Chociaż przyrost zakażeń podczas piątej fali pandemii będzie znacznie bardziej gwałtowny niż poprzednio, to krótszy okres hospitalizacji w wyniku zakażenia omikronem pozwoli uniknąć przeciążenia systemu ochrony zdrowia w Polsce - powiedział PAP Biznes Tyll Krüger z Modelling Coronavirus Spread Politechniki Wrocławskiej. Z kolei zdaniem ekonomistki PKO BP Urszuli Kryńskiej, obecna fala pandemii spowoduje najwyżej przejściowe zaburzenia w gospodarce, związane z chwilowymi niedoborami pracowników.


„Jest jeden aspekt, który sprawia, że sytuacja w systemie ochrony zdrowia nie powinna być aż tak zła. Pojawia się więcej danych, że średnia długość pobytu w szpitalu z powodu infekcji omikronem jest krótsza niż w przypadku infekcji Deltą. Hospitalizacja pacjenta po zakażeniu Deltą trwała średnio około 10-11 dni, podczas gdy omikronem jest to 4-5 dni” – powiedział PAP Biznes naukowiec z zespołu Modelling Coronavirus Spread (MOCOS) Politechniki Wrocławskiej Tyll Krüger.
„To oznacza, że nawet przy bardzo wysokiej liczbie dziennej hospitalizacji, sięgającej 4 – 5 tys. nowych przyjmowanych pacjentów, liczba zajętych łóżek, w szczycie piątej fali nie powinna przekroczyć 30 tys. Będzie więc trochę wyższa niż w szczycie IV fali, ale niewiele większa. Oczywiście, prognoza jest obarczona niepewnością, ale szacujemy, że te liczby powinny się zmieścić pomiędzy 25 tys., a maksymalnie 35 tys. W tym sensie, sytuacja nie jest tak dramatyczna jak byłaby, gdyby omikron wymagał tak długiej hospitalizacji jak w przypadku wariantu Delta”” – dodał Krüger.
Z kolei z prognozy naukowców z ośrodka Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego (ICM UW) wynika, że w pesymistycznym scenariuszu zakładana jest jednoczesna hospitalizacja ponad 86 tys. pacjentów, w optymistycznym scenariuszu - 35,1 tys. pacjentów. Szczyt hospitalizacji miałby nastąpić mniej więcej tydzień po przewidywanym przez ICM szczycie V fali pandemii (13-15 lutego). W swojej prognozie ICM UW zastrzegło, że doniesienia naukowe ze świata różnią się w ocenie współczynnika hospitalizacji. Dlatego w swoich prognozach ICM UW pokazało dolny i górny wariant zajętości łóżek, który – na obecnym etapie wiedzy – znacznie się różni.
Dotychczas najwyższa liczba łóżek zajętych w szpitalach z powodu COVID-19 wyniosła 34.864, było to 8 kwietnia 2021 r.

W czwartek resort zdrowia poinformował, że w Polsce w ciągu doby wykryto niemal 33 tys. przypadków, co oznaczało wzrost o 95 proc. tydzień do tygodnia. Liczba wykrytych przypadków okazała się najwyższa od 1 kwietnia 2021 r. Tym samym 7-dniowa średnia zakażeń osiągnęła 20,2 tys. i znalazł się na najwyższym poziomie od miesiąca.
Z danych przedstawionych przez resort zdrowia wynika, że odsetek odczytów pozytywnych wzrósł w ostatnich dniach do 25 proc., przy ponad 100 tys. testów. Według danych z 19 stycznia system ochrony zdrowia dysponował 30.175 łóżkami przeznaczonymi na hospitalizacje pacjentów z COVID-19, z których 13,8 tys. było zajętych.
Na początku stycznia Adam Niedzielski informował, że infrastruktura przeznaczona dla pacjentów przechodzących zakażenie koronawirusem, przy realizacji pesymistycznego scenariusza, może zostać rozbudowana do 60 tys. łóżek.
„Duży wzrost zakażeń w drugiej połowie stycznia jest zgodny z naszymi przewidywaniami. Dzisiejsza liczba ponad 30 tys. zakażonych mieści się dokładnie w przewidywanym przez nas przedziale zakażeń, w następnych dwóch tygodniach zakażenia powinny dalej rosnąć. Za około 2,5 tygodnia w okolicy 8-10 lutego powinniśmy się znaleźć w szczycie fali” – ocenił Tyll Krüger.
Naukowiec dodał, że przy określaniu kiedy wypadnie szczyt V fali, wzięto pod uwagę margines błędu kilku dni w obie strony. Z prognoz ośrodka MOCOS wynika, że w szczycie pandemii wiele przypadków nie będzie wykrywanych ze względu na ograniczenia w infrastrukturze ochrony zdrowia.
„Ile przypadków będzie wykrywanych naprawdę, zależy w pewnym stopniu od poziomu testowania. Gdybyśmy mieli wystarczający poziom testowania, to może być to nawet 100 tys. przypadków. Takie liczby najprawdopodobniej nie będą widoczne w oficjalnych danych ze względu na zbyt niską liczbę wykonywanych testów. Wiemy, że przy gwałtownym wzroście zakażeń, śledzenie kontaktów, dostęp do lekarzy staje się utrudniony. Według nas obserwowane liczby zakażeń w szczycie powinny się zmieścić pomiędzy 50 tys. a 100 tys.” – powiedział Tyll Krüger.
„O wiele wyższa będzie rzeczywista liczba przypadków. Obecnie szacujemy, że w szczycie może ona wynieść około 550 – 600 tys. przypadków dziennie” – dodał.
Naukowiec zaznaczył, że chociaż w większości państw zakażenia wariantem omikron powodowały stosunkowo mniejszą śmiertelność niż Deltą, to tych obserwacji nie da bezpośrednio przekładać się na sytuację w Polsce.
„Nie wiadomo, jaka jest dokładnie odporność w grupach zaszczepionych oraz osób, które wcześniej przechorowały COVID-19” – powiedział.
„W optymistycznym wariancie liczymy, że tygodniowe średnie zgonów będą trochę wyższe niż podczas IV fali. Średnia wartość może w szczycie sięgnąć 600-700 zgonów dziennie. W poniedziałek i niedzielę zgony są zliczane w niewielkim stopniu, ale w pewne dni tygodnia mogliśmy obserwować po blisko 1.000 zgonów” – dodał.
Według prognoz MOCOS największy przyrost zgonów powinien nastąpić około 3 tygodni po szczycie zakażeń.
Gwałtowny wzrost zakażeń może doprowadzić do przejściowych zaburzeń w gospodarce. Ewentualnym ryzykiem lockdown
Zdaniem ekonomistki PKO BP Urszuli Kryńskiej zakażenia w obecnej fali pandemii będą gwałtownie rosnąć, ale będą miały ograniczony wpływ na aktywność gospodarczą w kraju, uwidaczniając się przede wszystkim poprzez ewentualne braki pracowników.
„Patrząc na to jak wyglądał przebieg fali omikrona w innych miejscach, gdzie sytuacja jest bardziej zaawansowana jak na przykład w Wlk. Brytanii, RPA czy Nowym Jorku, to widać, że ta fala jest bardzo gwałtowna, ale też dość gwałtownie wygasa” – powiedziała Kryńska.
„Niemniej to nie same zakażenia są tutaj problemem. Problemem jest oczywiście ryzyko przeciążenia służby zdrowia i naszym zdaniem jakieś szkodliwe dla gospodarki restrykcje byłyby wprowadzane tylko, jeśli systemowi opieki zdrowotnej w Polsce groziłby paraliż. To jednak nie jest w naszym scenariuszu bazowym” – dodała.
Podczas środowej konferencji prasowej minister zdrowia powiedział, że rząd będzie się starał unikać stosowania obostrzeń polegających na ograniczaniu działalności niektórych gałęzi gospodarki na rzecz szerszego wykorzystania certyfikatów poświadczających szczepienie na Covid-19, negatywny wynik testu lub status ozdrowieńca.
