REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Gorsze strony dominacji zagranicznych inwestorów w sektorze bankowym

2001-05-11 12:40
publikacja
2001-05-11 12:40
Dodaj Bankier.pl w Google

Słonie w porcelanie

Sławomir Lipiński

W ostatnich dniach objawiły się gorsze strony zdecydowanej dominacji zagranicznych inwestorów w naszym sektorze bankowym

Dwa wydarzenia z ostatnich dni kwietnia zasługują na przypomnienie. Pierwsze, to powołanie wyłącznie zagranicznych menedżerów do ścisłego kierownictwa banku tworzonego z fuzji Powszechnego Banku Kredytowego i Banku Przemysłowo-Handlowego. Drugie, to skandalicznie nieudolne wchłonięcie Handlobanku przez Citibank. Oba wydarzenia mają ze sobą sporo wspólnego.

Ekspaci

Już w poprzednim numerze zwróciliśmy uwagę na niezamierzoną zapewne ironię komunikatu, oznajmiającego o powołaniu czterech najważniejszych członków zarządu banku, który zastąpi BPH SA i PBK SA. Cała czwórka nominowanych to menedżerowie z obcymi paszportami, choć desygnowany na prezesa Joseph Wancer ma również - obok amerykańskiego - paszport polski i zna - zgodnie z wymogami nadzoru bankowego - polski język. W tym kontekście ironicznie zabrzmiał fragment komunikatu, mówiący, że właściciel zadba o należytą reprezentację we władzach banku lokalnych menedżerów.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że do kierownictwa nie wejdzie żaden z obecnych, polskich członków zarządów obu instytucji. Nie wejdzie tam na pewno Sławomir Sikora, wiceprezes PBK SA od 1994 r., odpowiedzialny za bankowość korporacyjną, wcześniej - w latach 1989-94 - dyrektor Departamentu Instytucji Finansowych Ministerstwa Finansów, które prowadziło w tamtych latach restrukturyzację i pierwsze prywatyzacje naszych banków. 23 kwietnia złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Szef PBK, Andrzej Podsiadło, który był wiceministrem finansów do 1991 r., potem szefem Gecobanku, następnie - przed objęciem PBK - wiceprezesem w PKO BP, odejdzie z banku z końcem roku. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zdegustowany rozwojem sytuacji już w marcu poinformował właściciela, że nie chce się ubiegać o prezesurę połączonego banku. Po wspomnianym komunikacie o nominacjach nasiliły się obawy menedżerów średniego szczebla, że najazd osób zagranicznych nie zatrzyma się na szczeblu zarządu i dotrze także do ich stanowisk. Dotychczas w PBK SA, na ośmiu dyrektorów zarządzających, był jeden z zagranicy, także jeden był wśród dyrektorów departamentów. Obawy zwiększa fakt, że właściciel banku, w wyniku wcześniejszych fuzji, ma kłopot z zagospodarowaniem swoich menedżerów w Monachium i Wiedniu. Słabsi spośród nich, którzy przegrali walkę o odpowiadający im fotel w centrali, mogą być kierowani właśnie do filii takich jak w Polsce. Na korytarzach PBK i BPH szepce się o przygotowywaniu nawet 30 posad dla nich w samej Warszawie (a druga część centrali będzie w Krakowie).

Nie ulega wątpliwości, że stale zwiększa się liczba zagranicznych menedżerów w krajowych bankach. Przypomnijmy - w szesnastu spośród dwudziestu największych naszych banków w składzie zarządu są obcokrajowcy (wyjątki to PKO BP, BGŻ, BGK i Polski Kredyt Bank). W niektórych zarządach stanowią większość. Jedni zwracają uwagę na fakt, że ludzie, którzy przyjeżdżają do Polski tylko na kilka lat, by potem wrócić do siebie, siłą rzeczy nie utożsamiają się z lokalną gospodarką, nie myślą o niej na co dzień tak, jak rodzimi menedżerowie, którzy tu wypracowują emerytury i przyszłość swoich dzieci. Jeszcze ważniejszy jest inny aspekt - blokowania karier rodzimych finansistów. Są oczywiście inwestorzy - przykładem Commerzbank, właściciel BRE Banku - którzy trzymają się zasady polegania na miejscowych menedżerach i utrzymywania rodzimego charakteru banku, ale coraz liczniejsi lekceważą te zasady. Do banków, w których zagraniczni menedżerowie w szybkim tempie wypierają miejscowych dołączył ostatnio Bank Handlowy w Warszawie.

Skandal

To, co działo w dniach wchłaniania Handlobanku przez Citibank to skandal, który słusznie opisano we wszystkich chyba gazetach. Stworzony przez rodzimych menedżerów Handlobank zyskał przychylność najbardziej wybrednych klientów, starał się utrzymywać najwyższe standardy dla tego typu banku, wśród których było bezproblemowe przeprowadzanie transakcji poprzez call centre. I oto rodzimych specjalistów zastąpili ci z banku globalnego. To, do czego dopuścili w dniach fuzji, dyskwalifikuje ich, bo bank praktycznie przestał działać - klientom Handlobanku nie wypłacały pieniędzy bankomaty, nieosiągalne było call centre. Okazało się też, że choć systemy, standardy, produkty i ceny Handlobanku były lepsze niż te Citi, to musi nastąpić równanie w dół, właśnie do gorszych standardów Citi. Globalny bank nie będzie przecież dostosowywał tej swojej jednolitej w skali globalnej oferty do nawet lepszej, ale lokalnej, tak jak McDonalds nie będzie w Polsce serwował polskiego schabowego. Rzecz tylko w tym, że mimo ekspansji McDonaldsa, schabowego nadal można w Polsce kupić, a banków o rodzimym charakterze mamy coraz mniej.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Kupuj, trzymaj, sprzedaj. Oto rekomendacje dla akcji z GPW
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki