„Gdy akcje zaczęły odrabiać straty, jen zaczął słabnąć. Zagraniczni inwestorzy zapewne będą dalej grać na osłabienie japońskiej waluty” - powiedział agencji Bloomberga Kenichi Yumoto, dealer walutowy w tokijskim oddziale Societe Generale. Uznaje się, że giełdy akcji są najlepszym barometrem apetytu na ryzyko.
Notowaniami jena rządzą obecnie spekulanci, którzy wykorzystują japońską walutę do transakcji carry trade. W tego typu operacjach pożycza się niskooprocentowaną walutę, by zamienić ją na bardziej dochodowe waluty w innych krajach. W tym celu kupuje się waluty państw o wysokich stopach procentowych - w Australii cena pieniądza wynosi 7%, w strefie euro 4%, zaś w RPA aż 11%.
Tymczasem do spekulowania na spadek kursu jena przyczynia się także Bank Japonii, który dzisiaj zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami pozostawił swoją główną stopę procentową na poziomie 0,5%. Dlatego też Japonia pozostaje najtańszym źródłem pieniądza wśród wysoko rozwiniętych państw.
W piątek o godzinie 9:50 rynek walutowy wyceniał dolara na 108,27 jenów, czyli o 0,45 wyżej niż wczoraj. Euro podrożało o 0,5%, notując cenę 158,59 jenów. Kurs EUR/USD pozostawał bez większych zmian na poziomie 1,4648$.
Chociaż analitycy spodziewają się wzrostu kursu dolara, to japońscy inwestorzy indywidualni są zgoła odmiennego zdania i grają na spadek wartości amerykańskiej waluty. Liczba krótkich pozycji na parze dolar-jen na Tokyo Financial Exchange jest najwyższa od lipca 2006 roku, gdy zaczęto gromadzić tego typu dane. Yuji Kameoka - ekonomista w Daiwa Institute of Research - tłumaczy ten fakt brakiem wiary w poprawę sytuacji gospodarczej w USA jeszcze w tym roku.
K.K.





























































