Wyższa od oczekiwań inflacja CPI pokrzyżowała szyki giełdowym bykom. Ostro w dół poszły ceny obligacji skarbowych, a nowojorskie giełdy zaliczyły jednoprocentowe spadki.


To nie tak miało być. Inflacja w Stanach Zjednoczonych miała spadać tak, aby Rezerwa Federalna mogła jak najszybciej „dowieźć” obiecane jeszcze w grudniu obniżki stóp procentowych. Tyle tylko, że inflacja CPI rośnie, zamiast spadać. W marcu przyspieszyła z 3,2% do 3,5%, przekraczając rynkowy konsensus wynoszący 3,4%. Problemem cały czas pozostaje „lepka” inflacja w sektorze usług.
Więcej na ten temat piszemy w tekście zatytułowanym „Amerykańska inflacja przyspiesza mocniej od oczekiwań. Fed będzie miał problem”.
Póki co problem zdają się mieć ci inwestorzy, którzy obstawili scenariusz dynamicznych cięć stóp procentowych w USA. Po marcowym raporcie inflacyjnym rynkowa wycena szans na czerwcową obniżkę stopy fundusz federalnych spadła z 58% do zaledwie 18% - wynika z obliczeń FedWatch Tool. Teraz pierwsza obniżka kosztów kredytu oczekiwana jest dopiero we wrześniu. Przypomnijmy, że jeszcze w styczniu spodziewano się, że nastąpi ona już w marcu.
Podobne wnioski płynęły z lektury marcowego protokołu z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Część członków Komitetu wyraziła obawy, iż obecny poziom stóp procentowych jest mniej restrykcyjny, niżby sobie tego życzono. Eufemistycznie stwierdzono też, że „ostatnie dane nie zwiększyły ich przekonania do tego, że inflacja stabilnie podążą w dół do 2%”. No nie da się ukryć, skoro od 36 miesięcy utrzymuje się powyżej 3%, zaś od 9 miesięcy zasadniczo już nie spada.
Na takie dane „podręcznikowo” zareagował dolar, który wyraźnie umocnił się względem euro. Zgodnie ze schematem reagował także rynek długu, na którym rentowność 2-letnich obligacji skarbowych rządu USA poszła w górę aż o 22 pb., dochodząc do niemal 5%. Czyli powracając do stanu z listopada. Tak samo jak rentowności 10-letnich Treasuries, które podniosły się o 19 pb., rosnąc do 4,55%. Jak na rynek długu są to bardzo mocne i nieczęsto spotykane dzienne zmiany.
Za to Wall Street nie za bardzo chciała spadać. Można by wręcz powiedzieć, że spadki głównych indeksów w granicach 1% były najniższym wymiarem kary. S&P500 osunął się o 0,95%, do poziomu 5 160,64 pkt. Nasdaq zniżkował o 0,84%, schodząc do poziomu 16 170,36 pkt. Dow Jones po spadku o 1,09% znalazł się na wysokości 38 461,51 pkt.
- Sądzę, że lipcowa obniżka wciąż jest możliwa. Jest kilka kluczowych danych, które zostaną opublikowane przed tym terminem, ale nie byłbym zdziwiony, gdyby A) była obniżka w czerwcu i B) jeśli będą więcej niż dwa cięcia w tym roku – stwierdził Oliver Pursche, wiceprezes nowojorskiego Wealthspire Advisors cytowany przez agencję Reuters. Jak widać, wiara we wsparcie Fedu z Wall Street paruje nad wyraz opornie.
W czwartek inwestorzy otrzymają marcowy odczyt cen producentów (PPI), po którym także spodziewane jest przyspieszenie rocznej dynamiki cen. A już przed piątkową sesją na rynek napłyną raporty kwartalne trzech wielkich banków: JP Morgan Chase, Citigroup i Wells Fargo. To umowny początek sezonu raportowego za I kwartał, po którym analitycy spodziewają się wzrostu korporacyjnych zysków o 5,0% rdr – wynika z danych LSEG.





























































