REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kuczyński: Kto mówi o kredytach walutowych, niech ujawni, czy jest zadłużony we frankach

2015-02-10 15:28
publikacja
2015-02-10 15:28
Dodaj Bankier.pl w Google
Kuczyński: Kto mówi o kredytach walutowych, niech ujawni, czy jest zadłużony we frankach
Kuczyński: Kto mówi o kredytach walutowych, niech ujawni, czy jest zadłużony we frankach
fot. Piotr Waniorek / / FORUM

Kredyty we frankach są najważniejszym problemem dla Polski. Takie wrażenie może odebrać obcokrajowiec, gdyby znał polski i obserwował pilnie to, co pojawia się w naszych mediach i co mówią nasi politycy.

Problem w tym, że (z mojej obserwacji można wysnuć taki wniosek), że politycy i ludzie mediów są najbardziej zadłużeni we frankach. Prawdę mówiąc każdy, kto mówi o kredytach walutowych powinien informować, czy jest zadłużony we frankach (ja nie jestem i nigdy nie byłem).

Piotr Kuczyński (fot. Piotr Waniorek / FORUM)

Ja od 10 lat, a może i wcześniej mówiłem, że należy brać kredyty w walucie, w której się zarabia – to mówiło dużo osób. Ja dodawałem jednak też, że jeśli ktoś świadomie zdecyduje się wziąć taki kredyt, to powinien zdawać sobie sprawę, że automatycznie staje się spekulantem walutowym narażonym nie tylko na ryzyko stopy procentowej (jak złotówkowy kredytobiorca), ale i na ryzyko kursu walutowego. Skoro tak zawsze mówiłem, to mam pełne prawo do krytykowania tych, którzy mnie nie słuchali, a teraz wyciągają ręce po pieniądze do banków lub państwa, a tak naprawdę do wszystkich Polaków.

Nawiasem mówiąc to prawda, że SNB w połowie stycznia nagle uwolnił franka. Przedtem bronił poziomu 1,20 do euro przez 3 lata. Przez ten czas kredytobiorcy korzystali z tego zamrożenia. Był czas na przewalutowanie…Twierdzi się też, że to rząd jest winien problemom „frankowiczów”, bo gdybyśmy przyjęli euro w 2011 roku ( jak obiecywał Donald Tusk) to nie byłoby problemów. To nie jest prawda. W czasie, kiedy złoty osłabł w stosunku do franka o sto procent euro straciło 70 procent. Nieco lepiej, ale niewiele lepiej.

Wakacje na giełdzie

Lekkomyślne banki

Rzeczywiście przynajmniej do 2006 roku, kiedy to KNF zaostrzył kryteria przyznawania kredytów walutowych, polityka banków była bardzo lekkomyślna. Nie oszukiwały, ale zarządy i analitycy powinni zadawać sobie sprawę z zagrożenia rynkiem walutowym. Choćby tym, jak „przejechali” się Włosi na kredytach w niemieckich markach w końcu lat osiemdziesiątych. Najpewniej z tego też powodu, jak również dlatego, że taka była polityka Jana Krzysztofa Bieleckiego, wtedy prezesa Pekao SA, ten duży bank kredytów walutowych nie udzielał.

Banki nie są bez winy, bo ustawili tak cały system wynagradzania, że doradcy robili wszystko, żeby klient wziął kredyt, bo za to dostawali potężne pieniądze, a bank miał zyski, dzięki czemu zarządy dostawali wyższe premie, a właściciele wyższe dywidendy. To prawda, ale decyzje podejmował klient i przede wszystkim on za nią odpowiada. Gdyby tak nie było, to klienci funduszy inwestycyjnych czy giełdowi gracze też powinni żądać rekompensaty, jeśli inwestycja przynosi straty…

Jaka jest skala problemu?

Za tą lekkomyślność banki powinny czymś zapłacić, więc nic dziwnego, że pojawia się bardzo wiele pomysłów ulżenia doli „frankowiczów”. Rafał Antczak stawia w tej sprawie bardzo sensowne pytanie: jaka jest skala problemu? Ilu kredytobiorców ma tak naprawdę problem? Inaczej mówiąc: czy mamy naprawdę problem? Może i nie mamy, ale możemy mieć, bo przecież uwolniony frank może się umocnić (lub osłabić). Wystarczy oficjalne wejście wojsk Rosji na Ukrainę, żeby CHF/PLN testował poziom pięciu złotych.

Nie dziwi, że KNF szuka pomysłu na bezpieczne dla sektora bankowego przewalutowanie kredytów. Ostatni pomysł przewodniczącego Jakubiaka wart jest rozważenia (po wielu modyfikacjach), ale według mnie ryzyka systemowego nie zlikwiduje. Nawet jeśli audytorzy dojdą do wniosku, że banki straty mogą rzeczywiście (jak chce Jakubiak) rozpisać na wiele lat, a nie muszą ich rozliczyć jednorazowo to deklarowana dobrowolność z obu stron (kredytobiorca – bank) będzie prowadziła do tego, że ta propozycja będzie wykorzystywana w sposób marginalny.

Kuczyński: Frank dobija GPW?

Start odtwarzacza ...

Jest jednak jeden „myk”, który może doprowadzić do znacznego zmniejszenia ilości kredytów „frankowych”. Podobno rozważane jest zabronienie wypłaty dywidendy przez banki, które miałyby zbyt dużą wartość kredytów hipotecznych. Właściciele zrobiliby więc wszystko, żeby było ich jak najmniej. Nadal potrzebna byłaby też zgoda kredytobiorcy, a on niechętnie będzie się godził na przewalutowanie po bieżącym kursie.

...żeby zabolało banki

Najgroźniejsze są według mnie pomysły, które propagują niektóre partie polityczne (szczególnie zabawni są niektórzy ich „eksperci”), niektórzy „frankowicze” (według mnie mniejszość) oraz, co stwierdziłem z zaskoczeniem, były przewodniczący KNF pan Stanisław Kluza. Chodzi o takie przewalutowanie kredytów, żeby zabolało to banki, czyli po kursie z dnia wzięcia kredytu lub z dnia przed skokiem wartości franka.

Mówi się, że premier Orban na Węgrzech przewalutował kredyty i pomógł kredytobiorcom. To nie jest prawda. Decyzja o przymusowym przewalutowaniu została przyjęta w połowie listopada 2014 z kursem na 7. listopada. Banki nic na tym nie straciły, a kredytobiorcy przeszli na forinta, płacąc wyższe odsetki. To nie był prezent dla kredytobiorców – to był prezent dla banków.

Owszem rozliczenie będzie miało miejsce dopiero teraz, więc niektórzy twierdzą, że banki na tym stracą, ale uważam, że zarządzający ryzykiem w tych bankach musieliby być idolami, żeby w listopadzie nie zabezpieczyli sobie kursu za pomocą instrumentów pochodnych. Mogli to zrobić bez żadnych problemów, bo znali co do franka kwotę przewalutowania.

Niektórzy twierdzą, o czym wspominałem na początku tekstu, że banki nie miały żadnych franków. Że banki pożyczały w złotych i nigdy nie musiały mieć żadnych franków. To jest nieprawda. Banki musiały albo stosować „naturalny hedżing”, czyli posiadać franki, albo zabezpieczać pozycję instrumentami pochodnymi. Dlatego przewalutowanie po kursie wzięcia kredytu uderzyłoby w nie potężnie. Nie tylko jednak uderzyłoby w banki – uderzyłoby potężnie we wszystkich Polaków.

Banki stracą do 50 mld zł

Jeśli przewalutuje się kredyty po kursie niższym od bieżącego, to banki stracą od 20 do 50 mld złotych. Małe banki zbankrutują, o ile państwo im nie pomoże (czyli my wszyscy). Jeśli nie pomoże, to depozyty wypłaci Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Weźmie je z banków i od państwa – znowu my zapłacimy. Takie odebranie bankom zysków z dwóch lat zmniejszy znacznie akcję kredytową (zmniejszą się ich kapitały i możliwości), co uderzy potężnie w gospodarkę i w rynek pracy. Na GPW zanurkują ceny akcji banków. Mogą stracić nawet 50 - 80%. Stracą akcjonariusze, posiadacze funduszy inwestycyjnych oraz emeryci (OFE odnotują duże straty). Banki będą starały się odrobić straty, więc droższe staną się opłaty bankowe i kredyty. Zapłacą wszyscy klienci banków. Wszystko w celu obrony niewielkiej liczby mającej problemy kredytobiorców.

