

Francuski lotniskowiec Charles de Gaulle rozpoczął działania wojskowe w Zatoce Perskiej. Tym samym Paryż powiększył swój udział w kierowanej przez USA kampanii wojskowej przeciwko grupom Państwa Islamskiego.

Siedem tygodni po ataku terrorystycznym w Paryżu, gdzie zginęło 17 osób, minister obrony Jean-Yves Le Drian oświadczył, że Francja "stawi czoło" zagrożeniu ze strony dżihadystów.
"Terroryzm islamski chce zastraszyć naszych obywateli, zaszkodzić naszym interesom i naszym wartościom. Odpowiedzią ze strony Francji będzie całkowita mobilność" - powiedział Le Drian, informując o rozpoczęciu operacji przez lotniskowiec Charles de Gaulle.
Rano z lotniskowca, który płynie około 200 kilometrów od północnego wybrzeża Bahrajnu w kierunku Iraku, wystartowały cztery myśliwce Rafale.

Charles de Gaulle opuścił swój port macierzysty w Tulonie w połowie stycznia. Prezydent Francois Hollande powiedział członkom załogi, że mogą dostać rozkaz wzięcia udziału w operacji wojskowej, "jak tylko zajdzie taka potrzeba".
Tymczasem Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka poinformowało, że w nalotach koalicji przeciwko terrorystom w Syrii zginęło od września ponad 1600 osób. Są to głównie dżihadyści z Państwa Islamskiego i członkowie oddziałów Al-Kaidy. Udokumentowano też śmierć 62 cywilów.
france info/afp/syriahr.com/iar/moc/ab































































