W kwietniu import z Rosji do Polski wyraźnie spadł w porównaniu do rekordowego marca, ale pozostał na zdecydowanie wyższym poziomie niż przed rokiem - wynika z szacunków GUS. Bardziej gwałtownie zmniejszył się przepływ towarów w drugą stronę.


Po ataku Rosji na Ukrainę szeroko pojęty Zachód drastycznie ograniczył współpracę gospodarczą z podmiotami wywodzącymi się z państwa-agresora. Analogiczne kroki, w celu ochrony krajowego systemu finansowego, poczyniły władze w Moskwie. Analitycy zwracali jednak uwagę, że zmiany nie objęły istotnego źródła dochodów Putina i jego famulusów, czyli sprzedaży surowców. A ich ceny na skutek inwazji na Ukrainę i obaw przed gospodarczą ripostą aliantów gwałtownie rosły.
Widać to w danych handlowych publikowanych przez Główny Urząd Statystyczny. W marcu, a więc pierwszym pełnym miesiącu wznowionej agresji na Ukrainę, import z Rosji do Polski przekroczył 3 mld dol., czyli był o blisko 30 proc. wyższy niż w lutym i ponad dwukrotnie wyższy niż w marcu 2021 r. Wyraźny wzrost było widać nie tylko w wartości zakupów, ale i ilości kluczowych nabywanych towarów. Do Polski trafiło m.in. 1,36 mln ton ropy (najwięcej od sierpnia) czy 460 tys. ton ciężkich olejów napędowych (najwięcej od roku).
14 kwietnia embargo na import rosyjskiego węgla podpisał prezydent Duda. W całym miesiącu nad Wisłę dotarło niespełna 450 tys. ton surowca (najmniej od maja 2020 r.) z Rosji. Do najniższego poziomu od maja ubiegłego roku spadły zakupy ropy (niecały milion ton), a olejów - od lipca 2020 r. W porównaniu do marca import węgla i ropy spadł o ponad 30 proc., a olejów napędowych - o blisko 60 proc.

W efekcie wartość importu z Rosji zmniejszyła się z ponad 3 mld dol. do 2,2 mld dol., czyli o prawie 30 proc. Za sprawą wyraźnie wyższych cen surowców niż przed rokiem pozostała jednak zdecydowanie, bo aż o 75 proc., wyższa niż w kwietniu 2021 r.
Niemniej Rosja wciąż była trzecim największym źródłem importu do Polski - po Niemczech (6,3 mld dol.) i Chinach (4,5 mld dol.). W porównaniu z ubiegłym rokiem polskie zakupy "u Putina" rosły najszybciej spośród głównych partnerów handlowych podmiotów z naszego państwa.
Bardziej bolesne dla mieszkańców państwa Putina jest jednak ograniczenie eksportu do ich kraju. Rosjanie mogą do woli sprzedawać surowce za dewizy, ale jeśli nie są w stanie ich wymienić na zagraniczne towary czy usługi, to nie są one w tym momencie przesadnie istotne. Wysyłki do Rosji gwałtownie ograniczyły m.in. podmioty z USA, Chin czy Niemiec, ale także z Polski. W kwietniu eksport znad Wisły do Rosji był o ponad 70 proc. mniejszy niż rok wcześniej i przeszło 40 proc. mniejszy niż w marcu, wynika z danych GUS.
Import z Rosji może w kolejnych miesiącach dalej spadać. Uzależnienie od rosyjskiej ropy redukuje PKN Orlen, w życie weszło wspomniane embargo na węgiel. Warto jednak pamiętać, że warunki dostawy takich surowców jak ropa są często realizowane na mocy długoterminowych kontraktów, a szybkie zwiększenie dostaw z innych kierunków nie jest łatwym (i tanim) zadaniem.
W czerwcu Rada Europejska przyjęła szósty pakiet sankcji, zakazując m.in. zakupu, importu lub transferu ropy naftowej i niektórych produktów ropopochodnych z Rosji do UE. Ma on zacząć obowiązywać w ciągu 6 miesięcy w przypadku ropy i w ciągu 8 miesięcy w przypadku rafinowanych produktów ropopochodnych. Tymczasowe odstępstwo będzie dotyczyć ropy naftowej importowanej rurociągiem do państw UE, które z powodu położenia geograficznego są szczególnie uzależnione od dostaw z Rosji i nie mają innych realnych opcji. "Ponieważ większość rosyjskiej ropy dostarczanej do UE jest transportowana drogą morską, do końca roku sankcje obejmą prawie 90% importu ropy z Rosji do Europy. Znacznie zmniejszy to zyski handlowe Rosji" - podkreślają unijne władze.
Władze UE i Wielkiej Brytanii szykują już kolejne, przypuszczalnie celniejsze sankcje, czyli zakaz ubezpieczania tankowców transportujących rosyjską ropę gdziekolwiek na świecie.




























































