Karkonosze, Bieszczady, Tatry i Mazury przyciągają tłumy turystów

2020-08-06 14:30, akt.2020-08-06 19:43
publikacja
2020-08-06 14:30
aktualizacja
2020-08-06 19:43
fot. marcinjozwiak / Pixabay

Mimo trwającej pandemii Karkonosze przyciągają w ostatnim czasie tłumy turystów. Codziennie na szczyt Śnieżki wchodzi ponad 10 tys. osób. Władze Karkonoskiego Parku Narodowego apelują do turystów o przestrzeganie podstawowych zasadach bezpieczeństwa wynikających z pandemii.

"Jesteśmy w takim okresie wakacji, że nie ma już w zasadzie takiego momentu, kiedy ten ruch turystyczny byłby mniejszy; natężenie ruchu praktycznie każdego dnia jest duże, a w weekendy liczniki są jeszcze podbijane. Wtedy ruch jest wręcz masowy" - powiedziała w czwartek PAP Monika Rusztecka z Karkonoskiego Parku Narodowego.

Jak podała, dziennie liczba osób wchodzących na Śnieżkę oscyluje między 10-12 tys. "W ostatni weekend na wszystkich szlakach było ok. 85 tys. turystów, nie uwzględniając tych, którzy wjeżdżają na Śnieżkę wyciągiem"- dodała.

Z tego względu Karkonoski Park Narodowy rozpoczął akcję #WeekendBezŚnieżki, która ma zachęcić odwiedzających do wybrania się w inne atrakcyjne miejsca w pobliżu Karkonoszy, które położone są z dala od najbardziej zatłoczonych szlaków.

"Ta akacja to taki nasz apel o spojrzenie nieco szerzej na nasz region i na te najcenniejsze miejsca, których w okolicy jest bardzo dużo. Są to na przykład Rudawy Janowickie, Góry Kaczawskie, czy Dolina Bobru. Zachęcamy turystów do tego, aby odwiedzali te miejsca, które są blisko, a są niezwykle cenne" – tłumaczyła Rusztecka.

Karkonoski Park Narodowy zdecydował się też na wprowadzenie jednokierunkowego ruchu na szczyt Śnieżki szlakiem czerwonym. "Służy ma to przede wszystkim bezpieczeństwu. Do tego dochodzą jeszcze kwestie związane z epidemią. Ciężko jest tu od turystów wymagać, żeby utrzymywali dystans, a już na takim wąskim szlaku jak Zakosy wejście jest podwójnie utrudnione. Zachęcamy też turystów, żeby ze Śnieżki schodzili drogą Jubileuszową" – mówiła.

Na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego kolejki tworzą się też do Wodospadu Kamieńczyka. Aby zwiedzić wodospad turyści muszą czekać średnio około 2 godziny. Władze KPN podjęły decyzje o ograniczeniu liczby osób, które mogą wejść na teren wodospadu do 35. Wcześniej było to 50 osób. "Staraliśmy się też zarysować na podłożu strefy odległości, które mają pomagać w zachowaniu odpowiedniego dystansu podczas stania w kolejce" - dodała Rusztecka.

Pracownicy Karkonoskiego Parku Narodowego przypominają turystom o obowiązku przestrzegania zasad wynikających z pandemii. Takie informacje znajdują się m.in. na tablicach przy wejściach na teren Parku. "Prosimy o zachowywanie odpowiedniego dystansu społecznego, posiadania maseczki, żeby w tych miejscach koncentracji móc sobie zasłonić usta i nos, a także o posiadanie własnych środków dezynfekujących" – podkreśliła.

Dodała, że elementy infrastruktury turystycznej nie są dezynfekowane, gdyż na terenie Parku nie mogą być używane środki chemiczne. "Każdy turysta musi więc pamiętać o tym, żeby zdezynfekować ręce po dotknięciu barierek czy łańcuchów, czy w strefie wypoczynkowej. To w naszej ocenie jest obowiązek turysty, który musi być trochę przewidujący i pamiętać o tych zasadach dla własnego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa swoich bliskich" – tłumaczyła.

