Odpływ depozytów to czarny sen każdego bankowca. Taki scenariusz właśnie realizuje się w Grecji, której finansowa przyszłość wciąż stoi pod wielkim znakiem zapytania.


Wartość depozytów ulokowanych w greckim systemie bankowym przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa spadła w marcu do 145 miliardów euro. To najniższy poziom od maja 2005 r.

Wycofującym pieniądze z banków Grekom trudno się dziwić. Nad krajem wciąż wisi widmo wprowadzenia kontroli kapitału (np. w wariancie cypryjskim), która zamroziłaby greckie konta lub umożliwiła wypłaty jedynie niewielkich kwot. Dodatkowo nie wiadomo… w jakiej walucie nastąpiłyby wpłaty – jeszcze w euro czy już w drachmie. Z tego samego powodu wielu Greków woli jak najdłużej zwlekać z płaceniem podatków (o ile w ogóle zamierzają je płacić), których wartość wyrażona w ewentualnej nowej walucie byłaby niższa aniżeli w euro.

Greckie banki, które w dużej mierze zostały odcięte przez EBC od standardowego finansowania, starają się rekompensować odpływ depozytów środkami z tzw. awaryjnego wsparcia płynności (ELA – emergency liquidity assistance).
Różnice pomiędzy ELA a „tradtycyjną” pożyczką z EBC, której greckie banki nie mogą już uzyskać przedkładając krajowe obligacje, są dwie: 1) ELA oprocentowane są na 1,55%, czyli znacznie powyżej stopy EBC wynoszącej 0,05%; 2) w przypadku ewentualnej niewypłacalności emitenta zastawionych papierów (w tym przypadku Republiki Grecji) straty realizuje narodowy bank centralny, a nie EBC. Dodatkowo każde wsparcie w ramach ELA wymaga zgody EBC, który w ostatnich miesiącach zwiększał limit dostępnych środków, jednak nie w kwocie, o którą wnioskowały greckie banki.
W sumie z mechanizmu ELA grecki sektor bankowy pozyskać może do 76,9 mld euro - to kwota przekraczająca już połowę wartości depozytów zgromadzonych w greckich bankach.
Michał Żuławiński






























































