REKLAMA

Gerschmann: Jeszcze będą oferty publiczne dla setek tysięcy inwestorów

2021-01-19 18:00
publikacja
2021-01-19 18:00
Bankier.pl

2020 rok przyniósł przebudzenie inwestorów indywidualnych. Wierzę, że wrócą czasy, kiedy w ofercie na rynku pierwotnym potrafiło wziąć udział ponad 300 tys. inwestorów – powiedział PAP Biznes doradca zarządu GPW Przemysław Gerschmann.

Gerschmann uważa, że wrośnie znaczenie rynku kapitałowego i samej GPW jako narzędzia gromadzenia i pomnażania oszczędności emerytalnych przez inwestorów indywidulanych.

"Interesujące oferty na rynku pierwotnym były jednym z tych czynników, które wpłynęły na aktywizację inwestorów indywidualnych w zeszłym roku. Przede wszystkim pojawienie się na rynku Allegro, na którego akcje zapisało się 36 tys. inwestorów. Co ważne, oni wszyscy są na plusie, bo debiut na GPW wypadł powyżej ceny emisyjnej i kurs w dalszym ciągu utrzymuje się powyżej tego poziomu” – mówi Przemysław Gerschmann.

W jego ocenie zeszły rok przyniósł przebudzenie inwestorów indywidulanych, co znalazło odzwierciedlenie w rosnącej liczbie rachunków maklerskich i wzroście udziału tej grupy inwestorów w obrotach akcjami na GPW. Ze statystyki wynika, że w I półroczu 2020 roku udział ten sięgnął 22 proc. i był najwyższy od ponad dekady. Gerschmann wierzy, że wrócą jeszcze czasy, kiedy w ofertach na rynku pierwotnym brało udział nawet kilkaset tysięcy inwestorów. Akcje Giełdy Papierów Wartościowych, przed wejściem do notowań kupiło ponad 300 tys. inwestorów.

"Wierzę, że wrócimy do tych czasów. Żeby na GPW pojawiły się duże spółki potrzebujemy większych obrotów i dużej liczby inwestorów, co z kolei jest pochodną ciekawych debiutów. To są naczynia połączone, potrzebujemy siebie nawzajem. Mam wrażenie, że w zeszłym roku ten mechanizm zaczął działać we właściwą stronę” – mówi Gerschmann.

Inwestorzy indywidualni zmienili rynek

Według Gerschmanna za napływem inwestorów indywidualnych, prócz ciekawych ofert na rynku pierwotnym, które pojawiły się w drugiej połowie roku, stał nagły spadek notowań wywołany obawami o ekonomiczne konsekwencje pandemii koronawirusa.

„Gwałtowne spadki notowań w marcu zachęciły do wejścia na rynek wiele osób, które dotychczas z różnych powodów nie inwestowały na GPW. Na rynek napłynął spory kapitał, przyczyniając się do wyhamowania spadków. Druga fala napływu inwestorów związana była z następującymi później wzrostami na rynkach akcji. Pojawiające się w mediach, na różnego rodzaju portalach, informacje, że kursy wzrosły o kilkadziesiąt procent, zadziały na wyobraźnię. Część inwestorów w marcu i kwietniu po raz pierwszy zdecydowała się zainwestować na giełdzie. Napływ nowych osób trwa do dziś, bo kursy w dalszym ciągu rosną” – ocenia doradca zarządu GPW.

Gerschmann uważa, że nowi inwestorzy mieli znaczący wpływ na kierunek rozwoju rynku w zeszłym roku.

„Po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawiła się tak duża grupa osób, które jednorazowo weszły na rynek. To miało wpływ na całą branżę. Na przykład zaktywizowały się biura maklerskie, w których pojawiły się liczne promocje” – mówi Gerschmann.

