

Wierzyciel w pogoni za majątkiem dłużnika to cykl zdający się nie mieć końca. Czasem przypomina film animowany dla dzieci, w którym Kojot goni z mizernym skutkiem Strusia Pędziwiatra, sam jednocześnie dostając ostro po głowie. Odwrotnie niż w bajce, zdarza się jednak, że to wierzyciel okazuje się górą, skutecznie ustalając składniki majątku dłużnika i z sukcesem egzekwując należność.
Z oczywistych względów z ukrywaniem majątku mamy najczęściej do czynienia w trakcie prowadzenia czynności egzekucyjnych przez komornika sądowego. Dłużnik w akcie desperacji potrafi posunąć się czasem do bardzo zabawnych działań. Co więcej, niejednokrotnie w swojej pracy spotykam się z sytuacją, że nie tylko majątek jest ukrywany, ale i sam dłużnik stara się dosłownie schować przed komornikiem.
Niespodziewane skrytki
Sytuacje, w których znajdujemy dłużnika w szafie, lub zamykającego się w łazience wcale do rzadkości nie należą. Bardziej wysublimowane formy „chowania się” wyrażają się w ciągłym zmienianiu miejsca zamieszkania czy nawet zaprzeczaniu własnej tożsamości. Gdy już uda się dłużnika znaleźć, zabawa wcale się nie kończy. Rozpoczyna się poszukiwanie majątku przypominające zabawę w chowanego z czasów przedszkolnych. Komornik Sądowy ma prawo dokonać przeszukania i często z tego uprawnienia musi korzystać. Całkiem niedawno jeden z naszych windykatorów, biorąc udział w czynnościach egzekucyjnych, odnalazł dużych rozmiarów telewizor LCD ukryty pod kołdrą w łóżku. To był sygnał, aby dokonać dokładniejszego przeszukania mieszkania dłużnika. Po rewizji szaf i wszelkich schowków udało się jeszcze odnaleźć i dokonać zajęcia sporej wartości sprzętu RTV oraz komputerowego. W innych sytuacjach zdarzało się tego typu wartościowe przedmioty znajdować np. w lodówce.
Pomysłowość ludzka nie zna granic. W jednym z przypadków windykator pojechał do domu dłużnika w celu odzyskania niezbyt dużej kwoty. Otwierają rodzice dłużnika, twierdząc, że syna nie ma w domu, ale są uprzejmi, zapraszają do kuchni i proponują nawet kawę. Zapytani czy można zobaczyć pokój dłużnika – oczywiście, pokazują. Po wejściu jednak podskórnie się wyczuwa, że ktoś jest w środku, lekki szelest i po otwarciu szafy okazuje się, że pan J. siedzi skulony w środku. Przedsiębiorcy także potrafią wykazać się kreatywnością, choć nie zawsze przynosi to skutek, jakiego by oczekiwali. Na okoliczność przeszukania dłużnik, właściciel firmy z branży spożywczej, przygotował na maszyny z linii produkcyjnej, zastępcze etykiety, które miały zmylić komornika. Nie zadał sobie jednak trudu, aby wpierw usunąć oryginalne etykiety... Po dłuższych rozmowach, wobec twardych dowodów wskazujących na jednoznaczną próbę oszustwa, przyznał się do przeprowadzenia niezgodnej z prawem transakcji, a maszyny zostały ostatecznie zajęte.

Jeżeli czynności egzekucyjne odbywają się w miejscu zamieszkania dłużnika, warto je rozpocząć możliwie wcześnie rano. Wtedy jest szansa na zaskoczenie dłużnika, ale nie ma jednej sprawdzonej reguły. Każdy dłużnik jest inny, ale ważny jest element zaskoczenia. Jeden będzie zaskoczony rano, inny wieczorem, a jeszcze inny zawsze będzie gotów na wizytę komornika. Komornik może rozpocząć czynności egzekucyjne w godzinach od 7 do 21, do rozpoczęcia działań poza tym zakresem godzin wymagana jest zgoda sądu.
