Japonia pokazała Europie drogę prowadzącą do katastrofy. Skopiowanie rozwiązań stosowanych przez Kraj Kwitnącej Wiśni byłoby nie do uniesienia przez strefę euro.
Bank Japonii sięgnął po broń atomową, aby wreszcie wyciągnąć kraj z rzekomej zapaści gospodarczej. Władze monetarne postanowiły doprowadzić do wzrostu inflacji do dwóch procent i podwoić bazę monetarną. Efektem ubocznym jest przecena jena, którego słabość ma poprawiać konkurencyjność cenową japońskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych.
Problem polega jednak na tym, że trudno obronić tezę dotyczącą zapaści japońskiej gospodarki. Zaskakujący jest fakt, że kraj, który nie zna problemu bezrobocia, przewodzi w rankingach innowacyjności i jest czwartym eksporterem na świecie ma wystawiane tak nieprzychylne recenzje.
Zobacz także
Patrzenie na gospodarkę przez pryzmat wzrostu produktu krajowego brutto jest mocno mylące. Rzeczywiście japoński PKB rośnie wolno, ale jednocześnie większość Azji oraz znaczna część Europy zazdrości japońskiemu społeczeństwu wysokiego poziomu życia.
Inflacja tylko niszczy
Bank Japonii zamierza rozwiązać wszelkie trudności gospodarcze inflacją, czyli zwiększeniem podaży pieniądza, prowadzącym do wzrostu cen. Na takim rozwiązaniu ostatecznie tracą wszystkie zainteresowane strony - bankierzy, oszczędzający oraz korzystający ze wsparcia pochodzącego z inflacji, które działa bardzo krótko.
Pierwszym wstrząsem była paniczna wyprzedaż japońskich obligacji z maja. Inwestorzy nie byli tak naiwni, żeby kupować papiery rządu niszczącego siłę nabywczą własnego pieniądza z taką pasją i determinacją, jak to robi premier Shinz Abe. Także inwestorzy na giełdzie, który bez zastanowienia kupowali spółki drożejące dzięki napływowi świeżego pieniądza, nie wahając się ani chwili sprzedawali akcje, gdy tylko pojawiły się pierwsze sygnały ostrzegawcze przed załamaniem rynku obligacji.
Europa patrzy z zazdrością
Najświeższe raporty pokazały, że gospodarka Kraju Kwitnącej Wiśni powoli odzyskuje dynamikę. PKB w pierwszym kwartale pozytywnie zaskoczył, rosnąc o 4,1 proc. (w ujęciu annualizowanym) po wzroście o 1,2 proc. kwartał wcześniej. Także krótkoterminowe wskaźniki gospodarcze wypadły dosyć pozytywnie.
Pierwsze mgliste sukcesy na Banku Japonii na polu stymulowania gospodarki dostarczają argumentów przeciwnikom zachowawczości Europejskiego Banku Centralnego. Rzeczywiście, patrząc na postępowanie najważniejszych banków centralnych - Banku Anglii, Rezerwy Federalnej czy wspomnianego Banku Japonii - EBC jest mocno ostrożny w stymulowaniu wzrostu.
Takie postępowanie wynika ze sztywnego stanowiska Niemiec, które, przyzwyczajone do silnego pieniądza, temperują inflacyjne zapędy Francji oraz krajów Południa. Sytuacja może się zmienić wraz z ewentualnym przetasowaniem na niemieckiej scenie politycznej po zaplanowanych na wrzesień wyborach. Zastąpienie Angeli Merkel przez polityka ukierunkowanego na stymulowanie, a nie oszczędności będzie otwierać drogę do wywołania inflacji w Europie.
Europejska stracona dekada
Zasypanie europejskiego kryzysu inflacją, podobnie jak robi to Japonia, jest bardzo kuszące. Rządy sięgające po inflację nie muszą się tłumaczyć z podnoszenia podatków czy zabierania przywilejów pracowniczych. Natomiast społeczeństwa płacą za błędne rozwiązania przez rosnące ceny, które, podobnie jak wzrost obciążeń fiskalnych, obniżają poziom życia. Proces jest jednak powolny oraz trudno dostrzegalny, dlatego nie budzi równie negatywnych emocji jak rosnące podatki.
Jednak boleśniejszym rezultatem wywołania inflacji jest wywołanie cyklu gospodarczego, który prowadzi do popełniania licznych błędów inwestycyjnych. Ostatecznie po ożywieniu stymulowanym zastrzykami monetarnymi okazuje się, że przedsiębiorstwa źle oceniały zyski, co później wymusza likwidację firm i zwolnienia. Stąd po okresach wysokiego zatrudnienia dotkliwie rośnie bezrobocie, które jest konsekwencją inflacji.
Taki scenariusz był widziany w Japonii przed nadejściem straconej dekady. Także strefa euro notowała fantastyczne rezultaty gospodarcze dzięki inflacyjnemu stymulowaniu rynku nieruchomości i sektora samochodowego. Jednak różnica między strefą euro a Japonią polega na tym, że EBC, prowadząc dosyć zachowawczą politykę pieniężną, wymusił restrukturyzację gospodarki.
Dzisiaj rekordowo wysokie bezrobocie i recesja w unii monetarnej są czasem budowania fundamentów pod zdrowy, niezależny od napływu kredytu wzrost. Na owoce naprawy gospodarki należy jeszcze trochę poczekać. Jednak jeżeli Europie zabraknie cierpliwości i zacznie kopiować japońskie rozwiązania, to na Starym Kontynencie też czeka nas stracona dekada.
Piotr Lonczak
Bankier.pl






























