„Przez to, że nowi inwestorzy często nie mieli wcześniej żadnego związku z giełdą, to zupełnie inaczej patrzą na ten rynek. Z reguły oni nie szukają firm reprezentujących tzw. „starą” gospodarkę, ale patrzą na te spółki, które najszybciej rosną i są najbardziej popularne. W Polsce taką wiodącą pod tym względem branżą jest gamedev. To zainteresowanie zauważyły także same spółki, które chętnie pojawiały się zarówno na Rynku Głównym, jak i NewConnect” – dodaje.

Zainteresowanie branżą podtrzymywała kulminacja oczekiwań na „Cyberpunk2077”, tworzoną przez osiem lat nową grę CD Projektu, czy pojawienie się na rynku interesujących, relatywnie dużych firm, jak People Can Fly. Zapisy inwestorów indywidulanych w IPO tej firmy zostały zredukowane o niemal 99 proc.

Gerschmann zdaje sobie sprawę, że pewnym czynnikiem ryzyka nadmiernego zainteresowania jedną branżą, jest przegrzanie koniunktury, co grozi inwestorom stratami.

„Oczywiście, wśród licznych spółek gamingowych są takie, na których inwestorom nie udało się zarobić bezpośrednio po debiucie, a nawet po dłuższym czasie cena utrzymuje się poniżej ceny emisyjnej. Nikt nie może zagwarantować, że każda firma pozwoli zarobić. Ale też inwestorzy uczą się na błędach. Można mieć nadzieję, że część z tych, którzy stracili w pierwszych miesiącach spojrzą głębiej na rynek. I odkryją, że istnieją też inne sposoby zarabiania niż kupno akcji w IPO i sprzedaż na debiucie, i one również mogą prowadzić do sukcesu” – mówi Gerschmann.

Krajowy rynek - dojrzały i bezpieczny

Nowy doradca zarządu GPW uważa, że najskuteczniejszym sposobem przyciągnięcia inwestorów na rynek kapitałowy, są zyski.

„Idealnie byłoby, gdyby wszyscy nowi inwestorzy zarobili na początku. Zysk pobudza zainteresowanie, a z kolei zbyt duża strata na samym początku, może spowodować, że wyjście na plus wyda się niemożliwe, co zniechęci inwestora” – mówi Gerschmann.

„Liczymy na to, że także ci inwestorzy, którzy na początku mają kłopoty, także zostaną z nami na dłużej. Nie tylko chcą załapać się na jeden +gorący+ debiut, ale będą na GPW lokować swoje oszczędności, także emerytalne” – dodaje.

Gerschmann, choć zdaje sobie sprawę, że inwestowanie wymaga stałego poszerzania wiedzy, to jednak nie jest zwolennikiem podkreślania trudności, jakie może spotkać inwestor na rynku, już na samym starcie jego styczności z giełdą.

„Zależy nam na tym, aby inwestorzy poszerzali swoją wiedzę, stąd wiele inicjatyw edukacyjnych, które pojawiają się na rynku. Ale też jeśli powiemy, że inwestowanie jest bardzo trudne, że wymaga dużej wiedzy, to trochę ograniczymy sobie możliwość przyciągnięcia znaczącej grupy inwestorów. Zawsze podkreślamy, że z inwestowaniem związane jest ryzyko. Zresztą powtarza to także w różnego rodzaju materiałach informacyjnych nasz nadzór finansowy, robią to też biura maklerskie. Wydaje mi się też, że na rynek wchodzi coraz więcej spółek, które mają kompetentne zarządy i ciekawe cele biznesowe. Owszem zdarzają się czarne owce, ale jest ich coraz mniej. Dlatego w mojej ocenie środowisko, w którym działają w Polsce inwestorzy, jest środowiskiem dojrzałym i bezpiecznym” – ocenia Gerschmann.

Zatrzymać inwestorów, przyciągnąć oszczędności emerytalne

Według Gerschmanna GPW ma wiele atutów, żeby przyciągnąć inwestorów i zatrzymać ich na dłużej.

