Wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu rurą Nord Stream 1 pogorszyło nastroje na Wall Street i mogło przyczynić się do spadkowej wolty na nowojorskich parkietach. Doniesienia z Europy przyćmiły trochę niejednoznaczne dane z amerykańskiego rynku pracy.


Gwoździem piątkowego programu miał być comiesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy. Ten jednak okazał się dość niejednoznaczny. Z jednej strony zgodny z oczekiwaniami i wciąż solidny wzrost zatrudnienia przemawiałby za kontynuacją 75-puntkowych podwyżek stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. Z drugiej strony nieco słabsza od prognoz dynamika płac i wzrost stopy bezrobocia nieco obniżyły rynkową wycenę szans na podwyżkę o 75 pb.
Początkowa reakcja Wall Street była pozytywna. Na otwarciu S&P500 zyskał 0,7%. Gdy zamykano giełdy w Europie, rósł o przeszło 1%. Potem jednak zaczęły się spadki, które trwały niemal do samego zamknięcia piątkowej sesji. Finalnie S&P500 stracił 1,07% i zakończył tydzień na poziomie 3 924,26 pkt. Był to najniższy kurs zamknięcia od siedmiu tygodni.
Dow Jones poszedł w dół o 1,07%, schodząc na wysokość 31 318,44 pkt. Nasdaq zniżkował o 1,31%, osiągając wartość 11 630,86 pkt. W skali całego tygodnia DJIA spadł o 3%, S&P500 o 3,3%, a Nasdaq o 4,2%.

Zmiana nastrojów na Wall Street zbiegła się w czasie z informacją Gazpromu o wstrzymaniu dostaw gazu do Niemiec z „przyczyn technicznych”. To trochę dziwna koincydencja zważywszy na fakt, że dziś miała się zakończyć zapowiadana wcześniej przerwa w dostawach wynikająca z nieplanowanego wcześniej remontu. Generalnie wygląda na to na kolejną odsłonę „gazowego pokera” rozgrywanego między Kremlem a Berlinem, którego stawką jest zaopatrzenie w ciepło i energię elektryczną podczas zimy.
Jednakże z punktu widzenia amerykańskiego inwestora kwestia europejskiego sezonu grzewczego pozostaje mniej istotna od tego, co w najbliższych miesiącach zrobi Fed. Po sierpniowych danych z rynku pracy wycena prawdopodobieństwa 75-puntkowej podwyżki w grudniu obniżyła się z 75% do 56%. W dalszym ciągu istnieje jednak ryzyko, że Powell i spółka do końca roku podniosą stopę funduszy federalnych w rejon 4%, który powinien już przełożyć się na pogorszenie koniunktury gospodarczej w USA. Nie ma jednak innego sposobu, aby utrzymującą się powyżej 8% inflację CPI sprowadzić w pobliże 2-procentowego celu.
Mamy więc bardzo „niedźwiedzi” mix w postaci znacznie wyższych stóp procentowych w USA, recesji i kryzysu energetycznego w Europie oraz załamania na chińskim rynku nieruchomości mieszkaniowych. Dodatkowo Pekin kontynuuje obłąkaną politykę „zero Covid” i właśnie wprowadziły lockdown w 21-milionowej aglomeracji Chengdu.
Zapewne też wielu inwestorów ma w tyle głowy niebezpieczną analogię pomiędzy tegoroczną trajektorią indeksu S&P500 a tą z roku 2008. Wtedy wrzesień przyniósł krach na rynkach akcji wywołany upadkiem banku Lehman Brothers i eskalacją tlącego się już od miesięcy kryzysu finansowego.
KK



























