To nie znaczy, że nie należy robić niczego. Związek Banków Polskich (ZBP) złożył sensowne propozycje, a UOKiK ma pilnować, żeby były dotrzymane. To bardzo dobrze, ale jednak za mało. Klienci składają pozwy zbiorowe i wygrywają (i będą wygrywali) z tymi bankami, które tabele do płacenia rat kredytu brali z sufitu. Prawnicy mówią, że takie zapisy to tzw. „klauzule abuzywne” (niedozwolone), co powoduje, że umowa jest nieważna, a klient ma prawo żądać powrotu do stanu wyjściowego (czyli np. kredytu w złotych wyliczonego z pierwotnego kursu franka). To doprowadziłoby banki do potężnych strat, więc będą się one w sądach latami broniły. Zarobią prawnicy, klienci zarobią mniej niż powinni i za wiele lat.

Dlatego politycy powinni uchwalić prawo zgodnie z którym raty w takich umowach zostaną przeliczone ponownie, z kursem kupna franka w NBP. Banki stracą kilka miliardów (na to je stać) klienci zyskają (wydadzą na zakupy pomagając gospodarce), sprawiedliwość zatryumfuje, a prawnicy nie zarobią.

Zbyt potężna władza

I na koniec – uważam, że trzeba walczyć nie z bankami, a o zmianę prawa bankowego. Bankowy tytuł egzekucyjny (BTE) daje bankom zbyt potężną władzę. Trzeba wzorować się na rozwiązaniach znanych w innych krajach UE. Przyjąłbym też anglosaską zasadę, zgodnie z którą klient odpowiada za kredyt do wartości nieruchomości. Warto też stosować (tak jak np. w USA) obok zmiennej również stałą stopę oprocentowania – do wyboru przez klienta. Kredyt do wysokości wartości nieruchomości i ten ze stałym oprocentowaniem byłby nieco droższy, bo banki musiałyby się zabezpieczać, ale dawałoby to elastyczność kredytobiorcom. I nie byłoby potem pikiet i nierealnych żądań.

Warto odnotować, że w poniedziałek 9.02 podobną propozycję (bez tematu BTE) złożyli Zbigniew Jagiełło, prezes PKO Banku Polskiego, Rafał Kozłowski, prezes PKO Banku Hipotecznego. Skoro prezesi banków sami idą we wskazanym przeze nie kierunku to tym bardziej potrzebny jest ruch obywatelski takie rozwiązania wspierający.

Piotr Kuczyński

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Chiny szykują się na wielki krach finansowy. "Kawaleria nie nadciąga"
Tematy
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.

Komentarze (116)

dodaj komentarz
~RexKelvin
Witam,

Jesteśmy tu po raz kolejny kupić nerkę dla naszych pacjentów, a oni zgodzili się zapłacić dobrą sumę pieniędzy dla wszystkich, którzy chcą oddać nerkę, aby je zapisać, a więc jeśli jesteś zainteresowany, aby być dawcą lub chcesz uratować życie, jesteś dla napisz do nas na poniższy adres e-mail.

Jest to okazja,
Witam,

Jesteśmy tu po raz kolejny kupić nerkę dla naszych pacjentów, a oni zgodzili się zapłacić dobrą sumę pieniędzy dla wszystkich, którzy chcą oddać nerkę, aby je zapisać, a więc jeśli jesteś zainteresowany, aby być dawcą lub chcesz uratować życie, jesteś dla napisz do nas na poniższy adres e-mail.

