Notowania gazu na holenderskiej giełdzie osiągnęły najwyższe poziomy od roku i są już dwukrotnie wyższe, niż były wiosną. Czy to oznacza, że także my zapłacimy więcej za „błękitne paliwo”?


W piątek, 15 listopada kontrakty terminowe na holenderskiej giełdzie ICE wyceniały gaz ziemny nawet na 47,42 euro za megawatogodzinę. Po weekendzie stawka ta wynosiła niespełna 46€/MWh. Były to najwyższe stawki od końcówki listopada 2023 roku. Tylko od początku tego miesiąca kontrakty na gaz w ramach TTF podrożały o blisko 20%.
Ale średnioterminowy trend wzrostowy na europejskim rynku gazu trwa już od marca. Jeszcze pod koniec lutego gaz TTF kosztował niespełna 23€/MWh. Od tego czasu jego cena uległa podwojeniu. W dalszym ciągu to wciąż niewiele w porównaniu za astronomicznymi stawkami, jakie potrafiły obowiązywać w zszycie kryzysu energetycznego z lat 2021-22. Wtedy gaz potrafił kosztować w porywach 350€/MWh, a stawki powyżej stu euro należały do codzienności.
Najnowszą zwyżkę notowań gazu w Europie tłumaczy się możliwymi przerwami dostaw z Rosji, przed jakimi ostrzegła austriacka firma OMV. Austriacy wygrali z Gazpromem spór arbitrażowy opiewający na kwotę 230 mln €. Austria i Słowacja nadal otrzymują gaz z Rosji przesyłane przez… terytorium Ukrainy, z którą Rosja toczy regularną (aczkolwiek niewypowiedzianą) wojnę. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę kraje Unii Europejskiej drastycznie ograniczyły dostawy rosyjskiego gazu, który obecnie odpowiada za ok. 5% unijnego importu tego surowca.
Równocześnie kraje europejskie wydają się dobrze przygotowane na nadchodzącą zimę. Zapasy gazu w europejskich magazynach wynoszą 93,6 proc. - wynika z wyliczeń firmy Gas Infrastructure Europe. W Niemczech magazyny gazu są obecnie zapełnione w 96,9 proc., podczas gdy średnia 5-letnia na tę porę roku wynosi 92,9 proc. W Polsce w magazynach gazu jest 36,24 TWh tego paliwa, a ich zapełnienie wynosi 96,7 proc. wobec sezonowej średniej 5-letniej 98,0 proc.

Skąd Polska bierze gaz?
W 2023 roku w Polsce zużyto 15,8 mld m3 gazu – czyli znacznie mniej niż w 2021 roku, gdy było to ok. 19 mld m3. Polska przestała sprowadzać rosyjski gaz w kwietniu 2022 roku. Gaz rosyjski zastąpiły dostawy gazu LNG przez gazoport w Świnoujściu (6,5 mld m3) oraz surowiec z Norwegii dostarczany gazociągiem Baltic Pipe (ok. 6,2 mld m3). Dla porównania, krajowe wydobycie wyniosło 3,3 mld m3. Dodatkowym uzupełnieniem były dostawy z zachodu i południa (0,9 mld m3) oraz po 0,2 mld m3 z Litwy i Ukrainy. Jeszcze w 2021 roku za 61% importu (9,9 mld m3) tego surowca odpowiadała Rosja.
Jednakże zmiana źródeł importu i „wykasowanie” z polskiego rynku gazu rosyjskiego przełożyły się na wyższe ceny zakupu „błękitnego paliwa”. Przed wiosną 2021 roku cena gazu na Towarowej Giełdzie Energii z reguły nie przekraczała stu złotych za megawatogodzinę. Trzy lata temu było to już przeszło 400 zł/MWh, a w szczycie gazowej paniki w sierpniu 2022 roku notowania tego paliwa sięgnęły niebotycznych 1100 zł/MWh.
Wraz z początkiem roku 2023 ceny się ustabilizowały i spadły poniżej 200 zł/MWh. W lutym i marcu 2024 wynosiły niespełna 140 zł, ale od kilku miesięcy znów rosną i 20 listopada sięgnęły niemal 230 zł/MWh. Jest więc o 65% drożej niż w zimie, ale wciąż nie są to stawki obserwowane podczas europejskiego kryzysu energetycznego z lat 2021-23. Według danych URE średni koszt importu gazu ziemnego do krajów Unii Europejskiej w III kwartale 2024 roku wyniósł 173,48 zł/MWh. To o 3,8% więcej niż rok wcześniej, lecz zarazem 5-krotnie mniej niż dwa lata temu, gdy ceny gazu dla Europy sięgnęły astronomicznych poziomów.
