JSW: wstrząs w kopalni Zofiówka, kilku górników poszukiwanych

Po wstrząsie w Zofiówce pod ziemią zostało siedmiu górników. Dwaj z nich zostali w sobotę odnalezieni i trafili do szpitala, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Dwóch górników odnalezionych w niedzielę nie żyje. Los trzech kolejnych pracowników jest nieznany - ratownicy usiłują do nich dotrzeć.

(fot. Grzegorz Klatka / FORUM)

Gliwicka prokuratura wszczęła w poniedziałek śledztwo w sprawie sobotniego wstrząsu w kopalni Zofiówka. 

Chodzi o nieumyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób oraz mienia w wielkich rozmiarach - przy działaniu w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych - czego skutkiem jest śmierć i uszczerbek na zdrowiu. Drugi przepis mówi o nieumyślnym niedopełnieniu obowiązków w zakresie bhp.

"To standardowa kwalifikacja przy tego typu zdarzeniach. Na chwilę obecną nie mamy oczywiście ustaleń, że istotnie doszło naruszenia jakichś zasad czy przepisów" - zaznaczyła prok. Smorczewska.

Nie żyje drugi z pięciu górników, zaginionych po sobotnim wstrząsie w kopalni Zofiówka - podał prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Daniel Ozon. Ratownicy kontynuują akcję, mającą na celu dotarcie do trzech pozostałych poszkodowanych.

Jak poinformował w niedzielę prezes, drugi zmarły górnik został już zidentyfikowany na powierzchni przez kolegów oraz osobę z dalszej rodziny.

Nie ma natomiast ostatecznego potwierdzenia tożsamości pierwszego, odnalezionego wcześniej, zmarłego górnika - przedstawiciele JSW przypuszczali, że jest to 38-letni pracownik, jednak formalnej identyfikacji jeszcze nie przeprowadzono - ma to nastąpić w poniedziałek, z wykorzystaniem badań DNA.

Wydobycie w Kopani Zofiówka będzie w poniedziałek wstrzymane na rzecz akcji ratowniczej - poinformował podczas konferencji prasowej Ozon. Powiedział również, że w poszukiwaniu 3 uwięzionych górników bierze udział 16 zastępów ratowniczych.

Prezes przyznał, że w miejscu, gdzie doszło do wstrząsu, były pewne ograniczenia w zakresie prowadzenia prac kombajnowych. "Były one w pełni respektowane" - zapewnił Ozon, precyzując, że ograniczenia dotyczyły czasu pracy kombajnów w tym rejonie.

Obecnie stężenie metanu w rejonie prac ratowników jest w granicach 4 proc., czyli poniżej poziomu wybuchowości tego gazu (wybucha w stężeniu między 5 a 15 proc.), choć są miejsca, gdzie stężenie metanu sięga nawet 24 proc. - stąd m.in. potrzeba stałego napowietrzania i instalacji kolejnych elementów tzw. lutniociągu doprowadzającego powietrze.

W drugim chodniku zainstalowany został natomiast nowy wentylator o zasilaniu elektrycznym (a nie, jak wcześniej, pneumatycznym), podający do wyrobiska dwa razy więcej powietrza.

"Zależy nam na tym, aby wtłaczać tędy jak najwięcej powietrza. Myślę, że w ciągu najbliższych dwóch-trzech godzin - w zależności od postępu prac instalacji lutni na tej pochylni - zadecydujemy, czy wysyłać znowu ratowników i zastępy z aparatami" - mówił prezes JSW.

"Zależy nam na tym, aby jak najszybciej dotrzeć i znaleźć górników, którzy są tutaj uwięzieni; aby jak najszybciej zawężać obszar poszukiwania, zwiększając szanse na znalezienie w jak najszybszym czasie tych górników" - dodał Ozon.

Ratownicy pracują w aparatach tlenowych - powietrza starcza w nich na ok. 90-120 minut pracy. Akcję utrudnia też niewielki przekrój wyrobiska (jego wysokość w pierwszej części to 1,5 metra, w dalszej jedynie pół metra) - w niektórych momentach, aby przejść dalej, ratownicy musieli ściągać aparaty i nieść je za sobą.

