Według analityków banku Pekao w 2024 roku możemy mieć do czynienia ze stłumionym odbiciem konsumpcji, która zdaniem części ekspertów ma być kluczowym składnikiem wzrostu polskiego PKB. Kto ma rację? O tym zadecydują Polacy, sięgając do portfeli lub odkładając zakupy na półkę.


W nitce na platformie X (dawniej Twitter) Analizy Pekao podzieliły się krótką prognozą na temat kształtowania się tegorocznej konsumpcji. Eksperci banku wskazali, że realna stopa oszczędności Polaków pozostaje wciąż poniżej wieloletniego trendu i nie wróciła do poziomu sprzed 2022 roku. Rosnące do pierwszego lockdownu depozyty, obligacje i udziały w funduszach załamały się po ponownym otwarciu gospodarki.
Dlaczego boom konsumpcyjny w 2024 r. będzie mimo wszystko stłumiony?
— Analizy Pekao (@Pekao_Analizy) January 13, 2024
1. Realna wartość oszczędności Polaków (po uwzględnieniu jednostek uczestnictwa w TFI, a także indywidualnych obligacji) nie wróciła do poziomu sprzed 2022 r. i pozostaje poniżej wieloletniego trendu. pic.twitter.com/eLMq3srkJY
Jak obserwujemy na wykresie dołączonym do analizy, w 2023 roku poziom oszczędności polskich gospodarstw domowych odrobił blisko połowę drogi do stanu sprzed końca covidowych lockdownów. Szczątkowe odbicie wypłaszczyło się jednak pod koniec roku. Analitycy Pekao zwracają uwagę, że gospodarstwa domowe zbierają zazwyczaj na konkretne cele, tymczasem ich siła nabywcza jest znacznie niższa niż przed dwoma laty.
- Jeśli ktoś oszczędzał na samochód – teraz ma na motor. Jeśli ktoś oszczędzał na mieszkanie – ma na kawalerkę. Naszym zdaniem 2024 r. przyniesie dalszą odbudowę realnych oszczędności – konsumenci spróbują „nadgonić” z oszczędzaniem, co osłabi siłę impulsu fiskalnego i odbicia konsumpcji. - konkludują Analizy Pekao.
Pekao czy PKO - czyja prognoza okaże się trafniejsza?
Analitycy Pekao prognozują stłumiony boom konsumpcji, chociaż dostrzegają, że wpłynie on na wzrost gospodarczy. Eksperci banku PKO umieścili go tymczasem w centrum swojej prognozy dotyczącej polskiego PKB. Według analityków urośnie on o blisko 4%, głównie za sprawą zwiększenia wydatków przez gospodarstwa domowe.

- Konsumpcja gospodarstw domowych będzie najważniejszą siłą napędową odbicia gospodarczego, głównie ze względu na poprawę realnych dochodów (dwucyfrowy wzrost płac i emerytur, niższa inflacja, zwiększone transfery socjalne). Odmrożenie funduszy RRF pobudzi inwestycje - czytamy w raporcie PKO.
W swojej ostatniej prognozie analitycy Pekao uważają, że PKB Polski wzrośnie w tym roku o 3%. Rolę odegra tu rosnąca konsumpcja, napędzana wysokimi płacami i programami socjalnymi. O boomie konsumpcyjnym nie będzie jednak mowy, gdyż przeszkodzą mu niski popyt na kredyty (mimo kolejnego programu dopłat) i opisany w ostatnim wątku na platformie X powrót do oszczędzania.
Zasięgając opinii u trzeciego gracza: analitycy mBanku uważają, że PKB Polski wzrośnie w 2024 roku o 3,5%. Również oni prognozują, że początkowo głównym motorem napędowym gospodarki, będzie konsumpcja gospodarstw domowych. Na późniejszym etapie wiatru w żagle dodadzą jej zaś eksport i inwestycje (m.in. w energetykę i automatyzację). Wychodząc poza nasze podwórko, prognozy Banku Światowego wskazują, że polski produkt krajowy brutto zakończy ten rok wzrostem o 2,6%.
Główną linią rozbieżnością w prognozach ekonomistów jest więc to, w jaki sposób będzie kształtowała się w tym roku stopa oszczędności Polaków. To znaczy, jaka część przyrostu dochodów (podwyżka płacy minimalnej, transfery socjalne, podwyżki płac w budżetówce i szkolnictwie) zostanie przeznaczona na odbudowę nadwyrężonych oszczędności, a jaka na konsumpcję, która w 2023 była stłumiona, a w okresie 2022-2023 realnie spadła - zwłaszcza w przypadku Polaków, bo w 2022 r. napędzali ją głównie Ukraińcy.
Napływowa hossa albo wydatki
- Sam stawiałbym na wygraną konsumpcji, ponieważ moim zdaniem oczekiwania inflacyjne wielu ludzi uległy trwałego "odkotwiczeniu" i postrzegana przez nich inflacja wynosi 10-20%, a nie 6% jak pokazuje GUS. Przy oprocentowaniu lokat bankowych i obligacji Skarbu Państwa rzędu 4-6% mało kto przekona się do oszczędzania. Chyba, że faktycznie czeka nas wielka napływowa hossa na GPW jak w latach 2005-2007.






























































