- Wielu polityków kwestionuje nasze programy społeczne i chciałoby je ograniczyć. Jednak ja nie godzę się na żadne kryteria, w tym dochodowe - mówił Jarosław Kaczyński podczas weekendowego spotkania w Pułtusku. Jak twierdził prezes PiS, każdy może wydawać te pieniądze tak, jak chce. Podał też nazwisko rodzica, którego zna osobiście, a który nie pobiera świadczenia.


- Nie chcemy, by było to świadczenie socjalne. My mówiliśmy zawsze, że to ludzie decydują, na co wydają te pieniądze. Cieszę się, że większość z nich napędza polską gospodarkę i tworzy miejsca pracy - swój stosunek do 500+ wyjaśniał prezes PiS Jarosław Kaczyński cytowany przez Interię. - To jeden z powodów niskiego bezrobocia. W wielu rodzinach te pieniądze pokrywają np. ratę kredytu. Za naszych poprzedników rodziny były pozostawione same sobie - dodaje.
Jak zaznaczył, zna jednego rodzica, który ma prawo pobierać 500+, ale tego nie robi. To jego bratanica- Marta Kaczyńska.
PiS a kobiety i prawo aborcyjne
Na pikniku zapytano także Jarosława Kaczyńskiego o oskarżenia jego partii o wydanie "wyroku na kobiety" (takie słowa padły m.in. podczas konwencji Nowej Lewicy).
- Ważne, żeby kobiety [...] wiedziały, że im nie grozi. W Polsce nie ma całkowitego zakazu aborcji, choć z powodu walki politycznej próbuje się wytworzyć takie wrażenie. Zawsze przy zagrożeniu życia lub w przypadku przestępstwa, można ją wykonać. Po ludzku rozumiem lęk kobiet o siebie lub o córki, zwłaszcza przy poziomie medialnych manipulacji, w których kłamie się, ze teraz lekarze nie mają prawa interweniować, gdy życie lub zdrowie kobiet jest zagrożone - wyjaśniał swój punkt widzenia Jarosław Kaczyński.

Przywołał przy tym rządy PO, twierdząc, że w niektórych latach, gdy opozycja była u władzy, było ich więcej niż teraz. - Wtedy my nie wykorzystywaliśmy tych zdarzeń i nie przypisywaliśmy im znaczenia politycznego - dodawał.
To zmiana stanowiska, bo przypomnijmy, że tuż po śmierci z powodu sepsy wywołanej obumarciem płodu ciężarnej pacjentki w Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym w Nowym Targu i wywołanej nowej fali protestów prezes PiS twierdził, że "Takiej sprawy nie ma. Ona jest wymyślona przez propagandę".



























