Jest to okazja, aby być bogaty w porządku, możemy zapewnić Ci gwarancyjny i 100% bezpieczne transakcji z nami, wszystko zostanie wykonane zgodnie z prawem guilding dawców nerek.
Tak więc nie marnować więcej czasu, prosimy napisać do nas na irruaspecialisthospital20@gmail.com

Irrua Specjalistyczny Szpital Kliniczny.
~innygosc
To nie o to chodzi panie Kuczynski. Ma pan racje, ze te kredyty byly toksyczne. To prawda. Wkopiuję to, to moze panu cos rozjasni:
"
Tzw. frankowicze mają dużo racji, ponieważ między innymi:
1. W umowach tkwią klauzule abuzywne / niedozwolone.
2. Doradcy instytucji zaufania publicznego jakimi są banki, zalecali je
To nie o to chodzi panie Kuczynski. Ma pan racje, ze te kredyty byly toksyczne. To prawda. Wkopiuję to, to moze panu cos rozjasni:
"
Tzw. frankowicze mają dużo racji, ponieważ między innymi:
1. W umowach tkwią klauzule abuzywne / niedozwolone.
2. Doradcy instytucji zaufania publicznego jakimi są banki, zalecali je konsumentom, wprowadzając ich w pułapkę finansową.
3. Kredytobiorcy to zwykli konsumenci, nie spekulanci giełdowi i mają prawo do bezpiecznych kredytów.
4. Banki zabezpieczały przed ryzykiem tylko siebie, nie swoich klientów.
5. Doradcy bankowi nie tylko, że nie wyjaśniali ludziom istoty ryzyka, ale wręcz prowadziłi kampanię i politykę dezinformacji.

Nie jest prawdą jak twierdzi propaganda służąca skłócaniu i dzieleniu społeczeństwa, że frankowicze już od początku czerpali z kredytów frankowych niezmierne korzyści. Istotnym jest, że to nigdy nie był kredyt we frankach a tylko indeksowany frankiem. Oznacza to, że konsument otrzymywał złotówki i spłaca ten kredyt również w złotówkach, a jedynie proponowany / wymuszany przez banki, sposób rozliczania spłat tego kredytu opiera się na przeliczaniu wartości złotówki na franka a także dodawaniu do długu różnych innych obciążeń. Np. banki ustalały same sobie a później stosowały tzw. spread do wyliczania kursów sprzedaży, tak jakby transakcje rzeczywiście następowały we frankach a nie w złotówkach jak było naprawdę. Spread ten niejednokrotnie wynosił, aż kilkanaście procent. Gdy kurs franka spadał bank miał ponadto także możliwość podnoszenia stopy oprocentowania kredytu, a więc tym samym utrzymywania swojego zysku na zaplanowanej przez siebie wysokości. Banki robiły to na sobie tylko wygodnych i znanych zasadach. Ani wysokość spreadu ani też oprocentowania nie była w żaden sposób z konsumentami negocjowana, ani też nawet znana. Banki też stosują tu różnego rodzaju ubezpieczenia na wypadek jakiegokolwiek dla siebie ryzyka związanego z niedostatecznym w/g ich uznania dla siebie zyskiem. Za te ubezpieczenia płaci też nie kto inny jak właśnie konsument. Należy tu dodać, że niejednokrotnie kredytobiorcy do dziś na bieżąco nie są informowani co do szczegółów spłat swojego kredytu a taka informacja, prawdopodobnie zwykły komputerowy wydruk, w/g cennika banku kosztuje nawet i 600 złotych. (Brak jest też często, jak w innych krajach bezpłatnego dostępu internetowego do bieżącej informacji o własnym kredycie, historii jego spłat i obciążeń kredytu, które są stosowane przez banki i stanowią najprzeróżniejsze opłaty przez nie narzucane.) Całe ryzyko przenosiło się więc już od samego początku tylko na konsumenta, który nie miał jak banki możliwości manipulowania ani spreadem, ani stopą oprocentowania, ani też jakimikolwiek opłatami, ani w ogóle niczym. Nie miał też możliwości do swobodnego dostępu do podstawowych informacji związanych z jego kredytem. Jest to po prostu nierówna walka. Wysoki spread i oprocentowanie trzymane było do chwili, gdy kurs franka wzrósł do poziomu, gdy już wiadomo było, iż główny zysk banki będą mogły czerpać głównie z tytułu wysokiego kursu franka. Wiąże się to bowiem ze znacznie wyższym zadłużeniem w złotówkach, a co także za tym idzie znacznie wyższych spłatach ratalnych, też tych faktycznych w złotówkach. Nigdy frankowicze nie robili pieniędzy na tych kredytach. Czy w ogóle spłatę jakiegokolwiek kredytu można by nazwać zarabianiem jakichś pieniędzy? Kredyt jest to po prostu zapis długu konsumenta za który trzeba bankowi płacić marżę. Ta marża dla banku nigdy ujemną nie jest a więc zawsze jest dodatnim dla niego zyskiem. I też prawdziwe zyski miały na tym banki. Już w marcu 2009 roku kurs sprzedaży franka, po którym dokonywano rozliczenia poszybował w niejednym banku od około 2 aż do ponad 3,4. I tak na przykład jeśli ktoś zawarł umowę gdzieś we wrześniu 2007 roku, to przy stosowanym przeliczeniowym kursie kupna franka równym 2.20 zysk banku na każdej złotówce zadłużenia wzrósł aż o 54%. Inaczej mówiąc, każde 100 tys. zł zadłużenia urosło do 154 tysięcy a przy kursie sprzedaży franka 4,00 wzrosło do ok. 181 tysięcy nie licząc oprocentowania kredytu, za co trzeba oczywiście także płacić. Kiedy więc był tu czas na rzekome dorabianie się na niskich spłatach, jak powtarzają uporczywie za mediami niektórzy "nieco mniej myślący" komentatorzy? Ten zysk jest tylko zyskiem banku, a osiągnięty został przez zastosowanie przez bank w umowie tzw. "klauzul niedozwolonych" lub "klauzul abuzywnych" - inna nazwa.

