Komisarz UE ds. obrony Andrius Kubilius powiedział w Brukseli, że obronność pozostaje domeną narodową, a Komisja Europejska może jedynie pomóc państwom członkowskim w tej sferze. Dodał jednak, że niektóre luki, takie jak obrona przeciwrakietowa, kraje Unii wypełnią tylko wspólnie.


W wystąpieniu na dorocznej konferencji Europejskiej Agencji Obrony (EDA) Kubilius powiedział, że przed trzema dekadami Europa nazywana była gospodarczym gigantem, a kryzys finansowy i pandemia Covid-19 sprawiły, że UE stała się gigantem politycznym.
- Europa jest też gigantem, jeśli chodzi o obronność, ale gigantem uśpionym - podkreślił.
Zaznaczył, że za obronność UE nie odpowiadają organy unijne, ponieważ jest to domena państw członkowskich, a Komisja Europejska może jedynie pomóc krajom „w tym zadaniu”. KE służy takim wsparciem, np. koordynując między krajami wspólne zakupy zbrojeniowe, do czego wykorzystywany jest m.in. unijny budżet.
Jak powiedział Kubilius, obecnie priorytetem jest produkcja pocisków rakietowych. - To pilny priorytet. Wkrótce uruchomię narzędzie do budowy pocisków rakietowych, jak to nazywam. Będę pytać przemysł, ile pocisków rakietowych może wyprodukować i jakie ma problemy w łańcuchach dostaw - zapowiedział.

Pochodzący z Litwy komisarz wezwał państwa UE, by wykazały się przywództwem w rozwoju europejskiej obronności. - Państwa członkowskie wyznaczają priorytety w zakresie swojej obrony, ale potrzebujemy, by określiły one nie tylko priorytety narodowe, ale także europejskie - zaznaczył.
Podkreślił przy tym, że niektóre luki w europejskiej obronie są tak duże, że można je wypełnić tylko wspólnie - rozwijając zdolności paneuropejskie, a nie tylko narodowe. Jedną z takich luk stanowi obrona przeciwrakietowa, która w dużym stopniu zależy od USA.
Kubilius wezwał państwa członkowskie do przejęcia inicjatywy w tym i innych flagowych projektach obronnych, które KE zaproponowała pod koniec 2025 r., w tym dotyczących dronów i obrony kosmicznej.
Przestrzegł, by największą słabością UE nie okazała się fragmentacja i brak jedności między stolicami.
- W świecie gigantów musimy być jednym z nich - gigantem łagodnym, promującym prawo międzynarodowe i współpracę, ale silnym i gotowym do walki, gdy nadejdzie taka potrzeba - dodał komisarz ds. obrony.
Kallas: nie wyobrażam sobie utworzenia odrębnej europejskiej armii
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas powiedziała w czwartek w Brukseli, że nie wyobraża sobie, aby państwa UE miały stworzyć odrębną europejską armię. W styczniu o utworzenie takiej armii zaapelował unijny komisarz ds. obrony Andrius Kubilius.
- Każde europejskie państwo ma własną armię, a armie 23 krajów są również częścią struktur NATO, dlatego nie wyobrażam sobie, by państwa tworzyły odrębną europejską armię – oświadczyła Kallas przed posiedzeniem ministrów spraw zagranicznych UE.
Jak dodała, w sprawach wojskowych konieczna jest jasna struktura dowodzenia, aby w sytuacji kryzysowej było wiadomo, kto wydaje rozkazy. - Jeśli stworzymy równoległe struktury, obraz stanie się niejasny – zaznaczyła.
Kubilius poinformował, Unia Europejska powinna rozważyć utworzenie stałych sił zbrojnych liczących 100 tys. żołnierzy oraz gruntowną przebudowę procesów politycznych regulujących kwestie obronności.
- Czy Stany Zjednoczone byłyby silniejsze militarnie, gdyby miały 50 armii na szczeblu stanowym zamiast jednej armii federalnej? – powiedział na konferencji na temat bezpieczeństwa, która odbyła się w styczniu w Szwecji. - Pięćdziesiąt stanowych polityk obronnych i budżetów obronnych na szczeblu stanowym zamiast jednej federalnej polityki obronnej i budżetu obronnego? - dodał.
- Musimy zacząć inwestować nasze pieniądze w taki sposób, abyśmy mogli walczyć jako Europa, a nie tylko jako zbiór 27 narodowych armii bonsai – dodał Kubilius, zapożyczając sformułowanie od byłego szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella.
Wyrażenie „armia bonsai” jest metaforycznym określeniem używanym w języku angielskim w odniesieniu do niedostatecznie silnych sił zbrojnych, które przypominają „ozdobę” zamiast skuteczną armię. Termin ten porównuje taką armię do miniaturowych drzewek bonsai, które są małe i dekoracyjne, ale nie mają realnej siły.
Kubilius podkreślił, że Europa mogłaby zamiast tego stworzyć – „jak Jean-Claude Juncker, Emmanuel Macron i Angela Merkel proponowali już 10 lat temu” – „europejską siłę militarną” liczącą 100 tys. żołnierzy.
Rzecznik Komisji Europejskiej Thomas Regnier w reakcji na tę wypowiedź powiedział, że słowa Kubiliusa o tym, że UE powinna rozważyć utworzenie stałych sił zbrojnych liczących 100 tys. żołnierzy, to zaproszenie do dyskusji, a nie zapowiedź propozycji.
Unia Europejska nie ma własnej armii, ale od lat toczy się dyskusja o potencjalnym jej powołaniu, co jest tematem politycznie wrażliwym. Część sił politycznych w UE jest zdania, że taki ruch pogłębiłby federalizację Wspólnoty, a to ograniczyłoby suwerenność państw. Własna armia, to dla wielu krajów UE symbol niepodległości. Dla części państw, zwłaszcza wschodniej części UE, ważne są też relacje z USA i znaczenie NATO jako sojuszu obronnego.
Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)
luo/ ap/
Z Brukseli Magdalena Cedro (PAP)
mce/ akl/
































































