Amerykańscy nafciarze siódmy tydzień z rzędu zwiększyli liczbę wiertni. A mimo to notowania ropy podskoczyły o blisko 3% po tym, jak w czwartek „czarne złoto” podrożało o ponad 4,5%.


Na zamknięciu piątkowych notowań amerykańska ropa Crude kosztowała 44,72 USD, czyli o 2,9% więcej niż dzień wcześniej i aż o 6,5% więcej niż tydzień wcześniej. Europejski surowiec typu Brent podrożał o 2,7%, osiągając cenę 47,19 USD za baryłkę.
Czwartkowo-piątkową zwyżkę notowań ropy trudno jest wytłumaczyć czynnikami natury fundamentalne. Zdaniem analityków to raczej skutek masowego zamykania krótkich pozycji przez inwestorów finansowych.
W czerwcu i lipcu ropa gwałtownie taniała, zachęcając do gry na dalsze spadki. Ale sierpniowe odreagowanie najwyraźniej zmusiło część graczy do zamknięcia generujących straty krótkich pozycji. Stąd dynamiczne odreagowanie: od 3 sierpnia kurs ropy Brent wzrósł z 41,50 USD do 47,19 USD po tym, jak przez poprzednie dwa miesiące spadł z 52 USD do 41,50 USD.
Dane nadchodzące z branży naftowej zachęcały raczej do zajmowania krótkich pozycji, niż do ich zamykania. W minionym tygodniu amerykańscy nafciarze zwiększyli liczbę wiertni o 15 sztuk, do 396 ogółem – poinformowała firma Baker Hughes. Był to siódmy tygodniowy przyrost z rzędu – to najdłuższa taka seria od kwietnia 2014 r., gdy ropa kosztowała ponad 100 USD za baryłkę.
Przez 10 z ostatnich 11 tygodni notowano wzrost liczby odwiertów naftowych w USA, co w perspektywie kolejnych tygodni pozwala oczekiwać wzrostu wydobycia.
Tymczasem na świecie mamy do czynienia z nadprodukcją ropy i puchnącymi w szwach magazynami. Widać też, że ceny rzędu 40-50 USD zachęcają nafciarzy do zwiększania produkcji. W czerwcu rekordowe wydobycia osiągnęła Arabia Saudyjska, a na rynek coraz szerszym strumieniem płynie ropa z Iranu. Pod koniec września odbędzie się robocze spotkanie przedstawicieli OPEC, przed którym spekuluje się o możliwości zmniejszenia limitów wydobycia.
Krzysztof Kolany































