Papiery ukryte na zawsze
Podobne podchody czynią dłużnicy, ukrywając dokumentację prowadzonej działalności. Dla wierzyciela, dokumentacja dłużnika, a w szczególności rejestr sprzedaży oraz wykaz środków trwałych, mają większą wartość niż spektakularne zajęcia ruchomości. Ustalone w dokumentacji dłużnika wierzytelności, po ich zajęciu pozwalają na szybkie spieniężenie należności. Dłużnicy najczęściej zasłaniają się prowadzeniem księgowości przez podmiot zewnętrzny, ale nie brakuje też kuriozalnych sytuacji. Swojego czasu w trakcie prowadzonych czynności dłużnik wrzucił wszystkie faktury, które miał na biurku, do niszczarki. Tylko po to, aby komornik nie był w stanie ustalić danych kontrahentów dłużnika. Konsekwencje takiego działania mogą być dla dłużnika opłakane. Nie można sobie ot tak niszczyć dokumentacji księgowej, gdyż może się to wiązać z karą grzywny w wymiarze od 9 tys. zł aż do 3,6 mln zł (reguluje Art. 62 §3 Kodeks Karny Skarbowy), ale o tym dłużnik myśli niestety już po fakcie.
Wyrachowana nierzetelność
Przytoczone wyżej przykłady dotyczą jednak w większości przedsiębiorców, którym z różnych powodów biznes nie wyszedł. Czasem przez ich własną niesolidność, czasem z winy innych kontrahentów, ale rzadko mamy tam do czynienia z wyrachowanym planem pozbawienia wierzyciela zapłaty. Niestety, jest też grono dłużników, którzy już na etapie planowania i organizowania biznesu kwestię przepływów pieniężnych i majątku kształtują i porządkują w taki sposób, aby ewentualne egzekwowanie należności było maksymalnie utrudnione, a czasem wręcz niemożliwe. Takie konstrukcje wspierane są często wiedzą specjalistów z zakresu księgowości, ekonomii, prawa. Są to bardzo trudne sytuację, gdzie tylko ogromna wiedza, doświadczenie i determinacja pozwalają należność odzyskać. Należy zwracać baczną uwagę na to, kogo uważamy za naszego kontrahenta, a z kim zawieramy umowę.
Do modelowych należą sytuacje, w których uważany za majętnego przedsiębiorca okazuje się przysłowiowym bankrutem. Bogata jest cała jego rodzina, ale on biedny jak mysz kościelna. A jeśli już nawet nasz potencjalny dłużnik faktycznie posiada majątek, to okazuje się że to wcale nie on jest naszym dłużnikiem, bo umowę zawarliśmy ze spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, w której nasz majętny przedsiębiorca jest tylko właścicielem, a ten nie odpowiada za zobowiązania spółki. Dochodzenie należności w takich sytuacjach to droga przez mękę. W grę wchodzi wielomiesięczny, a czasem wieloletni proces sądowy, który jest dopiero początkiem gehenny. W późniejszym etapie trwają próby poszukiwania majątku oraz odzyskania długów poprzez używanie narzędzi prawnych, które będą dla delikwenta na tyle uciążliwe, że w końcu zdecyduje się należność uregulować. Trzeba wiele zdrowia, determinacji i wiedzy, aby się z tym zmagać. Jednocześnie takich sytuacji można uniknąć weryfikując kontrahenta i dbając o odpowiednie zapisy prawne w umowie, oraz ewentualne zabezpieczenia transakcji.
Mając na uwadze przytoczone powyżej sytuacje nie należy jednak popadać w zbytni pesymizm. Nie wolno tylko być naiwnym i bezkrytycznie ufać swoim partnerom biznesowym. Należy na bieżąco weryfikować firmy, z którymi się współpracuje i nie lekceważyć niepokojących sygnałów. Lepiej założyć czarny scenariusz i w razie problemów odpowiednio szybko reagować, np. podejmując od razu kroki windykacyjne lub szukając pomocy u specjalistów w zakresie odzyskiwania należności. Najważniejsza jest jednak jak zwykle profilaktyka czyli wcześniejsze sprawdzenie potencjalnego kontrahenta w kontekście jego wypłacalności. To już jednak kolejny, bardzo szeroki temat.
Wojciech Głodny, Prokurent w Pragma Inkaso SA


























