"Myślę, że w ogóle lockdowny jako takie raczej nie są i nie będą już instrumentem wykorzystywanym w polityce epidemicznej, tak jak to było w poprzednich falach, raczej jest kwestia pójścia w kierunku wykorzystywania tych certyfikatów" – powiedział Niedzielski.
Urszula Kryńska oceniła, że przejściowy problem dla aktywności w niektórych branżach mogłyby stanowić ograniczenia w dostępie do pracowników.
„Sam gwałtowny wzrost zakażeń może powodować przejściowe ograniczenia w dostępie do pracowników. W środę na kwarantannie jest prawie pół miliona ludzi i pewnie w kolejnych dniach będziemy mogli zaobserwować pod tym względem kolejne rekordy. To może ograniczyć liczbę dostępnych pracowników i doprowadzić do takich problemów, jakie były widoczne, chociażby w Wlk. Brytanii. Tam problemem nie był brak łóżek w szpitalach, tylko to, że lekarze byli na kwarantannie, albo dla gospodarki problemem było to, że nie było komu rozkładać towarów w sklepach. Krótkookresowo zakładamy podobne zaburzenia, ale ze względu na krótki czas trwania ich wpływ na aktywność nie będzie wielki” – powiedziała Urszula Kryńska.
Ekonomistka PKO BP wskazała, że dane z miejsc, w których szczyt ostatniej fali koronawirusa już minął, potwierdzają jedynie chwilowe pogorszenie nastrojów w związku z omikronem.
„Ciekawe obserwacje na temat omikrona możemy wyciągnąć z danych z Nowego Jorku. Tam w styczniu bardzo gwałtownie spadły nastroje w przemyśle, ale tylko w części oceny bieżącej, tymczasem oczekiwania pozostały dobre. Badanie zostało przeprowadzone w okolicach szczytu fali zachorowań” – powiedziała Kryńska.
W styczniu indeks Empire State Manufacturing przygotowywany przez nowojorski Fed, spadł o 33 pkt. do -0,7 pkt (31,9 pkt. w grudniu). Równocześnie, wskaźnik badający wśród szefów przedsiębiorstw produkcyjnych oczekiwania dotyczące warunków dla prowadzenia działalności w kolejnych 6 miesiącach, utrzymał się na poziomie 35,1 pkt. wobec 36,4 pkt. w grudniu.
„W zasadzie podobne rzeczy widzimy w badaniach koniunktury w Niemczech, z publikowanego we wtorek odczytu indeksu ZEW. Wydaje się więc, że V fala może przynieść gwałtowne, ale krótkie zaburzenie w gospodarce” – powiedziała ekonomistka PKO BP.
Z opublikowanych w poniedziałek danych Instytutu ZEW wynika, że indeks ocen obecnej sytuacji wyniósł -10,2 pkt. wobec -7,4 pkt. w poprzednim miesiącu. Analitycy oczekiwali -8,8 pkt. Także niemieccy analitycy i inwestorzy instytucjonalni ankietowani na potrzebę badania wskazali, że oczekują poprawy sytuacji gospodarczej. Indeks mierzący oczekiwania tych grup co do wzrostu gospodarczego Niemiec wyniósł 51,7 pkt. wobec 29,9 pkt. miesiąc wcześniej. Analitycy spodziewali się indeksu na poziomie 32,0 pkt.
W czwartek Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w styczniu odnotowano pogorszenie zarówno obecnych, jak i przyszłych nastrojów konsumenckich w stosunku do badania z grudnia.
Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), syntetycznie opisujący obecne tendencje konsumpcji indywidualnej, wyniósł - 29,2 i był o 1,9 pkt. proc. niższy w stosunku do poprzedniego miesiąca.
Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK), syntetycznie opisujący oczekiwane w najbliższych miesiącach tendencje konsumpcji indywidualnej, spadł o 3,8 pkt. proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca i ukształtował się na poziomie -23,5. (PAP Biznes)
luk/ tj/ ana/




























