Drogę tarasują też uszkodzone elementy urządzeń i sprzętu, jaki znajdował się w zdeformowanych wyrobiskach - to m.in. uszkodzone przenośniki taśmowe czy elementy podwieszanej kolejki.

Prezes powiedział, że wiadomo, gdzie przypuszczalnie są poszukiwani górnicy - to odcinek o długości ponad 200 m. Wszystko wskazuje na to, że nie ma ich w ślepym fragmencie chodnika, prowadzącego do przodka. Potwierdzają to wszyscy ratownicy, którzy uczestniczyli w akcji; wiadomo też, że górnicy wycofywali się po pracach wykonywanych przy chodniku podścianowym - zaznaczył Ozon.

"Przed godziną 11. (w sobotę - PAP) górnicy telefonowali z dołu na górę, więc wiedzieliśmy z jakiego rejonu, wiemy gdzie są telefony i wiedzieliśmy, o której godzinie rozmowy były prowadzone" dodał prezes.

Najsilniejszy wstrząs w historii kopalni Zofiówka

Prezes Wyższego Urzędu Górniczego Adam Mirek zapowiedział powołanie komisji, która ma wyjaśnić przyczyny i okoliczności wypadku. Jak podała JSW, "przyczyną tąpnięcia był wstrząs samoistny spowodowany warunkami naturalnymi". Był to najsilniejszy wstrząs w historii kopalni Zofiówka - w popularnej skali Richtera jego siłę ocenia się na ponad 3,4 stopnia.

W chwili wstrząsu, w sobotę około 11. przed południem, w kopalni pracowało 250 osób, z czego w rejonie bezpośredniego zagrożenia 900 m pod ziemią - 11. Czterem z nich udało się uciec, siedmiu zostało pod ziemią. Po kilku godzinach ratownicy odnaleźli dwóch z nich - są w szpitalu z niegroźnymi dla życia urazami. Wieczorem natrafiono na kolejnego górnika - przygniecionego i bez oznak życia. Z czterema kolejnymi nie było kontaktu.

W sobotę wieczorem kopalnię odwiedził premier Mateusz Morawiecki, który spotkał się ze sztabem akcji ratowniczej, przedstawicielami JSW i nadzoru górniczego. Szef rządu odwiedził też poszkodowanych górników w jastrzębskim szpitalu.

W niedzielę po godz. 12 do kopalni przybył prezydent Andrzej Duda. "Widziałem się przed momentem z ratownikami, którzy właśnie zakończyli prace na dole i mówili mi, że warunki są trudne. Przede wszystkim są trudne nie tyle z uwagi na to, że jest samo rumowisko, bo rumowisko jest, ale nie jest tak, że jest zupełnie zawalone. Natomiast przede wszystkim jest brak tlenu, tam jest po prostu bardzo wysokie stężenie metanu i pracuje się cały czas w aparatach" - relacjonował prezydent, który rozmawiał z ratownikami.

Prokuratura i policja zabezpieczyły dokumentację

Po sobotnim wstrząsie z kopalni Zofiówka prokuratura i policja zabezpieczyły dokumentację, związaną z tym wypadkiem. Jak dotąd nie zostało wszczęte śledztwo w tej sprawie - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska.

"Prokurator wraz z funkcjonariuszami KWP wczoraj zabezpieczył dokumentację" przekazała w niedzielę rzeczniczka, odpowiadając na pytania PAP.

Wyjaśniła, że na miejscu - równolegle w prowadzoną przez ratowników górniczych - śledczy prowadzą tzw. czynności w niezbędnym zakresie, w trybie art. 308 Kodeksu postępowania karnego. Wspólnie z prokuraturą pracuje też nadzór górniczy.

W poniedziałek ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok zmarłego górnika, którego w niedzielę rano ratownicy wydobyli z wyrobiska. Nie ma jeszcze decyzji o wszczęciu śledztwa, które najpewniej przejmie gliwicka prokuratura okręgowa. "Obecnie najważniejsza jest akcja ratunkowa" podkreśliła Smorczewska.