„Ważnym czynnikiem przyciągającym inwestorów na rynek jest obecność na nim ciekawych spółek. Wydaje mi się, że pod tym względem sytuacja na GPW jest interesująca – możemy wybierać między przecenionymi w zeszłym roku bankami, rosnącymi spółkami surowcowymi czy też popularnym gamingiem. Pod tym względem inwestorzy mają szeroką ofertę, co pozwala stworzyć interesujący portfel, a przecież na GPW jest notowanych wiele spółek z różnych branż” – mówi doradca zarządu.

Także oferta innych podmiotów działających na rynku jest - w ocenie Gerschmanna - atrakcyjna.

„Mam wrażenie, biorąc pod uwagę sukcesywnie spadające koszty zawierania transakcji i coraz łatwiejszy dostęp do notowań, że także oferta ze strony biur maklerskich jest bardziej atrakcyjna niż kilka lat temu. Każdy duży dom maklerski daje dziś inwestorom aplikację mobilną z dostępem do notowań. W ostatnich latach postęp technologiczny znacznie poprawił jakość obsługi inwestorów” – mówi Gerschmann.

Nowy doradca zarządu podkreśla, że oferta biur maklerskich zmienia się na korzyść z punktu widzenia inwestorów, którzy na rynku kapitałowym chcieliby lokować oszczędności emerytalne. Na kapitale emerytalnym szczególnie zależy też GPW, bo może on zostać na rynku przez wiele lat.

„Do tej pory możliwość oszczędzania na emeryturę na GPW poprzez konta IKE i IKZE nie była szeroko promowana. Ta sytuacja się zmienia, bo pojawiają się promocje, specjalnie nakierowane na przyciąganie oszczędności emerytalnych. Znam przynajmniej dwa domy maklerskie, które promują bezpośrednio tego rodzaju rachunki poprzez obniżone prowizje maklerskie, a to w przeszłości zdarzało się bardzo rzadko” – mówi Gerschmann.

Podkreśla też zalety inwestowania przy wykorzystaniu rachunku IKE, który umożliwia oszczędzanie na emeryturę bez płacenia podatku od zysków kapitałowych.

„Jeśli ktoś znajomy się mnie pyta jak zacząć inwestowanie, to zawsze powtarzam, że od konta IKE. W ostatnich latach limit wpłat na ten rachunek został znacznie podniesiony i w tym roku jest to już blisko 16 tys. zł rocznie. Jeśli weźmiemy także po uwagę wpłaty partnera, który również może mieć IKE, to mamy razem ok. 32 tys. zł w gospodarstwie domowym. Jak na pierwszy rachunek maklerski to wcale nie jest mało. To jest też wystarczająca kwota, na której można się uczyć inwestowania. Można już osiągnąć sensowną stopę zwrotu, ale zarazem ich utrata nie będzie stratą majątku całego życia. Uważam, że niski limit wpłat był jednym z czynników, który ograniczał rozwój IKE, a teraz, kiedy już jest sensowny, popularność tego rodzaju rachunków wzrośnie” – wyjaśnia Gerschmann.

Dotychczasowa niewielka popularność IKE wynikała też z nieznajomości warunków tego rodzaju rachunku. Inwestorom się wydaje, że muszą na rachunku trzymać pieniądze do 60 roku życia, a wypłacając je wcześniej, nie będą mieli korzyści. A to jest nieprawda. Jeśli wypłacimy te środki po 5 czy 10 latach, to i tak procent składany zadziała na naszą korzyść. Owszem, będziemy musieli na koniec zapłacić podatek od zysków kapitałowych, ale nie płacąc go rok po roku, mieliśmy do dyspozycji większą kwotę. Im dłużej trzymamy środki na IKE tym lepiej dla nas, bo obracamy większym kapitałem” – dodaje.

Zarząd mnie wysłucha

W rozwoju rynku, o którym opowiada Gerschmann, również on sam ma do odegrania swoją rolę. Od ponad dekady jest aktywnym inwestorem. Pracował w biurze maklerskim Deutsche Banku i biurze doradztwa inwestycyjnego w Citi Handlowym. Dużą popularność w środowisku inwestorów zdobył napisaną wspólnie z Tomaszem Jaroszkiem książką „Śladami Warrena Buffeta”, w której autorzy przybliżają metody najbardziej znanego inwestora na świecie i jego mentorów.

„Od kilku lat jestem aktywny w środowisku inwestorskim. Gdy koledzy dowiedzieli się o mojej nowej funkcji, od razu zaczęły do mnie napływać głosy, żebym na przykład zasugerował zarządowi GPW podniesienie dywidendy albo jej wypłatę co kwartał. To trochę pół żartem, pół serio, bo jednak nie taka będzie moja rola, ale z drugiej strony będę się starał przekazać oczekiwania i potrzeby inwestorów bezpośrednio zarządowi GPW. Wiem, że zarząd tych uwag wysłucha, bo chce mieć bliższy kontakt z grupą inwestorów, która rośnie w siłę” – mówi Gerschmann.

„Będę również się skupiał nad rozwojem nowych linii biznesowych, kierowanych do inwestorów indywidualnych. Staramy się patrzeć w przyszłość, pod kątem produktów uzupełniających standardową ofertę dostępną na rynku kapitałowym” – dodaje Gerschmann.

Tomasz Jóźwik (PAP Biznes)

tj/ osz/

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Otwórz konto dla firm i zyskaj do 1100 zł premii!

Otwórz konto dla firm i zyskaj do 1100 zł premii!

Advertisement

Komentarze (5)

dodaj komentarz
masekrut555
Pamiętam, jak kupowałem Asbis po 2,84, Mirbud po 1,65 czy torpol po 8,98. Jak ten czas zleciał
teken
Czyli setki tysięcy inwestorów straci, bo jakoś zawsze zapominają powiedzieć, że 80% traci a wśród "ulicy" to pewnie 90%. Ludzie całe życie ciężko pracują, oszczędzają, a potem zostają ograbiani inflacją brakiem lokat i jeszcze wciągnięci na giełdy przez finansierę aby zostać ograbieni po raz enty.
bialy_kruk
Ci szczesliwcy z Answer ktorzy otrzymali skromne pakiety maja uczucia wymiotne kiedy widzą takie artykuły.
A później się okazuje że za kilka lat skup akcji za 5% ceny misyjnej.
Nic tylko być “inwestorem“na GPW.
dzyszla
Tak, wielki IPO, wyłóż 100 tysięcy, by dostać akcji za 1000zł i wielki zysk 100zł na debiucie z tego wszystkiego. A im więcej będzie "inwestorów" tym większe mrożenie pieniędzy tylko. A jak ktoś spróbuje z mniejszym kapitałem to jeszcze się zdziwi, że opłaty maklerskie pochłoną mu całe 20-30% wzrosty Tak, wielki IPO, wyłóż 100 tysięcy, by dostać akcji za 1000zł i wielki zysk 100zł na debiucie z tego wszystkiego. A im więcej będzie "inwestorów" tym większe mrożenie pieniędzy tylko. A jak ktoś spróbuje z mniejszym kapitałem to jeszcze się zdziwi, że opłaty maklerskie pochłoną mu całe 20-30% wzrosty na pierwszych notowaniach.
hfjdj
Oferty publiczne to zawsze wyjebki. Inwestycje z plakatów, bilboardów, reklamowane w mediach to zawsze wyjebki. Trzeba inwestować w udziały w spółkach które te 'produkty inwestycyjne' tworzą. Wtedy jest szansa że się zarobi. A jak ci prawie że wchodzą do domu z inwestycjami to przecież wiadomo że nic się na Oferty publiczne to zawsze wyjebki. Inwestycje z plakatów, bilboardów, reklamowane w mediach to zawsze wyjebki. Trzeba inwestować w udziały w spółkach które te 'produkty inwestycyjne' tworzą. Wtedy jest szansa że się zarobi. A jak ci prawie że wchodzą do domu z inwestycjami to przecież wiadomo że nic się na tym nie zarobi.

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki