Banki w obliczu zastopowania akcji kredytowej szukają nowego panaceum na coraz wyższe stopy procentowe i tym samym dalszego pobudzania kredytów. Na fali oczekiwań klientów poszukujących tańszych rozwiązań od kilku tygodni powraca pomysł oferty w jenach. Abstrahując od faktu, że może być to próba banków podtrzymania kurczącej się w obliczu trudności na rynku nieruchomości sprzedaży kredytów – jen kusi niskim oprocentowaniem, ale z drugiej strony odstrasza olbrzymim ryzykiem walutowym, czy wręcz niepewnością.
Przeczytaj więcej: Kredyt w jenach, ryzyko w złotówkach. |
Warunkiem tańszych kredytów w złotych jest opanowanie inflacji, ale w obecnej sytuacji makroekonomicznej może to jeszcze trochę potrwać. Natomiast problemem nurtującym kredytobiorców na dziś są jak najniższe bieżące raty. A te najniższe mogłoby być dla kredytów denominowanych w jenach. Przy stopie LIBOR 3M dla jenów na poziomie nieco poniżej 1% wysokość rat będzie znacząco niższa nie tylko od kredytów złotowych, ale również we frankach. Weźmy więc hipotetycznie kredyt w jenach.

Z uwagi na ryzyko walutowe kredyt w jenach w pierwszym rzędzie będzie jednak bardziej postrzegany jako forma „carry trade”. Na rynku polskim powrót jena po ofercie nieistniejącego już Bud-Banku (w chwili obecnej BGK) wydaje się logicznym antidotum na coraz kosztowniejsze kredyty hipoteczne. Nie jest to jednak takie oczywiste. Słabość jena, która sprzyjała spłacie dotychczasowych kredytów (złoty umocnił się o niemal 50 proc. w ciągu ośmiu lat), może okazać się dziś przekleństwem.
Można spodziewać się, że w obecnej sytuacji na globalnych rynkach finansowych - relacji stóp procentowych i kształtowania się kursów dolara, euro i jena – ten ostatni ma duży potencjał do umacniania się. Tani pieniądz z Japonii już wkrótce może nie być taki tani. Drugim zagrożeniem dla kredytobiorców w jenach będzie duża zmienność japońskiej waluty. Brak bezpośrednich powiązań gospodarczych stanowi usprawiedliwienie dla wahań PLN/JPY, ale jednocześnie utrudniania analizę zagrożeń dla stabilności kursu. Banki w Polsce sprowadzając kredyty hipoteczne w jenach na pewno nie zaoferują go przeciętnemu Kowalskiemu. Będzie to raczej produkt dla krezusów, którzy tą drogą będę chcieli odnieść korzyści właśnie ze swoistej gry „carry trade”.
Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy aby nie jest już na taką grę za późno, również w kontekście ochłodzenia koniunktury na rynku nieruchomości. Skumulowanie w jednym produkcie wielu ryzyk: walutowego, stopy procentowej oraz zabezpieczenia hipotecznego może dać mieszankę wybuchową w kontekście ubiegłorocznego kryzysu na rynkach finansowych.
Zakładając, że miałby być to kredyt dla dokonywania spekulacji na rynku nieruchomości, to ma on szansę powodzenia w przypadku znacznych przecen atrakcyjnych nieruchomości. Na przewartościowanym rynku, nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim na świecie nie ma dziś jednak jednoznacznej wskazówki. Nie wiadomo, czy niestabilny z natury rzeczy rynek nieruchomości jest już w fazie stabilizacji. Raczej mówimy o rynku „kupującego”, co oznacza wprost ograniczenie płynności takich inwestycji i wzrost ryzyka inwestycyjnego.

I pozostaje jeszcze kolejna kwestia. Kredyty w złotych, pomimo wyższego oprocentowania, dzięki Rekomendacji S są kuriozalnie bardziej dostępne. Banki zobligowane regulacjami nadzoru muszą dla tych kredytów liczyć zdolność kredytową, jak dla złotych plus 20 proc. Przy relatywnie wyższych kosztach kredytów w złotych oznacza to brak szansy na niżej oprocentowane finansowanie w walucie obcej dla jeszcze większej rzeszy kredytobiorców. Z drugiej strony te ostatnie ze względu na spread walutowy pobierany przez banki, też stają się coraz droższe dla klientów. Spłata kredytu denominowanego w walucie obcej zwykle może odbywać się tylko w złotych.
Reasumując - należy liczyć na to, że wkrótce sytuacja makroekonomiczna na świecie po kryzysie hipotecznym ulegnie stabilizacji, a władze monetarne poradzą sobie z problemem inflacji. Scenariusz na czas burzy i naporu na rynkach zakłada raczej awersję do ryzyka, niż podejmowanie dodatkowego ryzyka, ale też największe fortuny, np. Georga Sorosa, powstawały właśnie w trudnych czasach. Kredyty w jenach mogą być nieco już spóźnione, a przecież chodzi o to, żeby wyprzedzać innych. Niewątpliwie będą one ciekawostką obecnego sezonu kredytowego, natomiast to klienci zdecydują, czy aby nie tylko ogórkowego.
Bogusław Półtorak
Główny Ekonomista Bankier.pl


























































