Federalny Komitet Otwartego Rynku pozostawił wczoraj stopy procentowe na dotychczasowym poziomie 0,25 proc., co było jedynie dokonaniem formalności po zapowiedzi utrzymywania tak niskich stóp do połowy 2013 roku. Jak zwykle inwestorzy czekali na jakiekolwiek insynuacje dotyczące QE3, lecz takowych we wtorek nie otrzymali. Ben Bernanke ograniczył się do standardowego komunikatu o poprawiającej się kondycji rynku pracy i przestrogi przed inflacją.
Jednak to nie koniec zabawy. Dziś ponownie szef Rezerwy Federalnej zabierze głos w swoim publicznym wystąpieniu (15:00). Nadzieje na kolejny dodruk dolarów są przez Bernanke podtrzymywane przy życiu, bo to niezwykle wygodne narzędzie do budowania określonego nastroju na parkietach. Inwestorzy zdają sobie sprawę, że świetne wyniki amerykańskiej gospodarki nie pozwalają na uruchomienie "dolarowych drukarek", a pomyślne odczyty makro największej gospodarki świata samoistnie pozwalają na wzosty. W przeciwnym wypadku (przy złych danych makro) Bernanke uratuje wzrosty kolejnym programem dodruku pieniądza.
W środę nie pojawią się żadne kluczowe odczyty gospodarcze, które mogłyby wyraźnie odmienić losy sesji. Brytyjczycy opublikują stopę bezrobocia za styczeń oraz ilość wniosków o zasiłek dla bezrobonych z ubiegłego miesiąca (10:30). Ważniejszym odczytem będzie lutowa inflacja HICP w Strefie Euro (11:00). O godzinie 15:30 pojawi się ważny raport z punktu widzenia rynku "czarnego złota", czyli tygodniowa zmiana zapasów paliw.
Dobre nastroje towarzyszyły też inwestorom w Japonii, gdzie słabnący jen poprawił wyniki tokijskich blue-chipów. - Rządy kontynuują wprowadzanie polityk inflacjogennych, a to daje zielone światło dla ryzykownych aktywów - uważa Ben Collett, japoński analityk Louis Capital Markets. Według niego uczestniczymy obecnie w globalnym wyścigu inflacyjnym, do którego dołączyła po raz pierwszy Japonia.
Krzysztof Gołdy
Bankier.pl





























































