W ostatnim czasie pojawiło się w sieci internetowej wiele inicjatyw społecznościowych związanych z walką kredytobiorców z hegemonią banków, co doprowadziło do zorganizowania się kredytobiorców. Głośne sprawy zawyżania oprocentowania, wyciskanie z kredytobiorców kolejnych prowizji i opłat, a także wciąż aktualna sprawa wysokich spreadów stały się zalążkiem dla sformalizowania postulatów „PPWK”. Domaganie się „Raty „0” proc. dla każdego” jest zgodne z kierunkami rozwoju największych światowych rynków. W Stanach Zjednoczonych stopy procentowe spadły już do poziomu „0”, a za nimi podążają również inne banki centralne, w tym hołubiony przez Polaków Szwajcarski Bank Narodowy (BNS). Banki w Polsce nie zwracają uwagi na to i rozpoczynają akcję „wyciskania cytryn”. Zwracają się do kredytobiorców, aby ci sami żądali podwyższania marż i opłat. Odpowiedzią mogło być tylko założenie związków zawodowych kredytobiorców lub partii. Wybrane zostało to drugie rozwiązanie, bo na rynku związkowym jest zbyt duża konkurencja. Związkowcy dzięki swojemu wieloletniemu doświadczeniu wyprzedzili kredytobiorców i ruszyli z hasłem „Nie będziemy płacić za wasz kryzys”. PPWK pozostaje hasło „Nie będziemy płacić za wasze kredyty”. Trzeba było ich nie udzielać.
Kredytobiorcy w Polsce to wielomilionowy elektorat, na równi z emerytami i rencistami, czy też rolnikami. Ich interesy stanowią modus vivendi dla ruchu społecznego, który w krajach rozwiniętych walczy z dominacją banków kredytodawców. Partia wolności od raty wydaje się jedynym rozwiązaniem w obliczu narastającego kryzysu finansowego. Co prawda niektórzy ekonomiści mogą wskazywać, że nawoływanie do anarchii finansowej jest niebezpieczne dla gospodarki, ale wystarczy podeprzeć się praktykami amerykańskich instytucji finansowych. Skoro im darowane są długi, to dlaczego nie darować ich kredytobiorcom? Jeśli nikt nie będzie spłacał swoich długów, to też nikt nikomu nie będzie nic winien. Likwidując spiralę zadłużenia wyeliminujemy uzależnienie od kredytu. Jedynym być może problem będzie tylko sposób dalszego rozliczania. W takim świecie bez długu trudno będzie kupić dom, samochód, czy sfinansować swoją edukację. Ale rozwiązaniem przecież mogą być dotacje państwa. Dlaczego tylko górnicy, stoczniowcy i banki mają otrzymywać pomoc? Niech także kredytobiorcy otrzymają pomoc bezzwrotną. W związku z tym PPWK proponuje reformę systemu finansowego i wysuwa rewolucyjne postulaty, dla których inspiracją jest sprawdzona idea amerykańskich „subprime mortgage”. Przypomnijmy, że w USA tylko dzięki nadzwyczajnej determinacji prezydenta Clintona i jego politycznych sprzymierzeńców z Alanem Greenspanem na czele była możliwa do realizacji wizji kredytu dla każdego. Jedynym tylko błędem było założenie, że po okresie promocji, te kredyty miały być w ogóle spłacane. Proponujemy pójście dalej – kredyt hipoteczny tak, ale od razu z gwarancją rządu. Za kredytobiorców niech, więc płaci rząd.
Pomysłów jest jeszcze więcej, dokładna lista postulatów PPWK kształtuje się następująco – kolejność do wyboru, dowolna i zamienna, jak komu wygodniej:
· Dobre chęci i mam kredyt, gdyż procedura kredytowa jest zbyt stresująca,
· Udział własny jest zbędny, bo wiadomo, że po kredyt idzie się, jak nie ma się pieniędzy,
· Kredyty w jenach dla wszystkich, bo oprocentowanie w Japonii to realne „0 proc.”, no i mieliśmy być drugą Japonią, co dzięki PPWK będzie rzeczywiście możliwe,
· Franki na otarcie łez, bo spekulowanie na walucie pozwala poczuć się jak w kasynie, a i kredyt w takiej walucie jak się zarabia jest dla słabeuszy,
· Powołanie Centralnego Biura Antylichwiarskiego, które będzie tropić wypaczenia banków,
· Kredyt mieszkaniowy, ale nie hipoteczny, bo na wpis hipoteczny za długo się czeka,
· Bez umów, bo i tak nikt ich nie czyta, co pozwoli łatwiej dochodzić praw przez klienta,
· Ubezpieczy nas rząd (najlepiej z Funduszu Pracy), więc hulaj dusza – spłaty nie ma, jest upadłość konsumencka,
· Bank powinien myśleć za kredytobiorcę, klient nie jest typem „X” – najlepiej wie co jest najlepsze dla niego, co więcej zawsze postępuje zgodnie z regułami,
· A...i opcje walutowe dla każdego, jakby jednak kurs jena/franka wzrósł/spadł o 50 proc. (wybrać można wzrósł/spadł, jak się komu wydaje).
Za wprowadzanie postulatów w życie powinni odpowiadać liderzy na miarę związkowych tuzów. Mający doświadczenie, siłę przebicia i twardy rdzeń. Z takimi ludźmi żadne zasady ekonomii nie będą straszne. A postulaty jak najbardziej słuszne i ważne. Co więcej, koronny argument – sprawiedliwe!
Brzmi zachęcająco? Na pewno, jak każda utopia, ale cóż, nie robi nic ten kto nie marzy. Związkowcom się udaje, więc i dlaczego kredytobiorcy mają być w tyle. Drobny problem z tym, że kredytobiorcy mają poczucie, mniej lub bardziej świadomie, że kredyty po prostu trzeba spłacać, bo co kuriozalne – to jest w ich interesie. Utopijne hasło podsumowujące postulaty PPWK: „Raty „0” proc. dla każdego”, choć nośne może w końcu przecież obrócić się przeciw kredytobiorcom. Na razie wszyscy oni pamiętają, że nie ma nic za darmo. Bo kto, później pożyczy nam pieniądze, kto zapłaci za niespłacone długi, w oprocentowaniu przecież jest koszt kredytów niespłaconych przez tych, którym się nie powiodło. Oszczędności, które są warunkiem udzielania kredytów mają sens, gdy za odłożenie konsumpcji oferuje się zwrot i to wraz z oprocentowaniem. Gwarancje rządu chyba niewiele by zmieniły, bo fiskus od razu sięgnąłby do kieszeni podatników – tak się składa, że najczęściej właśnie kredytobiorców, mielibyśmy przymusowe oszczędzanie. Zamiast oszczędzić na spłacie kredytu, rząd zabrałby nam pieniądze w podatkach. Niestety FED naszych długów jak na razie nie chce jeszcze spłacać, co gorsza sam liczy na wsparcie zaprzyjaźnionych i przede wszystkim oszczędnych Chin. I znów czujemy się jak w czeskiej knajpie, w której wisi plansza z hasłem „Jutro obiad jest za darmo!”. Bo tak w życiu, jak i w ekonomii nie ma nic za darmo, a jutro (2 kwietnia) – cóż kredyty trzeba będzie spłacać.
Bogusław Półtorak
Główny Ekonomista Bankier.pl
































