Zgodnie z kpk, czynności w niezbędnym zakresie to działania w granicach koniecznych dla zabezpieczenia śladów i dowodów ewentualnego przestępstwa przed ich utratą, zniekształceniem lub zniszczeniem.

Prokurator albo policja może w każdej sprawie, w wypadkach niecierpiących zwłoki, jeszcze przed wydaniem postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia, przeprowadzić w niezbędnym zakresie czynności procesowe, np. dokonać oględzin, w razie potrzeby z udziałem biegłego.

WUG: od początku roku przy pracy zginęło sześciu górników

Od początku tego roku do sobotniego poranka w polskim górnictwie zginęło sześciu górników: czterej w kopalniach węgla kamiennego i dwaj w kopalniach odkrywkowych - wynika z danych Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach. Czterej górnicy doznali też w bieżącym roku ciężkich obrażeń.

Według danych WUG, od początku roku do końca marca br. w całym polskim górnictwie doszło do 504 rozmaitych wypadków, w tym 409 w kopalniach węgla kamiennego, 65 w kopalniach rud miedzi, 15 w kopalniach odkrywkowych, 10 w kopalniach otworowych, a 5 w pozostałych zakładach wydobywczych.

Ostatni śmiertelny wypadek w górnictwie miał miejsce 24 kwietnia w odkrywkowym zakładzie górniczym Łubienica V (Mazowieckie), który eksploatuje kruszywa. Zginą tam operator ładowarki. Prawdopodobnie podczas wymiany gumowych tzw. fartuchów bocznych na taśmociągu prawa ręka pracownika została wciągnięta pod będący w ruchu taśmociąg; mężczyzna zginął w wyniku doznanych obrażeń.

11 kwietnia 37-letni pracownik należącej do Polskiej Grupy Górniczej kopalni ROW zginął przysypany skałami stropowymi. Wypadek miał miejsce na poziomie 1200 m ruchu Rydułtowy. Górnik został przysypany podczas prowadzenia prac przy stropie. Pomimo przeprowadzonej na miejscu reanimacji, poszkodowanego nie udało się uratować.

14 marca w ruchu Borynia (część należącej do Jastrzębskiej Spółki Węglowej kopalni Borynia-Zofiówka-Jastrzębie), również podczas prac przy stropie, zginął 43-letni górnik. Na poziomie 838 m przysypały go skały stropowe. Również w tym przypadku, mimo długotrwałej reanimacji, mężczyzny nie udało się uratować.

26 lutego w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej (część należącej do PGG kopalni Ruda) zginął 26-letni przodowy brygady szybowej. Podczas przebudowy pomostu w szybie doznał ciężkiego urazu głowy, gdy ustawiany pomost zaklinował się, a następnie nagle uwolnił.

23 lutego w odkrywkowym wyrobisku górniczym w rejonie północno-zachodniej granicy obszaru górniczego Kobylice Południe, należącego do spółki Górażdże Kruszywa w Choruli (Opolskie), w wypadku zginął 36-letni pracownik firmy usługowej - operator pojazdu używanego podczas eksploatacji.

4 lutego w należącej do spółki Węglokoks Kraj kopalni Bobrek-Piekary (Ruch Bobrek w Bytomiu) w wyniku obwału skał stropowych 726 m pod ziemią zginął pracownik zatrudniony w tzw. chodniku badawczym. Górnik, wykonujący prace związane ze spinaniem gąsienicy kombajnu chodnikowego, został przysypany rumoszem skalnym.

Z danych WUG wynika, że w ogółem w 2017 roku w całym polskim górnictwie doszło do 2078 rozmaitych wypadków, w tym 1662 w kopalniach węgla kamiennego oraz 317 w górnictwie rud miedzi. Łącznie 15 wypadków było śmiertelnych (w tym 10 w kopalniach węgla kamiennego), a 14 miało charakter ciężki (w tym 9 w kopalniach węgla kamiennego).

