Już po raz czwarty w tym roku notowania brytyjskiej waluty dobiły do psychologicznego poziomu sześciu złotych. Czy i tym razem kurs funta nie sforsuje 10-letnich szczytów?


W środę o 9:55 za funta na rynku międzybankowym płacono 5,9920 zł, czyli o dwa grosze więcej niż dzień wcześniej. Wcześniej przez kilka minut pojawiły się nawet ceny powyżej 6,00 zł. Dynamiczna zwyżka notowań szterlinga zaczęła się 14 października – od tego czasu brytyjska waluta podrożała o ponad 30 groszy.
To już czwarte w tym roku podejście pary GBP/PLN do okrągłej granicy 6,00 zł. Poprzednio funt osiągał te poziomy pod koniec czerwca, na początku sierpnia oraz pod koniec października. Wyznaczony 6 sierpnia szczyt (6,0053 zł) był najwyższym poziomem od listopada 2005 roku.
Ale trend wzrostowy na parze funt-złoty rozpoczął się jeszcze w sierpniu 2008 roku, gdy notowania brytyjskiej waluty dołowały na (dziś) niewiarygodnie niskim poziomie 4,02 zł. Ostatnia fala umocnienia szterlinga rozpoczęła się w marcu 2013 roku. Od tamtej pory funt podrożał o 27%.
Obserwowane obecnie 10-letnie rekordy notowań funta to nie tylko efekt słabości złotego względem euro (pod koniec października euro było najdroższe od stycznia), ale przede wszystkim siły brytyjskiej waluty względem europejskiego pieniądza. W środę rano za euro płacono 70,80 pensów, czyli najmniej od sierpnia. W lipcu para funt-euro osiągnęła najniższy kurs (0,6935) od listopada 2007 roku.

Względna siła brytyjskiej waluty wynika z rosnącej różnicy w oczekiwanych stopach procentowych po dwóch stronach Kanału la Manche. Spekuluje się, że Bank Anglii „pójdzie za Fedem” i podniesie stopy procentowe tuż po tym, gdy zrobią to Amerykanie. Tymczasem szef Europejskiego Banku Centralnego zapowiada kolejną rundę „ilościowego poluzowania” (QE – quantitative easing), co przekreśla szansę na podwyżkę stóp w strefie euro przynajmniej do roku 2017.




























































