

Mimo ogromnych sukcesów ekonomicznych, dzięki którym wyrastają na supermocarstwo, Chiny stoją wobec wyzwań i problemów przekraczających zdolności adaptacyjne ich autorytarnego system władzy - to diagnoza ekspertów publikujących w najnowszym numerze "Foreign Affairs".

Problemy te, ich zdaniem, hamują rozwój kraju, uniemożliwiają wykorzystanie jego potencjału, i mogą doprowadzić do poważniejszego kryzysu. Rządząca partia komunistyczna i jej przywódca Xi Jinping nie są jednak skłonni do gruntownych reform, gdyż zagroziłoby to ich monopolowi władzy.
Główne zagrożenia dla Chin to rosnące nierówności dochodów i wynikające z nich protesty społeczne, korupcja, nierównowaga wzrostu gospodarczego (rozwój miast i przemysłu przy stagnacji rolnictwa), starzenie się społeczeństwa i napięcia etniczne.
Piszący w Foreign Affairs profesor ekonomii z Uniwersytetu Yale, Zhiwu Chen, zwraca uwagę na rosnące zadłużenie Chin, powiększające się głównie wskutek nagromadzenia długów przez lokalne rządy w prowincjach. Pożyczały one pieniądze pod zastaw nieruchomości, których wartość przez długi czas rosła, ale od początku 2015 r. spadła o 30 procent. Utrudnia to zaciąganie nowych pożyczek i spłatę poprzednich, tym bardziej, że tempo wzrostu chińskiej gospodarki poważnie się zmniejszyło.

Autor przypomina, że kwitnący rynek nieruchomości był w ostatniej dekadzie jednym z głównych motorów gospodarki, gdyż rosnące ceny gruntów będących w posiadaniu rządów lokalnych umożliwiały im zaciąganie kredytów. Jeśli boom na tym rynku okaże się bańką mydlaną, niespłacalne długi będą narastać.
To nie początek końca
Inny ekspert, Hu Angang, z Uniwersytetu Tsinghua, daje raczej optymistyczną ocenę sytuacji gospodarczej Chin, polemizując z ekonomistami zachodnimi, jak noblista Paul Krugman, którzy ostrzegają, że krajowi grozi poważny kryzys. Jego zdaniem, spowolnienie tempa wzrostu PKB do 7,4 proc. w ub. roku nie jest początkiem końca chińskiego stulecia, tylko końcem (jego) początku.
I on jednak zauważa, że Chiny powinny zmniejszyć zależność gospodarki od eksportu i zwiększyć popyt w kraju. Aby to osiągnąć jak pisze - Pekin będzie musiał otworzyć granice przez obniżenie taryf celnych, i utworzenie większej liczby stref wolnego handlu, a także przyciągnąć więcej inwestycji zagranicznych. To ostatnie - podkreśla - wymaga wszakże przeprowadzenia podstawowych reform, jak rozluźnienie restrykcji na przepływ kapitałów przez granice kraju.
Obraz wszechobecnej korupcji w Chinach opisuje ekonomista ukrywający się pod pseudonimem James Leung. Jej przyczyną jest zakorzeniona w chińskiej kulturze tradycja polegania w biznesie na guanxi, nieformalnej sieci znajomości, w połączeniu z rządami jednej partii i jej kontroli nad gospodarką. Utrzymuje się ona, mimo iż nominalnie sektor prywatny wytwarza około 2/3 PKB i zatrudnia ponad 70 procent siły roboczej.
W efekcie, łapówki decydują z reguły o kontraktach rządowych, licencjach w takich sektorach jak telekomunikacja, finanse i farmaceutyka. Za łapówki kupuje się pobłażliwość policji, oraz awanse służbowe, w tym nawet w wojsku. Korupcja odstraszyła od inwestowania w Chinach wiele firm zagranicznych, zwłaszcza z USA, gdzie obowiązują surowe prawa antykorupcyjne. Xi Jinping wydał wojnę tej pladze, ale antykorupcyjna kampania napotyka opór kadr partyjnych, które czują się zagrożone - o jej złagodzenie apelowali nawet poprzednicy Xi: Jiang Zemin i Hu Dżintao - i mogą skłonić prezydenta do jej odwołania.
Innym czynnikiem potencjalnych wstrząsów w Chinach jest dyskryminacja mniejszości etnicznych, głównie Tybetańczyków i Ujgurów. Jej podłożem - jak pisze profesor Grey Tuttle z Uniwersytetu Columbia - jest nie tylko determinacja Pekinu, by utrzymać spójność państwa, lecz także głęboko zakorzenione etniczne przesądy i rasizm współczesnego chińskiego społeczeństwa.
Socjalizm rynkowy - pozory ciągłości z maoizmem
Rządząca w Chinach partia komunistyczna określa panujący dziś system społeczno-ekonomiczny mianem socjalizmu rynkowego, co stwarza pozory ciągłości z maoizmem. Marksizm-leninizm stał się fasadą, którą Pekin stara się zastąpić konfucjanizmem, gdyż kładzie on nacisk na społeczną harmonię osiąganą dzięki podporządkowaniu się władzy i poszanowaniu hierarchii.
Konfucjanizm jednak - jak zauważa inny publicysta Foreign Affairs, Perry Link z Uniwersytetu Kalifornijskiego - podkreśla wagę moralności, na której powinien opierać się porządek społeczny. Tymczasem rosnące nierówności urągają jej, ponieważ politycznie ustosunkowane elity doszły do swego bogactwa przez przekupstwo, represje i znajomości, zamiast dzięki ciężkiej pracy i przedsiębiorczości. Stąd nasilające się strajki, demonstracje i blokady ulic.
Odpowiedzią władz na ten ferment jest propaganda wielkomocarstwowej dumy i wrogości wobec Zachodu. Przez ostatnie trzy dekady reżim przeprowadzał reformy przekształcające gospodarkę w quasi-kapitalistyczną, co pomnożyło zamożność społeczeństwa. Rząd konsekwentnie tłumi jednak w zarodku wszelkie próby osłabienia władzy monopartii.
Dlatego też pisze autor o pseudonimie Youwei, przedstawiony jako naukowiec z Chin - Pekin pod rządami Xi wyhamowuje dalsze reformy, które mogłyby dać impuls do przyspieszenia wzrostu, jak zniesienie monopolu państwa w najważniejszych sektorach gospodarki, prywatyzacja ziemi uprawnej, czy ustanowienie niezawisłego sądownictwa.
Youwei rozważa scenariusze możliwego rozwoju Chin, ale za najbardziej prawdopodobne uważa kontynuację status quo przez rząd, czyli obecnego modelu socjalizmu z chińskimi cechami.
Zaznacza jednak, że reżimowi, którego legitymacja opiera się na sukcesach ekonomicznych, nie uda się prawdopodobnie ich kontynuować zważywszy na mieszkaniową bańkę mydlaną, finansową niestabilność, słaby popyt wewnętrzny i rosnące nierówności dochodów. Stąd możliwość kolejnego scenariusza, który nazywa demokratyzacją przez kryzys, czego rezultat - jak przyznaje - nie byłby ładny, gdyż konflikty by się nasiliły i bomby zegarowe podłożone przez obecny reżim w końcu by eksplodowały.
W efekcie mogłaby się z tego wyłonić jakaś forma autorytaryzmu zastępująca chaos - konkluduje. Demokratyzację kontrolowaną, bo inspirowaną z góry, praktycznie wyklucza.
Tomasz Zalewski (PAP)
tzal/ kot/



























