Tłumy turystów na bieszczadzkich szlakach

Bieszczady w tym roku przeżywają prawdziwe oblężenie turystów. W czerwcu na szlaki wyruszyło niemal 70 tys. osób. Nieco mniej osób odwiedza pozostałe atrakcje turystyczne w regionie.

Jak powiedział PAP zastępca dyrektora Bieszczadzkiego Parku Narodowego (BPN) Stanisław Kucharzyk, w czerwcu park odwiedziło niemal 70 tys. osób. To o 15 proc. więcej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej. "Nie mamy jeszcze pełnych danych za lipiec, ale z wyrywkowych danych sądzę, że trend z czerwca się utrzyma i turystów będzie więcej niż rok wcześniej w pierwszym miesiącu wakacji" – dodał.

Tradycyjnie najbardziej oblegane są szlaki na Tarnicę, Przełęcz Wyżną, Połoninę Wetlińską i Bukowe Berdo.

Zdaniem Kucharzyka w zachowaniu turystów nie widać większych zmian od lat. "Jedni turyści zachowują się zgodnie z regulaminem, nie śmiecą, nie niszczą infrastruktury, niestety wciąż są też i tacy, którzy za nic mają przepisy" – powiedział wicedyrektor BPN i dodał, że zdarzają się pozrywane tabliczki informacyjne czy zniszczone ławki.

Kucharzyk zaznaczył, że na najbardziej obleganych szlakach codziennie jest patrol strażników. Podkreślił też, że pracownicy parku starają się nie wypisywać mandatów, bo jest to nieskuteczne. "Lepiej wytłumaczyć i pouczać" – dodał wicedyrektor BPN.

Tłumy turystów są również tradycyjnie nad Jeziorem Solińskim, problem jest m.in. z wypożyczeniem jachtu czy rowerków wodnych. Z kolei ze względu na obostrzenia sanitarne mniej osób zwiedzać może m.in. Muzeum Zamek w Łańcucie.

Turystów nie brakuje m.in. w Przemyślu, gdzie jest wiele zabytków i atrakcji. Jak powiedziała PAP rzeczniczka prasowa przemyskiego magistratu Agata Czereba, w tym roku zmienił się jednak rodzaj turystyki.

"Co roku było u nas dużo zorganizowanych grup, które przyjeżdżały do miasta autokarami, wśród nich było wiele osób z zagranicy. W tym roku jest inaczej. Dominuje raczej zwiedzanie indywidualne, w gronie rodzinnym. I są to przeważnie osoby z Polski" – dodała.

Rzeczniczka podkreśliła, że do Przemyśla przyjeżdżają turyści z całej Polski. "Widzimy rejestracje samochodowe z różnych zakątków kraju, być może jest to efekt akcji promocyjnej, w której bierzemy udział. W jej ramach na stronie internetowej miasta umieszczamy reklamy innych samorządów, a te zachęcają do przyjazdu do Przemyśla" – tłumaczyła Czereba.

W ocenie Czereby ten sezon turystyczny nie będzie tak zły, jak wydawało się jeszcze wiosną.

Na Mazurach tłoczno, niewiele osób nosi maseczki, dystans - nie istnieje

Na Mazurach tego lata odpoczywa rekordowo dużo turystów. Oblegane są plaże i nadbrzeżne knajpki. Niewiele osób nosi maseczki, w kolejkach do lodziarni, czy barów dystans społeczny praktycznie nie istnieje.

Tego lata na Mazurach turyści dopisują. Ratownicy MOPR od wielu dni mówią, że "po wodzie pływa wszystko, nawet to, co przez lata stało pod plandekami". Tłoczno jest na plażach i na straganach nad wodą.

W czwartek po południu w Mikołajkach zatłoczona była, jak co dnia, wioska żeglarska i okolice fontanny z Królem Sielaw. Turyści spacerowali, robili zakupy na straganach - mało kto miał na twarzy maseczkę. W kolejce po lody przy nadbrzeżu dystans społeczny nie istniał - jedni stali tuż za drugimi.

