Mocno „jastrzębi” komunikat Europejskiego Banku Centralnego nie doprowadził do istotnego wzrostu kursu euro w stosunku do złotego. Determinacja bankierów centralnych do zbicia inflacji umocniła za to dolara amerykańskiego.


Po 24-godzinnym maratonie w bankach centralnych wiemy jedno: ani kierownictwo Rezerwy Federalnej, ani włodarze EBC nie zamierzają zrejterować tylko z powodu delikatnego spadku inflacji. Do „jastrzębiego” Powella dołączyła Christine Lagarde, która przez wiele poprzednich miesięcy prowadziła „strusią” politykę monetarną, udając, że nie widzi rosnącej inflacji.
Ale to się zmieniło. Grudniowy komunikat EBC pełny był antyinflacyjnych sygnałów. Po pierwsze, EBC nie widzi szans na spadek inflacji do 2-procentowego celu przy obecnym poziomie stóp procentowych. Po drugie, frankfurcka instytucja deklaruje „kolejne znaczne” podwyżki stóp. Po trzecie, na marzec 2023 zapowiedziała rozpoczęcie |ilościowego zacieśnienia” polityki monetarnej (QT). Są to działania, które jeszcze kilka miesięcy temu nie śniły się ekonomistom.
Dla rynków finansowych oznacza to turbulentny okres. Fed, EBC czy Bank Anglii wprost deklarują, że będą podnosić stopy procentowe pomimo recesji i bez oglądania się na interesy posiadaczy akcji i obligacji. Priorytetem jest teraz jak najszybsze zbicie inflacji konsumenckiej do docelowych poziomów i ponowne „zakotwiczenie” oczekiwań inflacyjnych ludności. Tego prawdopodobnie nie uda się osiągnąć bez wywołania jakiegoś kryzysu.

Tymczasem w Polsce jest praktycznie przesądzone, że Rada Polityki Pieniężnej nie podniesie już stóp procentowych. Nasza RPP stanęła na stanowisku, że wbrew konstytucyjnemu i ustawowemu mandatowi pozwoli na utrzymanie się wysokiej inflacji przez dłuższy czas. Ta potencjalnie negatywna dla złotego informacja została właśnie wzmocniona tym, że stopy procentowe w gospodarkach rozwiniętych (USA, UK, strefa euro) w ujęciu nominalnym będą się zbliżać do stóp w Polsce.
Póki co jednak presji na złotego nie widać. W piątek o 9:51 kurs euro wynosił 4,6924 zł i był o niespełna grosz wyższy niż dzień wcześniej. Od początku listopada kurs EUR/PLN porusza się w przedziale 4,65-4,72 zł. Rynek nie był w stanie ani przełamać strefy wsparcia (4,65-4,67 zł) , ani też trwale wyjść powyżej okrągłego poziomu 4,70 zł. Mamy więc impas.
Więcej zmienności widzieliśmy na najważniejszej parze walutowej świata. Po decyzjach Fedu i EBC kurs EUR/USD najpierw ruszył w górę, po raz pierwszy od ponad pół roku sięgając 1,07 dolara za euro. Ale czwartkowe spadki na Wall Street wzmocniły amerykańską walutę i doprowadziły do cofnięcia na parze euro-dolar.
W rezultacie w piątek rano za dolara płacono 4,4094 zł – czyli podobnie jak dzień wcześniej. Od wrześniowego szczytu wszech czasów kurs USD/PLN spadł o ok. 65 groszy, w czwartek osiągając najniższy poziom (4,3639 zł) od czerwca.
Wciąż stabilne pozostają notowania franka szwajcarskiego, o poranku wycenianego na 4,7577 zł. Funt brytyjski wyceniany był na 5,3677 zł.
Krzysztof Kolany





























































