Inwestorzy postanowili rozpocząć przedostatni pełny tydzień czerwca w dobrych nastrojach. Obóz byków dominował w Azji i Europie, wspierany przez silnie rosnącego eurodolara. Zwyżkowały notowania metali przemysłowych, taniały zaś złoto i obligacje skarbowe.
W takiej atmosferze otwarcie handlu w Nowym Jorku przyniosło wyraźne wzrosty. Jednakże amunicja kupujących wyczerpała się po niespełna dwóch godzinach handlu. Wówczas indeksy wyznaczyły dzienne minimum i rozpoczęły systematyczny marsz na południe.
Za zatrzymanie wzrostów obwiniana jest agencja Moody’s, która dość niespodziewanie obniżyła rating kredytowy Grecji. I to od razy aż o cztery stopnie, do poziomu „śmieciowego”. Analitycy z Moody’s przyznali, że nowy rating odzwierciedla „niskie ryzyko bankructwa” Grecji. Ten komunikat przypomniał inwestorom, iż niektóre kraje nadal stoją na skraju niewypłacalności.
Dlatego poniedziałkowa sesja na Wall Street zakończył się spadkami. Indeks S&P500 straci 0,2% i zakończył dzień wynikiem 1.090 pkt. Dow Jones obniżył się o 0,2%, schodząc do 10.191 pkt. Nasdaq zdołał zyskać raptem dwie setne procenta, finiszując na poziomie 2.244 pkt.
„To był techniczny ruch. Indeks S&P500 napotkał 200-sesyjną średnią na poziomie 1.108 pkt., a kupujący niechętnie wchodzili na rynek. Dostaliśmy obniżkę ratingu Grecji i poczucie niepewności zadecydowało o losach sesji” – podsumował poniedziałkową sesję Ryan Detrick, analityk techniczny cytowany przez Bloomberga.
K.K.






























































