
Foto: Thinkstock
Ile kosztuje wyprodukowanie trumny, przeprowadzenie pogrzebu i rozkręcenie całego biznesu funeralnego – opowiada Jerzy Kulawinek, właściciel zakładu pogrzebowego Nekrolog, producent trumien i właściciel suszarni drewna.
JN: W którym roku założył Pan swoją działalność i ile to kosztowało?
JK: Zacząłem od suszarni drewna, którą założyłem w 1987 roku. Szybko okazało się, że można z tego rozwinąć drugą działalność. Do producentów okien i drzwi szła tylko część drewna, a z reszty można było produkować trumny. Osiem lat temu poszerzyłem więc swoją działalność o produkcję trumien, a od dwóch lat prowadzę również zakład pogrzebowy.
Początkowo koszty są ogromne. Wydałem około 220 tys. zł na suszarnię i kolejne 30 tys. na zakład pogrzebowy. To bezwzględne minimum.
| » Jak zarobić na spokoju zmarłych |
JK: W Polsce nie ma konieczności posiadania specjalnych zezwoleń, na przykład z sanepidu. Takie wymagania są może na Zachodzie, ale nie u nas. Wystarczyło rozszerzyć działalność poprzez zmianę wpisu do ewidencji działalności gospodarczej, według innego PKD. Jeżeli zaś chodzi o kwalifikacje, to do wykonywania takiej pracy również nie potrzeba żadnych dyplomów. Ja miałem o tyle łatwiej, że od lat współpracowałem z zakładami pogrzebowymi, a więc miałem dużą wiedzę ze względu na doświadczenie. Wiele też nauczyłem się od innych ludzi.
JN: Ilu pracowników zatrudnia Pan obecnie, a ilu zatrudniał na początku?
JK: Teraz zatrudniam dziesięć osób. Sześć z nich pracuje w stolarni, a cztery zajmują się malowaniem trumien i ich obróbką. Jeśli jedziemy na pogrzeb, to te same osoby pomagają przy całej ceremonii.
JN: Ile kosztuje wyprodukowanie trumny, a za ile je Pan sprzedaje? Ile kosztuje pogrzeb i ile Pan na tym zarabia?
JK: Wyprodukowanie trumny średniej klasy kosztuje mnie 500 zł. Połowa z tej kwoty to cena drewna. Oczywiście zdarzają się też trumny wysokiej klasy, takie jak ta, którą ostatnio wyprodukowałem na pogrzeb Marii Krystyny Habsburg. Wtedy cena drewna bez skazy jest znacznie wyższa. Uważam, że sprzedaję trumny, po bardzo konkurencyjnych cenach. U mnie klient kupi ją za 800 zł, a u konkurencji musiałby zapłacić 2000 zł. Tyle to u mnie kosztuje cała ceremonia wraz z trumną, obsługą i przewozem ciała karawanem. W miesiącu obsługuję od 4 do 5 pogrzebów, czyli średnio jeden tygodniowo. Na każdym zarabiam na czysto około tysiąca złotych – po odliczeniu kosztów robocizny i trumny.
| » Sprzedajesz znicze i kwiaty? Sprawdź, czy musisz założyć działalność gospodarczą |
JK: Zdecydowałem się na otworzenie zakładu pogrzebowego trochę z konieczności. Kiedy już produkowałem trumny, to współpracowałem z innymi zakładami pogrzebowymi. Nieraz woziliśmy zmarłych busem, co nie było zbyt eleganckie. Z drugiej strony taka praca to jakaś pewność pieniędzy, chociaż niedużych. Nie robię tego dla pieniędzy, chociaż jak wiadomo – nikt nie będzie pracował za darmo. Lubię pomagać ludziom. I to wydaje mi się bardzo ważne dla moich klientów. Często są sparaliżowani i przerażeni.
Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego dnia, kiedy sam pojechałem po ciało. Byłem tak zestresowany, że nie potrafiłem zmienić biegu w karawanie. Z czasem przywykłem. Teraz, po dwóch latach wykonywania takiej pracy nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia. Nie raz jeżdżę po ciało nawet do Poznania i nie przeraża mnie to – jestem zdania, że tylko żywy może komuś wyrządzić krzywdę. Nie ma się czego bać, tylko należy oddawać szacunek.
Aczkolwiek miałem wiele sytuacji, które dawały do myślenia. Na początku działalności wysłałem syna po odbiór ciała z wiejskiej posesji. Zwyczajowo zmarły leży tam jakiś czas, a następnie jest przewożony podwórzem i odbywa się ostatnie pożegnanie. Kiedy karawan był już na wjeździe, padła cała elektryka – nic nie dało się zrobić. Wysłaliśmy drugie auto i przeładowaliśmy trumnę. Po pogrzebie, jak gdyby nigdy nic, samochód odpalił.
***
Z pewnością opisany przez nas zawód nie należy do łatwych. Każdy kiedyś jednak umrze, dlatego nie należy omijać tego tematu. Zwłaszcza w okresie skłaniającym nas do wspomnień najbliższych, którzy już odeszli. Zakład pogrzebowy to z jednej strony pomoc innym w trudnych chwilach, z drugiej zaś dobra forma utrzymania się dla wielu osób.
Justyna Niedbał
Bankier.pl
j.niedbal@bankier.pl






























