Jest jeszcze inna kwestia. Jak mamy dziś traktować banki? Czy jako instytucje zaufania publicznego, w której konsument spotyka się z doradcą otrzymując fachową poradę w efekcie której nabywa najbardziej korzystną dla siebie najzwyklejszą w świecie płatną usługę na zakup np. mieszkania, jako nieodzowny element 1-wszej potrzeby do godziwego życia, czy raczej jak instytucje ogrywające ludzi. A w takim przypadku powinniśmy się przeistoczyć do roli graczy czy spekulantów giełdowych, bacznie pilnując by jakiś toksyczny produkt bankowy nie wyrządził nam szkód, za które będziemy musieli płacić do końca życia, a może nawet i nasze długi przeniosą się na następne pokolenia.

Problem polega tu głównie na tym, że normalni, nieprzygotowani profesjonalnie do spekulacji finansowych ludzie poszli do banku po poradę, żeby pożyczyć na sprzyjających im warunkach pieniądze na zakup mieszkania, a zostali wmanipulowani przez bankowych profesjonalnych doradców finansowych w wysoce ryzykowny produkt giełdowy, oparty na spekulacjach kursami walutowymi w wieloletnim okresie czasu, w dodatku najczęściej bez możliwości wydostania się z tej pułapki. Jak ryzykowny okazał się ten produkt to wszyscy już dziś wiemy. Za zadłużenie we frankach banki dziś naliczają nawet i dwukrotnie więcej złotówek niż miało to miejsce przy zaciąganiu kredytu.

Widziały gały co brały? Jeżeli jak twierdzą niektórzy wina stoi po stronie niedoświadczonego i niewyedukowanego w spekulacjach bankierskich konsumenta, który nie przewidział związanego ze zwykłym jak mniemał kredytem ryzyka, to czy doradcy kredytowi powinni byli ten produkt w ogóle nastręczać? Czy niewyedukowany ekonomicznie i nie zajmujący się finansjerą kredytobiorca, miał obowiązek przewidywania ryzyka, jak twierdzi wielu obrońców banków? Jeżeli tak, to co powiedzieć o obowiązkach wykształconych i doświadczonych doradców kredytowych banków, wysokich rangą urzędników banków, prezesów i właścicieli banków? Przecież mają oni jeszcze w dodatku u siebie wyspecjalizowanych analityków do spraw zarządzania ryzykiem. To oni już tego obowiązku przewidzenia ryzyka nie mieli? Przecież to oni właśnie ten temat powinni znać i rozumieć najlepiej, a skoro tak to czy banki w ogóle powinny były oferować swoim konsumentom taki toksyczny produkt finansowy? Czy wobec tych faktów banki jeszcze zasługują na miano instytucji zaufania publicznego, jakimi obdarzaliśmy je do tej pory? Nie sądzę. Wszystko wskazuje na to, iż banki dziś przyjęły sobie za cel wyłącznie przechwytywanie pieniędzy swoich klientów dla swoich wyłącznie własnych korzyści.

