wszystko byłoby załatwione i opłacone, ale w pewnym momencie zrezygnował pod jakimś pretekstem - porównał.
W opinii politologa, by prezydent mógł wyjść z tej sytuacji obronną ręką, powinien manifestować swoje uwagi krytyczne do całego programu, wytykać ewentualne mankamenty, żądać szczegółowych informacji, natomiast sam program zaakceptować, podpisując ustawę. Być może zapowiadając, że będzie się temu bardzo pilnie przyglądał.
(PAP)
from/ wni/ mt/ pab/ luo/ par/


























