O ile jednak ceny giełdowe dotyczą przedsiębiorstw, tak o tym, ile za gaz płaci Kowalski, decyduje urzędnik. A konkretnie szef Urzędu Regulacji Energetyki, który co roku ustala taryfy dla gospodarstw domowych. Zatem ceny gazu podobnie jak energii elektrycznej, wody czy odprowadzenia ścieków są w Polsce cenami administrowanymi i tylko w pewnym stopniu biorą pod uwagę uwarunkowania rynkowe.
Od 1 lipca decyzją prezesa URE największy detaliczny sprzedawca gazu w Polsce – czyli PGNiG OD – życzy sobie 239 złotych za każdą megawatogodzinę. To o blisko 20% więcej od 200,17 zł/MWh – czyli zamrożonej administracyjnie stawki, jaka obowiązywała przez poprzednie dwa lata. Dodatkowo odbiorcy indywidualni płacą jeszcze opłatę dystrybucyjną za dostawę paliwa do domu. Te ostatnie podniesiono w lipcu o ok. 27%.
Równocześnie zanikła administracyjna fikcja, jaką była urzędowa cena 200,17 zł/MWh, podczas gdy oficjalne taryfy dla ludności potrafiły sięgać nawet 649 zł za MWh (tyle wynosiła ona na początku 2023 roku). W roku ubiegłym została ona obniżona do 516 zł za MWh, a potem do 484,47 zł za MWh, zaś od początku 2024 r. spadła do 318,14 zł za MWh. Ponownie została obniżona po dwóch miesiącach, od marca wynosiła 290,97 zł za MWh. Tyle że nikt tyle nie płacił, bo obowiązywała cena urzędowa w wysokości 200,17 zł/MWh.
Gdyby było jak w Ameryce…
W 2023 roku głównym dostawcą gazu LNG dostarczanego do Polski przez świnoujski gazoport były firmy ze Stanów Zjednoczonych. Z amerykańskich portów do Świnoujścia wypłynęło 41 statków w ramach zakupów długoterminowych oraz spot. Na drugim miejscu znalazł się Katar z liczbą 19 dostaw – informował Orlen. Dodatkowo po jednym transporcie trafiło z Trynidadu I Tobago oraz z Gwinei Równikowej.
Ta informacja kieruje naszą uwagę za Atlantyk. Stany Zjednoczone po wdrożeniu technologii szczelinowania hydraulicznego do eksploatacji gazu ziemnego z łupków stały się jednym z największych eksporterów „błękitnego paliwa”. Od roku 2016 eksport LNG z USA wzrósł niemal z zera do ok. 360 mln stóp sześciennych miesięcznie. W 2023 roku Amerykanie wysłali tankowcami ponad 4,34 biliony stóp sześciennych LNG
Problem w tym, że gaz amerykański jest bardzo tani, ale… tylko w Stanach Zjednoczonych. Obecnie paliwo to na nowojorskiej giełdzie notowane jest po niespełna 3 dolary za 10 000 MMbtu. Czyli właściwie czego? Tutaj niestety musimy wpuścić się w gąszcz absurdalnego z europejskiego widzenia imperialnego systemu metrycznego. Jedna 1 MMBtu to po polsku milion brytyjskich jednostek termicznych. Jedna Btu wyznacza ilość energii potrzebnej do podniesienia temperatury jednego funta (!) wody o jeden stopień Fahrenheita (!!). I wszystko jasne?
Skracając wywód wystarczy wiedzieć, że milion brytyjskich jednostek termicznych to mniej więcej 293 kWh. Zatem dziesięć tysięcy MMbtu stanowiłoby równowartość 0,293 MWh. I taka ilość energii na amerykańskiej giełdzie kosztuje teraz niespełna trzy dolary. Sprowadzając rzecz do wspólnego mianownika dawałoby to ok. 10,10 USD/MWh, co nawet przy obecnym, wysokim kursie dolara do złotego (w momencie pisania tego artykułu było to 4,0842 zł) wychodziłoby jakieś 41,26 zł za MWh. Czyli tanio jak barszcz, bo mniej więcej pięć razy taniej niż na warszawskiej Towarowej Giełdzie Energii. Niestety ten sam gaz po skropleniu, przewiezieniu przez Atlantyk i ponownej gazyfikacji w Świnoujściu jest już znacznie droższy.




























































