Tak projekt budżetu na ten rok i program rządu ocenił dr Wojciech Misiąg, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Najważniejsze przeszkody w powrocie finansów do stanu równowagi to zbyt duże wydatki socjalne oraz za mało sprawny i nadmiernie kosztowny sektor publiczny a także brak konsolidacji rozproszonych środków publicznych. Rząd, zdaniem Misiąga, ograniczył się do elementarnych oszczędności w budżecie, radykalne cięcia odkładając na później. Jako przykład podał on kosztowne dla budżetu dodatki mieszkaniowe, do których otrzymania nie trzeba spełniać zbyt rygorystycznych wymogów. Cięcia budżetowe dokonywane są metodą barbarzyńską. Dysponentom budżetu mówi się – dostaniecie pięć procent mniej i jakoś sobie radźcie – twierdzi. Takie działania nie zastąpią jednak reformy aparatu państwowego, który jest nadmiernie rozbudowany, nieefektywny i drogi.
Stany alarmowe
Już miniony rok pokazał, że sektor publiczny nie jest przystosowany do funkcjonowania w warunkach spowolnienia gospodarczego. Wzrost gospodarczy pozwalał ukryć niedostosowanie dochodów publicznych do rosnących kosztów realizacji zadań należących do państwa. Teraz nie jest to już możliwe i brak reform powoduje, że niebezpiecznie zbliżamy się do stanów alarmowych długu publicznego. Według ekonomistów IBnGR, może on sięgnąć pod koniec tego roku nawet połowy produktu krajowego brutto. Z jednej strony bowiem będziemy mieć bardzo wysoki deficyt budżetu (ponad 5 procent PKB), z drugiej czeka nas prawdopodobnie deprecjacja złotego. Odmienną sytuację mieliśmy w minionym roku, gdy dzięki umocnieniu się złotego wobec dolara dług (liczony w walucie krajowej) zmniejszył się o ponad 20 miliardów złotych. Łącznie wynosił on około 300 miliardów złotych (41 procent PKB).
Dodatkowym zagrożeniem jest narastające zadłużenie zakładów opieki zdrowotnej. Eksperci z instytutu szacują ten dług na około 4 do 5,5 miliardów złotych (nie jest on w pełni ujmowany w ewidencji). Na razie to sprawa szpitali i powiatów, jeśli jednak zadłużenie to będzie narastać, stanie się to sprawą państwa, które nie będzie mogło ignorować tego faktu (w 1998 roku skarb państwa przejął 7,5 miliarda złotych długów służby zdrowia). W tym rachunku mieści się również zadłużenie ZUS wobec otwartych funduszy emerytalnych (szacuje się, że sięga ono 6,3 miliarda złotych plus 0,8 do 1,8 miliarda złotych karnych odsetek).
Konstrukcje piętrowe
Okazuje się też, że największy ciężar cięć budżetowych poniosą samorządy – dotacje dla nich będą w tym roku realnie mniejsze o ponad jedną czwartą (dostaną one o 3147,6 miliona złotych mniej niż w ubiegłym roku). Samorządy, tak jak w poprzednim roku, gdy budżet nie przekazał im całej zaplanowanej kwoty, będą musiały drastycznie zmniejszać wydatki na inwestycje – prognozuje Wojciech Misiąg. W minionym roku udział inwestycji w ogólnej kwocie wydatków wyniósł 15,8 procent zamiast zaplanowanych prawie 20 procent. Powoduje to dalsze wydłużanie się cykli inwestycyjnych.
Znaczących oszczędności eksperci instytutu nie spodziewają się po oszczędnościach w wydatkach na administrację publiczną. Zastąpienie kas chorych funduszem i regionalnymi oddziałami w województwach nie sprawi raczej, że system będzie tańszy i bardziej efektywny. Dziś aż 2 procent nakładów na zdrowie pochłaniają kasy chorych. Chociaż rządząca koalicja obiecywała już na starcie likwidację niektórych agencji i funduszy, pojawiają się nowe. Ostatnio utworzono Fundusz Promocji Mleczarstwa (na jego konto wpływa “podatek” od mleka pobierany przy jego skupie), którym dysponuje prezes Agencji Rynku Rolnego. Od konstrukcji jednopiętrowych przechodzimy do wielopiętrowych – tak skomentował ten fakt Wojciech Misiąg.
Inne potencjalne zagrożenie dla finansów publicznych tkwi w poręczeniach i gwarancjach, jakich na dużą skalę zamierza udzielać skarb państwa. Przy niewielkim wzroście gospodarczym w kolejnych latach istnieje duże niebezpieczeństwo przekroczenia przez dług publiczny konstytucyjnej granicy 60 procent PKB. Gdyby tak się stało to należałoby uruchomić procedury ostrożnościowe i sanacyjne. A to ograniczyłoby możliwości zadłużania się przez samorządy, a jednocześnie utrudniłoby absorbowanie środków pomocowych z Unii Europejskiej.
Krystyna Doliniak





























