Dla porównania wyobraźmy sobie sytuację chorego, który zgłasza się do innej instytucji zaufania publicznego - szpitala. Na wstępie spotyka lekarza, który mu mówi, iż w jego przypadku "potrzebny jest zabieg, który przeprowadzony będzie pod narkozą i wtedy dopiero lekarze zadecydują co dalej robić. A teraz proszę podpisać umowę, że Pan się na to zgadza. Jak Pan tego nie zrobi to szpital Panu nie będzie w stanie pomóc." Pacjent z zaufaniem podpisuje, po czym lekarz wycina mu nerkę, którą potem szpital sprzedaje na wolnym rynku z dużym dla siebie zyskiem. Czy na takich i temu podobnych zabiegach powinna się opierać działalność instytucji zaufania publicznego? Czy takie działanie uznalibyśmy za etyczne i legalne, bo przecież pacjent podpisał umowę? Chyba nie. Myślę, że konstruowanie a co za tym idzie stosowanie tego typu umów powinno być surowo zabronione.

Coś mi się zdaje, że popularne dotąd powiedzenie "Masz u mnie jak w banku", już teraz na wieki straci na aktualności.
"
~kredytobiorca1001
Dlaczego nie mówi Pan o tym, że absolutna większość pożal się Boże ekspertów trąbiła wszem i wobec a tym jaki ten frank jest wspaniały i jaki stabilny. Mówi Pan że kredytobiorcy to spekulanci -obraża Pan ludzi. Dlaczego dzisiaj tak wielu ekspertów jest takich mądrych. Gdzie byli wtedy. Nie pamiętam Pana działania z przed 10 lat -Dlaczego nie mówi Pan o tym, że absolutna większość pożal się Boże ekspertów trąbiła wszem i wobec a tym jaki ten frank jest wspaniały i jaki stabilny. Mówi Pan że kredytobiorcy to spekulanci -obraża Pan ludzi. Dlaczego dzisiaj tak wielu ekspertów jest takich mądrych. Gdzie byli wtedy. Nie pamiętam Pana działania z przed 10 lat - może mówił to Pan swojej żonie :). Pamiętam szacowne instytucje wolnorynkowe, które broniły wolności kredytowej. Pamiętam bombardowanie o tym jakie to wspaniałe możliwości daja kredyty we frankach. Zrzucanie odpowiedzialność na ludzi że was słuchali to perfidia i pogarda. Wiem o tym bo także w to uwierzyłem i nie byłem spekulantem uległem wszechobecnej narracji o potędze rozwijającej się polskiej gospodarki i złotówki. Chciałem zapewnić mojej rodzinie w miarę godne życie. I to jest powód żeby mnie Pan obrażał komunistyczną obelgą "spekulant"
Dziś winni są kredytobiorcy, - wszystko na nich. Prawda jest taka że rzeczywiście byli naiwni bo uwierzyli wam ekspertom, pośrednikom, naganiaczom. uwierzyli w marzenia, którem im perfidnie wciskano. Prawda, dziś musza za to zapłać. Ale to pokazuje jedną rzecz że Państwo nie funkcjonuje i chociaż nie jest niańką to w sensie prawnym i proceduralnym ponosi odpowiedzialność jak rodzice ponoszą odpowiedzialność za swoja rodzinę.
Może Pan się pięknie w tym swoim fotelu rozsiadać i udawać mędrca ale i Pan ponosi za ten fakt swoja cząstkę winy. Wbrew pozoru "a nie mówiłem" również Pana obciąża bo źle wykonał Pan swoja pracę i dobrze Pan o tym wie. To oczywiście nie jest wywód ekonomiczny czy ekspercki. Na pewno emocjonalny ale pokazuje tez jedna rzecz jak w tych czasach mało liczy się Człowiek.
~adam
Korzystam z kantoru internetowego http://topfx.pl/ - działają bardzo sprawnie i mają konta w wielu bankach, dzięki czemu operacja odbywa się w ciągu kilku minut. Nawet nie muszę wychodzić z domu, a dodatkowo oszczędzam. Już nie mam kłopotów ze spłatą kredytu w obcej walucie.
~janna
"Dlatego politycy powinni uchwalić prawo zgodnie z którym raty w takich umowach zostaną przeliczone ponownie, z kursem kupna franka w NBP. Banki stracą kilka miliardów (na to je stać) klienci zyskają (wydadzą na zakupy pomagając gospodarce), sprawiedliwość zatryumfuje, a prawnicy nie zarobią."