W odniesieniu do roku 2016, w minionym roku wypadkowość ogółem w kopalniach węgla kamiennego wzrosła o 5,6 proc. (z 1566 do 1653 wypadków), a w kopalniach rud miedzi zmniejszyła się o 21,5 proc. (spadek z 404 do 317 wypadków)

autor: Krzysztof Konopka, Marek Błoński

kon/ mkr/

Źródło: PAP
Firmy:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 10 pluto85md

To przykre, ale Ci ludzie ryzykuja zycie, przy wkladzie w gospodarke na pracownika mniejszym niz w Lidlu czy Biedronce.

! Odpowiedz
6 6 pluto85md

@trooper

Bezpieczne i wydajne wydobycie jest mozliwe, gdyby nie zwiazki zawodowe, ktore utrzymanie kopalni traktuja jak sprawe honoru. Tymczasem szykowany od 8 lat poziom 1080m na Zofiowce to jakies nieporozumienie, gdy sa znane i zbadane poklady na 300 m. Kopalnie glebokie nalezy zamknac, a budowac nowe na lepiej dostepnych pokladach. Kopex swego czasu mial analize na kopalnie odkrywkowa. Duzo bezpieczniejsze i wydajniejsze, oraz tansze.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 1 kontener22

Skały się ruszają od miliardów lat, wstrząsy i trzęsienia ziemi też, występowały zanim pojawił się człowiek. W tym wypadku człowiek mógł być przyczyną - węgiel znajduje się w warstwach pomiędzy innymi skałami: piaskowcem i lupkiem, które sprasowane były miliardy lat, a nagle dostały "przestrzeń", ale niekoniecznie, przecież w okolicy były już wstrząsy o podobnej sile, na obszarze, na którym nic nie jest wydobywane, dlatego nie zwracały uwagi na siebie.
Czy wiesz, że kidyś na dzisiejszym Górnym Śląsku istniało pasmo górskie, po którym na powierzchni śladów nie ma? Bo skały się ruszają i koniec..

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
29 21 trooper

Czas skończyć z niebezpiecznym wydobyciem brudnego węgla. Miejsce węgla jest pod ziemią. Jest to nasze bogactwo naturalne i niech nadal nim będzie - na wieki. Ile jeszcze ludzi musi zginąć pod ziemią aby PIS zrozumiał, że nie w paleniu węglem nasza Polska przyszłość?

! Odpowiedz
9 27 trooper

I jeszcze jedno. Odszkodowania dla poszkodowanych górników (bądź ich rodzin) powinny być na tyle dotkliwe, aby spółki górnicze w końcu zaczęły przestrzegać zasad bezpieczeństwa. Wtenczas może ludzie zrozumieją, że bezpieczne (zgodne z prawem) wydobywanie węgla się po prostu nie opłaca. Gdyby w Polskich kopalniach przestrzegano w pełni zasad bezpieczeństwa to podejrzewam, nie wydobylibyśmy nawet kilograma węgla spod ziemi. Nagminne przekraczanie stężenia gazów wybuchowych to codzienność, zafałszowywanie raportów również, ukrywanie wypadków to standard, zgłoszenie wypadku przez górnika równa się końcowi jego kariery. Taka jest rzeczywistość polskiego wydobycia węgla.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 4 kontener22

JSW wydobywa raczej węgiel koksujący, czyli przerabiany na koks, dla hut, takie są technologie i koniec. Opałowy też, ale to nie jest priorytet.
Poza tym co ma z tym PiS wspólnego i kto normalny zamknie firmę giełdową przynoszącą duze zyski obecnie?

! Odpowiedz
6 43 elear

Oby odnaleźli poszkodowanych górników i by wrócili cało do swoich rodzin.
pozdrawiam

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
JSW -2,20% 44,54
2019-06-19 17:03:40
WIG -0,33% 59 738,56
2019-06-19 17:05:00
WIG20 -0,23% 2 319,71
2019-06-19 17:15:00
WIG30 -0,26% 2 662,64
2019-06-19 17:15:00
MWIG40 -0,77% 4 033,33
2019-06-19 17:05:00
DAX -0,19% 12 308,53
2019-06-19 17:37:00
NASDAQ 0,42% 7 987,32
2019-06-19 22:03:00
SP500 0,30% 2 926,46
2019-06-19 22:08:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.