W Giżycku tego dnia oblegane były okolice plaży, tłoczno było w knajpkach przy kładce. Wśród czekających na posiłek dziennikarz PAP zauważył zaledwie kilka osób w maseczkach. "Gorąco jest, nie ma co przesadzać. Tu i tak wirusa nie ma" - powiedział mężczyzna zapytany, dlaczego czeka na posiłek bez maseczki na twarzy. Rozmówca PAP podkreślił, że specjalnie wybrał Mazury na miejsce wypoczynku, ponieważ w tym regionie notuje się najmniej w kraju zachorowań na koronawirusa.

Dotąd w woj. warmińsko-mazurskim odnotowano w sumie 414 przypadków zachorowań, w czwartek odnotowano nowych 12 zakażeń. Dla przykładu w powiecie Giżyckim jest obecnie 8 potwierdzonych zakażeń, w powiecie mrągowskim - nie ma teraz ani jednego potwierdzonego zakażenia.

Mimo dobrej sytuacji epidemicznej wielu mieszkańców Mazur obawia się beztroski turystów, którzy maseczek nie zakładają nie tylko w ogródkach restauracyjnych ale i w sklepach. Sprzedawczyni w sklepie w Kruklankach została ostatnio obrzucona wyzwiskami przez turystę, którego poprosiła o założenie maseczki. "Nasi mieszkańcy przestrzegają w kolejkach dystansu, noszą maseczki. Turyści mają bardzo często te zasady za nic" - powiedziała PAP sklepowa.

W Tatrach tłumy turystów i seria wypadków

W czwartek tatrzańskie szlaki przeżywały oblężenie. Doszło do sześciu wypadków. W akcjach ratunkowych użyto śmigłowiec.

Jak powiedział PAP dyżurny ratownik TOPR Jacek Broński, pierwsze wezwania od poszkodowanego turysty w Dolinie Pięciu Stawów Polskich dotarło już około godz. 10.00.

"Najpoważniejszym wypadkiem w dniu dzisiejszym był upadek z wysokości ponad 100 metrów w rejonie Przełęczy Nowickiego. Poszkodowany spadł na stronę Doliny Pańszczycy i doznał bardzo poważnych obrażeń. Został na pokładzie śmigłowca przetransportowany do szpitala" – relacjonował Broński.

Kolejne, mniej poważne wypadki, wydarzyły się m.in. w Tatrach Zachodnich, w rejonie Hali Gąsienicowej, na podejściu na Zadni Granat. Poszkodowani doznali głównie kontuzji stawów skokowych, złamań kończyn i otarć.

Ratownik dodał, że po tatrzańskich szlakach wędruje bardzo wielu turystów.

Szymon Bafia/Wojciech Huk/huk/ aj/Agata Tomczyńska/ato/ lena/

Źródło:PAP
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (5)

dodaj komentarz
katzpodola
Ludzie to dzicz i bezmózgi
secundus
"Na Mazurach tłoczno, niewiele osób nosi maseczki, dystans - nie istnieje"
i nikt nie umarł? no cuda normalnie, tu na wybrzeżu też ludzie nie noszą i trup na ulicy nie leży a według waszej religii powinien
pazdzioch_indastries
Ale jakoś nie ma infa że ktoś powrócił do domu zarażony.Są tylko randomowe liczby chorych codziennie.Nie ma też informacji od kogo i w jakich miejscach zarazili się chorzy.Coraz mniej mówią o przebiegu choroby.Wirus jest bardzo wygodnym narzędziem,w domowych warunkach nikt go nie wykryje ani nie udowodni jego istnienia.Ale jakoś nie ma infa że ktoś powrócił do domu zarażony.Są tylko randomowe liczby chorych codziennie.Nie ma też informacji od kogo i w jakich miejscach zarazili się chorzy.Coraz mniej mówią o przebiegu choroby.Wirus jest bardzo wygodnym narzędziem,w domowych warunkach nikt go nie wykryje ani nie udowodni jego istnienia.Kolejna rzecz wymagająca wiary.
wizytator
Z artykułu dowiadujemy się gdzie nie jechać w tym roku. No i fajnie!
0skar
Turyści, wesela, brak maseczek, higieny i dystansu, a potem... Ojej, rekord zakażeń, niedobry rząd nie pomyślał za mnie, a w ogóle to zakazy nielegalne więc olać.

Powiązane: Koronawirus w Polsce

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki