Odwrót z tegorocznych szczytów na parze euro-dolar przełożył się na wzrost kursu euro do złotego. W rezultacie eurozłoty odbił się od tegorocznych minimów i ponownie skierował w stronę 4,30 zł.


We wtorek o 10:06 kurs euro kontynuował zwyżki z poprzednich dni i osiągnął wartość 4,2856 zł. Oznacza to, że w niespełna pięć dni roboczych euro podrożało o blisko 4 grosze po tym, jak kurs EUR/PLN znalazł się blisko najniższych poziomów w 2024 roku.
Patrząc w dłuższym horyzoncie czasowym, ostatnie wzrosty kursu euro niewiele zmieniają. Eurozłoty pozostaje w średnioterminowym trendzie bocznym, w zakresie 4,25-4,30 zł. Taki stan rzeczy trwa od połowy sierpnia. Jest to też element dłuższej konsolidacji, trwającej w zasadzie od jesieni ubiegłego roku. Od 11 miesięcy kurs EUR/PLN utrzymuje się bowiem w przedziale 4,24-4,40 zł.
Niedawne osłabienie złotego można wiązać z sytuacją na parze euro-dolar. Kurs EUR/USD nie był w stanie sforsować linii 1,12 i spadł z najwyższych poziomów w tym roku. Mocniejszy dolar to zwykle zła wiadomość dla walut z rynków wschodzących, takich jak polski złoty. W tym momencie sytuacja fundamentalna (rosnący dysparytet stóp procentowych na korzyść złotego) zszedł na dalszy plan.
Sam dolar na polskim rynku o poranku drożał o 1,5 grosza i był notowany po 3,8553 zł. Oznacza to, że kurs USD/PLN utrzymał się w trwającym od połowy sierpnia trendzie bocznym, o zakresie 3,80-3,90 zł.

Ustabilizowały się za to notowania franka szwajcarskiego. Helwecka waluta we wtorek rano była wyceniana na 4,5468 zł, czyli o pół grosza wyżej niż dzień wcześniej. Funt brytyjski kosztował 5,1428 zł. Dzień wcześniej szterling notowany był najwyżej (5,1525 zł) od czerwca.
KK



























































