Jak nabywcy obligacji o ujemnych rentownościach potrafią wypracować na nich rozsądny zarobek, pokazuje agencja Bloomberg.
„Zabezpieczenie kursu walutowego sprawia, że zamiast rentowności sięgającej minus 0,25 proc. w skali roku w jenie na 10-letniej obligacji rządu Japonii uzyskuje się równowartość plus 2,22 proc. w dolarze” – oblicza agencja Bloomberg.
To oznacza, że japońskie obligacje są bardziej atrakcyjne od podobnych papierów amerykańskiego skarbu, które obecnie oferują rentowność wynoszącą zaledwie 1,84 proc. Podobny mechanizm działa w przypadku wielu rynków, gdzie rentowności obligacji są ujemne lub nieznacznie tylko przekraczają zero. Hiszpańskie 10-latki, w które inwestuje Pimco, zapewniają w dolarze (czyli po uwzględnieniu zabezpieczenia przed osłabieniem euro) 2,72 proc., oblicza Bloomberg.
Takie korzyści z zabezpieczenia pozycji przed ryzykiem kursowym to efekt wyższych stóp procentowych w USA. Inwestor dolarowy, który kupuje obligacje denominowane np. w euro, a chciałby zagwarantować sobie już teraz przyszły kurs zamiany euro na dolara, otrzyma rekompensatę za to, że przez dany okres będzie przechowywał kapitał w walucie oferującej niższe oprocentowanie (działa to też w drugą stronę – inwestor, który chciałby zagwarantować sobie przyszły kurs wymiany dolara na euro, musiałby zaakceptować gorszy kurs, bo do czasu zapadnięcia instrumentu mógłby uzyskiwać wyższe oprocentowanie w walucie amerykańskiej).
- Z obligacji spoza USA można uzyskać całkiem atrakcyjne rentowności – przyznaje w rozmowie z Bloombergiem Brendan Murphy, odpowiedzialny w BNY Mellon za strategię rynku obligacji.
MWIE, Bloomberg






























































