Za akcje grupy dystrybutorów energii G-8 Elektrim musiałby zapłacić ok. 130 mln USD. Według nieoficjalnych informacji, zobowiązania inwestycyjne, na jakie musiałoby zgodzić się konsorcjum Elektrimu podpisując umowę prywatyzacyjną sięgają aż 500 mln USD. Jak wyliczył Radosław Solan, analityk BDM PKO BP, po uwzględnieniu wpływów Elektrimu z tytułu transakcji z Vivendi oraz wydatków na rzecz m.in. Eastbridge, PenneCom, kosztów dotyczących Easy Net i AGS New Media, zobowiązań, rekompensat i kosztów wykupu obligacji zamiennych, holdingowi pozostanie na czysto nieco ponad 95 mln zł. To niewiele, zważywszy, że Elektrim czeka w kwietniu przyszłego roku poważny wydatek w postaci wykupu od BRE Banku obligacji za ok. 220 mln zł.
Kurs Elektrimu spadł wczoraj do 15,90 zł, czyli o 10,7 proc. w stosunku do wtorkowego zamknięcia. R. Solan uważa, że obniżka notowań spółki to zarówno efekt konstatacji, że holding nadal może mieć problemy z gotówką potrzebną na rozwój, jak i wyliczeń, że na kupno udziałów w G-8 po prostu go nie stać. Spodziewałbym się raczej, że Elektrimowi nie uda się kupić G-8 - powiedział PG R. Solan. Według niego, determinacja holdingu w zabiegach o akcje dystrybutora energii wynika z kalkulacji potrzeb kontrolowanego przez Elektrim Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, według których G-8 jest PAK-owi niezbędna. Paweł Puchalski, analityk RZB, przyznaje, że Elektrim nie ma pieniędzy na inwestycje w energetykę, niemniej jednak nie oznacza to wcale, że nie może ich pozyskać. Uważa, że wczorajszy spadek notowań Elektrimu - jeżeli rzeczywiście wynika z konkluzji inwestorów, że zakup G-8 przerasta możliwości holdingu - nie jest do końca racjonalny. Twierdzi, że decyzja ministra skarbu państwa, którzy przedłużył konsorcjum kierowanemu przez Elektrim wyłączność negocjacyjną na kupno G-8 do końca listopada, jest dla spółki korzystna. Elektrim jest w dobrej sytuacji, bo może kontynuować rozmowy i w tym czasie poszukać inwestora, który wyłoży gotówkę; natomiast negocjacje może zerwać w każdej chwili bez żadnych konsekwencji - powiedział PG.
STANISŁAW KOCZOT































