Dziękuję Panu za taką
"Dlatego politycy powinni uchwalić prawo zgodnie z którym raty w takich umowach zostaną przeliczone ponownie, z kursem kupna franka w NBP. Banki stracą kilka miliardów (na to je stać) klienci zyskają (wydadzą na zakupy pomagając gospodarce), sprawiedliwość zatryumfuje, a prawnicy nie zarobią."

Dziękuję Panu za taką sprawiedliwość.

Aż tak się pan zeszmacił?
~jakaja
ale kurs kupna franka w NBP z ktorego dnia?
~gosc
https://www.youtube.com/watch?v=rzopanCVkLM
~Frankie
jak zwykle Pan ekspert poruszył każdy temat oprócz sedna problemu. Pan ekspert nie wie, a może nie chce wiedzieć, że w umowach bankowych sa zakazane klauzule, które nie pozwalają golić klienta na kursach ustalanych przez bank. A co robią Banki - dalej golą klientów po własnych kursach. Bank Millennium ma wyrok z grudnia 2010 r. wsparciu jak zwykle Pan ekspert poruszył każdy temat oprócz sedna problemu. Pan ekspert nie wie, a może nie chce wiedzieć, że w umowach bankowych sa zakazane klauzule, które nie pozwalają golić klienta na kursach ustalanych przez bank. A co robią Banki - dalej golą klientów po własnych kursach. Bank Millennium ma wyrok z grudnia 2010 r. wsparciu takich ekspertów i władz nadal równo doi swych kredytobiorców. Czemu Pan ekspert nie zauważa problemu w łamaniu prawa przez banki? czemu Pan ekspert nie odnosi się do bezczelnych wypowiedzi banków, że nie będą stosowały ujemnego liboru, jeśli to oznacza ujemne oprocentowanie?
Pogratulować wiedzy i rozeznaniu w temacie. Z pewnością znajdzie Pan zatrudnienie w systemie bankowym RP.
~JeżJerzy
Przy przewalutowaniu po kursie wypłaty banki stracą 20 do 50 mld zł - to ciekawe?
Co za precyzja wyliczeń! A swoją droga już tyle słyszałem sum i płaczu nad stratą banków i tyle dobrych słów o bankach z ust Prezesa banków polskich, że aż mi żal, że tan frank spadł poniżej 5 zeta. Przecież mogłem nadal wspierać działalność charytatywną
Przy przewalutowaniu po kursie wypłaty banki stracą 20 do 50 mld zł - to ciekawe?
Co za precyzja wyliczeń! A swoją droga już tyle słyszałem sum i płaczu nad stratą banków i tyle dobrych słów o bankach z ust Prezesa banków polskich, że aż mi żal, że tan frank spadł poniżej 5 zeta. Przecież mogłem nadal wspierać działalność charytatywną banków polsk..., a nie mój jest akurat portugalski....
~rob
Panie Kuczyński, zacząć Pan powinien od podania który bank zamówił ten artykuł. Tak gwoli uczciwości.

Powiązane: Życie z frankiem

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki