Nas najbardziej interesuje sytuacja w Europie i w tym temacie przeważają negatywne informacje. Na rynki wróciła dyskusja o kłopotach finansowych Hiszpanii i Portugalii. Ten drugi kraj z długiem publicznym rzędu 110% PKB i uciążliwie wysokim deficytem budżetowym jest pretendentem do roli drugiego euro-bankruta. Podobnie jak w przypadku Grecji restrukturyzacja portugalskiego długu wydaje się tylko kwestią czasu. Problemy ma także Hiszpania, która jeszcze kilka tygodni temu wydawała się być w nienajgorszej kondycji. Ale w marcu Madryt ujawnił, że zeszłoroczna dziura budżetowa wyniosła 8,5% PKB wobec obiecanych 6%. Cel na 2012 rok (5%) zapewne też zostanie mocno przestrzelony, bo już po styczniu i lutym w kasie hiszpańskiego państwa zabrakło 20,7 mld euro, czyli 1,94% PKB.
Recesja w Europie trwa w najlepsze
Inwestorów dodatkowo martwi pogłębiająca się recesja na Półwyspie Iberyjskim. W marcu indeks PMI mierzący koniunkturę w hiszpańskim przemyśle spadł do 44,5 pkt., co sygnalizuje coraz szybsze tempo spadku aktywności gospodarczej. Poniżej progu 50 pkt. oddzielającego wzrost od regresu znalazły się też indeksy PMI dla przemysłu Włoch i Francji (najniższy odczyt od czerwca 2009 r.), co zapowiada kontynuację recesji w trzech z czterech największych gospodarek strefy euro. Zaskoczeniem był też spadek wskaźnika dla Niemiec, który wyniósł 48,4 pkt., a więc także wskazał na pogorszenie koniunktury.
Recesja jest szczególnie niebezpieczna dla państw z południa kontynentu, ponieważ oznacza spadek przychodów podatkowych i w efekcie dalsze pogorszenie kondycji finansów publicznych. Co prowadzi do podwyżek podatków i w efekcie dalszego zdławienia aktywności gospodarczej. Przerwanie tego błędnego koła w przypadku niektórych krajów będzie możliwe tylko w przypadku ich znaczącego oddłużenia, na co (przynajmniej na razie) nie ma zgody w kręgach polityczno-bankowych.
Co po Euro2012?
W znacznie lepszym położeniu wydają się być gospodarki Szwajcarii, Czech i Węgier, gdzie marcowe indeksy PMI pokazały poprawę koniunktury. PMI dla polskiego przemysłu od kilku miesięcy stabilizuje się wokół poziomu 50 pkt., wskazując na stagnację. Oznacza to, że obserwowane w lutym spowolnienie dynamiki produkcji przemysłowej (spadek z 9% do 4,6% rdr) zapewne potrwa jeszcze kilka miesięcy.
Po zrealizowaniu inwestycji infrastrukturalnych na Euro2012 kluczową sprawą dla polskiej gospodarki będzie sytuacja w Niemczech. Największa gospodarka Europy jak na razie trzyma się nieźle, co obrazuje rosnący piąty miesiąc z rzędu indeks IFO. Bazujący na ankietach wśród 7.000 tysięcy niemieckich menedżerów indeks wskazał na wyraźną poprawę oczekiwań co do przyszłej koniunktury. Przejawem siły niemieckiej gospodarki jest najniższa od czasu zjednoczenia kraju stopa bezrobocia, która w marcu wyniosła 6,7%. W przeszło 80-milionowych Niemczech zarejestrowanych było 2,84 miliona bezrobotnych wobec 2,17 mln w 37-milionowej Polsce, gdzie stopa bezrobocia rejestrowego (13,5%) osiągnęła najwyższy poziom od pięciu lat.
Mimo spadku bezrobocia Niemcy nie szastają gotówką – w lutym sprzedaż detaliczna była tylko o 1,7% wyższa niż przed rokiem, co przy wzroście cen przekraczającym 2% oznacza realny spadek. Na tym tle szokują dane z Polski, gdzie sprzedaż detaliczna znów zadziwiła ekonomistów, rosnąc w lutym o 13,7% rdr. Tyle że dane GUS są całkowicie niemiarodajne, ponieważ nie uwzględniają wpływu wzrostu cen i dotyczą tylko dużych sklepów. Eurostat szacujący realne obroty w całym handlu detalicznym podaje, że w Polsce spadały one przez cztery z ostatnich sześciu miesięcy (w ujęciu rdr).
Jak trwałe jest ożywienie w Ameryce?
Pogrążająca się w recesji Europa zupełnie nie martwi Amerykanów, którzy cieszą się z umiarkowanego wzrostu gospodarczego. PKB największej gospodarki świata w czwartym kwartale rosło w tempie 3% rocznie (w ujęciu anualizowanym). Ekonomiści oczekują, że w pierwszym półroczu gospodarka USA będzie rosła w podobnym tempie. Owocuje to zaskakującą poprawą na rynku pracy. W ostatnich tygodniach marca liczba noworejestrowanych bezrobotnych spadła do najniższego poziomu od czterech lat, zaś sektor prywatny przez ostatnie trzy miesiące tworzył przeszło 200 tys. miejsc pracy miesięcznie. Jednakże szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke ostrzega, że tak silny wzrost zatrudnienia może się okazać krótkotrwały i że do dalszego spadku bezrobocia potrzebny będzie szybszy wzrost gospodarczy. Dla inwestorów i ekonomistów to sugestia dalszego poluzowania polityki pieniężnej, która znów może przybrać formę drukowania pieniędzy (tzw. QE3).
Tymczasem nawet dwa biliony dolarów dodrukowanych od początku kryzysu przez Fed nie zatrzymało spadku cen nieruchomości. Według agencji Standard & Poor’s ceny domów w 20 amerykańskich metropoliach spadły do najniższego poziomu od 9 lat. Pomimo wzrostu aktywności w budownictwie sprzedaż nowych domów pozostaje na poziomie z lat 60-tych XX wieku. To źle wróży całej gospodarce, ponieważ od zakończenia II wojny światowej nie było w Stanach Zjednoczonych ożywienia gospodarczego bez poprawy koniunktury w sektorze nieruchomości mieszkaniowych.
Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl






























































