Brak jasnych przepisów sprawia, że już po kilku dniach od wejścia w życie, konfiskata aut pijanym kierowcom okazała się, przynajmniej częściowo, martwym przepisem – informuje serwis brd24.pl. W Krotoszynie nie miał kto zapłacić za parking, więc skonfiskowane auto „wydano zaufanej osobie”.
Od 14 marca, zgodnie z nowymi przepisami, kierowcom jeżdżącym na podwójnym gazie konfiskowane są samochody. Aby tak się stało, stężenie alkoholu we krwi musi przekraczać 1,5 promila lub 1 promil, jeśli dojdzie do kolizji.
Utrata samochodu grozi także tym kierowcom, którym alkomat lub badanie krwi wykaże od 0,5 do 1 promila alkoholu po spowodowaniu kolizji lub którzy uciekną z miejsca zdarzenia. O karze w obu przypadkach decyduje sąd.
Jak jednak pokazały ostatnie dni, przepis ten nie zawsze jest skuteczny. Powodem jest brak przepisów wykonawczych do ustawy. Kuriozalnym przykładem tego zaniedbania rządzących była sytuacja z Krotoszyna. Tamtejsza policja skonfiskowała auto kierowcy, u którego stwierdzono ponad 3 promile alkoholu w organizmie. Auto, którym podróżował pijany 46-latek trafiło nawet na lawetę i miało zostać odwiezione na strzeżony parking. Tu jednak pojawił się problem nie do przeskoczenia, ponieważ przepisy nie wskazują, kto miałby za parking zapłacić. Jak informuje serwis brd24.pl, auto trafiło do „osoby godnej zaufania”.
– Decyzja została podjęta w uzgodnieniu z prokuratorem. Osoba, której ten samochód został wydany, została zobowiązana do utrzymania tego samochodu w należytym stanie i przedstawienia go na każde żądanie czy to policji prokuratury lub sądu. Sam kierowca oczywiście nie może korzystać z tego auta w żaden możliwy sposób – mówi cytowany przez brd24.pl mł. asp. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

Podobna sytuacja miała miejsce w pobliżu Ustronia Śląskiego, gdzie tamtejszej policji nie udało się zatrzymać auta pijanego kierowcy.



























































