Ralph Hamers, prezes ING Group, zrzekł się podwyżki wynoszącej 50 proc., która miałaby zbliżyć jego zarobki do blisko 3 mln euro - donosi serwis DutchNews.nl.
Zarząd największego banku w Holandii ING zapowiedział w ubiegłym tygodniu zwiększenie pensji prezesa Ralpha Hamersa o 50 proc. Decyzja ta była podyktowana bardzo niskim zarobkiem w stosunku do wynagrodzeń innych europejskich dyrektorów generalnych. Jednak sprzeciw temu wyrazili zarówno klienci banku, jak i rząd Holandii. Holandia bardzo restrykcyjnie podchodzi do wynagrodzeń kadry kierowniczej. W 2015 roku wprowadzono zasadę, według której premie w sektorze finansowym nie mogą przekraczać 20 proc. podstawowej pensji w tej branży.
Pod presją polityków i społeczeństwa ING zrezygnował z przyznania prezesowi wysokiej podwyżki. W ubiegłym roku Hamers otrzymywał 2 miliony euro miesięcznie. Zarząd chciał dać mu odroczone akcje o wartości 875 000 euro i zwiększyć jego wynagrodzenie podstawowe, dzięki czemu w sumie jego pensja wzrosła do nieco ponad 3 milionów euro w 2018 roku.
Taka decyzja wywołała natychmiastową reakcję polityków, którzy obecnie przygotowują się do lokalnych wyborów. Partie reprezentujące 99 procent w parlamencie sprzeciwiły się podwyżce przyznanej Hamersowi. Wopke Hoekstra, holenderski minister finansów, powiedział, że rząd rozważa uchwalenie ustawy blokującej planowany wzrost płac, dodając: "ING nie jest fabryką ciastek, jest to systemowo ważny bank". Holenderskie media podają, że setki klientów na znak protestu zamknęło swoje rachunki w banku, a propozycja zwiększenia wynagrodzenia została określona jako "arogancka" i "oderwana od rzeczywistości".
Jak podaje Quartz, w Stanach Zjednczonych prezesi największych banków otrzymują znacznie więcej niż ich koledzy z Europy. Hamers zaniża również średnią na swoim kontynencie i zarabia mniej niż np. Ross McEwan, dyrektor generalny RBS.
































































