Producent wysokiej jakości plecaków otrzymał groźby pod swoim adresem, jak i pod adresem firmy po tym, jak przekazał dane klientów śledczym prowadzącym postępowanie w sprawie zamachu na dyrektora generalnego UnitedHealthcare Briana Thompsona przez Luigiego Mangione. W śledztwie pojawia się coraz więcej niespodzianek.


Peter Dering, założyciel i dyrektor generalny Peak Design z siedzibą w San Francisco, poinformował, że odkąd dowiedział się o "udziale torby" w zamachu, współpracuje z policją. Na wniosek sądu firma udostępniła dane klientów, co wzbudziło ich gniew. W związku z tym prosił, by w mediach społecznościowych nie udostępniano dezinformacji, ponieważ stanowią one "zagrożenie dla bezpieczeństwa nie tylko mojego, ale także moich pracowników" - zaznacza w CNN News.
Jednak w internecie nie cichnie awantura odnośnie do śledzenia numerów seryjnych produktów. "A gdyby ktoś dał mi go w prezencie, to pójdę do więzienia, bo popełnił przestępstwo. To przerażające" - spekulują niektórzy na TikToku. Niestety zdaniem prawnika Grega Ewinga, które specjalizuje się w prawie dotyczącym przetwarzania danych, jest to możliwe.
ReklamaZobacz także
Peak Design daje możliwość dobrowolnej rejestracji swojego plecaka i danych w serwisie. Dzięki temu gwarancja jest dłuższa. Dodatkowo zbiera dane marketingowe i śledzi mankamenty, które wychodzą podczas użytkowania toreb. Jak się jednak okazuje, mogą stanowić także problem. Jeśli po sprzedaży lub sprawieniu komuś prezentu nie zostanie on wyrejestrowany, trop śledczych w razie przestępstwa będzie prowadził do osoby, która go kupiła jako pierwsza. Sytuacja przypomina bowiem śledzenie przez policjantów samochodu, którym podróżują przestępcy, a są zarejestrowane na określoną osobę. Jeśli nie zgłosi ona np. kradzieży, śledczy przyjdą właśnie do niej w pierwszej kolejności.
Po zamachu firma otrzymała masę wiadomości, w których sugerowano usunięcie etykiet z plecaków czy przyjęcie zwrotu. Plecaki Peak Design w Polsce zaczynają się od około 500 zł. Za produkty premium trzeba zapłacić już około 1500 zł.

Nie tylko firma od toreb została wzięta na celownik. Jak informuje nowojorska policja, w internecie krążą posty zawierające dane i wysokość wynagrodzenia innych dyrektorów ubezpieczeniowych. Na Manhattanie wywieszono także "listy gończe" za częścią kierowników koncernów. W związku z tym zdaniem FBI groźba, że pojawi się naśladowca, jest jak najbardziej realna.
Siedmiocyfrowe kwoty za ochronę w Dolinie Krzemowej nie dziwią. Tak korporacje chronią swoich CEO
Dyrektor UnitedHealthcare Brian Thompson na czas podróży do Nowego Jorku miał przydzielonego ochroniarza, który jednak w momencie zamachu nie był przy swoim kliencie. Większość spółek, jako czynnik ryzyka, podaje utratę najwyższego kierownictwa w wyniku śmierci lub innego, mniej dramatycznego, odejścia. Koszty ochrony są wliczane w prowadzoną działalność.
Mangione to synonim bogactwa, filantropii i władzy
Włoski ród, z którego wywodzi się zamachowiec, jest znany w Baltimore i określany jako jedna z najbardziej szanowanych rodzin w okolicy. Ten region USA stał się enklawą włoskich imigrantów, którzy przybyli tam w XIX i XX wieku.
Nicholas Mangione Senior urodził się w 1925 roku w biednej rodzinie imigrantów, którzy zajmowali kawalerkę bez toalety. Podczas II wojny światowej służył w marynarce wojennej na południowym Pacyfiku. Po powrocie założył szereg przedsiębiorstw i jako biznesmen był określany jako "agresywny". W 1978 roku kupił kurort Turf Valley. Pojawiły się spekulacje, że potrzebował do tego dodatkowych środków, które pożyczył od mafii, ale nie zostały one w żaden sposób potwierdzone. W 1988 roku Turf Valley trafił do gazet z powodu rasistowskich obelg. Patriarcha rodziny zmarł w 2008 roku, pozostawiając 10 dzieci i 37 wnuków, w tym Luigiego Mangione.
Luigi Mangione - dorastanie, wypadek i domy opieki
Podczas aresztowania zamachowiec miał przy sobie spisaną "swoją wolę", która odnosiła się do korporacji, określając je "pasożytami". Urodził się w zamożnej, niektórzy określają ją jako uprzywilejowaną, rodzinie. Uczęszczał do prywatnej szkoły, w której czesne sięga około 37,6 tys. dolarów rocznie. Ukończył studia na Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie uzyskał tytuł najpierw licencjata, a potem magistra informatyki. Tam też prowadził klub twórców gier video. Następnie zatrudnił się jako inżynier danych w TrueCar, czyli stronie, która sprzedawała samochody nowe i używane. W 2023 roku już nie był tam zatrudniony.
Odsunął się od rodziny po przeprowadzce na Hawaje i narastającym bólu pleców, który był wynikiem wypadku podczas surfowania. Zdaniem znajomych uraz ograniczył jego mobilność, utrudnił życie seksualne i w konsekwencji wpędził w kryzys psychiczny.
Z doniesień medialnych wynika, że w miarę dorastania jego rodzina prowadziła różne firmy - od klubów miejskich i pól golfowych po domy opieki społecznej, które miały być karane grzywnami za nadużycia (Luigi miał w nich pracować jako nastolatek). Jeden dom otrzymał około 24 mandatów w przeciągu sześciu lat (średnia wynosi 9). Kilka z nich dotyczyło przemocy fizycznej i psychicznej, niedostatecznej liczby pracowników w porównaniu do pacjentów i zaniedbania zdrowia.
Rodzina Magnione po zamachu opublikowała oświadczenie za pośrednictwem republikanina Nino Mangione, w którym wyraża, że jest "zszokowana i zdruzgotana".
- Kto by pomyślał, że ktoś z uprzywilejowanej lub zamożnej rodziny, znanej z filantropii, może zrobić coś takiego - powiedział w BBC obrońca Thomas Maronick.
Prawnicy spekulują o linii obrony Luigiego Mangione
26-latek został aresztowany po dobowej obławie, która zakończyła się w restauracji McDonalds w mieście Altoona. Postawiono mu zarzut morderstwa drugiego stopnia. Obecnie przebywa w więzieniu stanowym w Pensylwanii. Nie zgadza się m.in. na ekstradycję do Nowego Jorku, co zdaniem adwokatów raczej się nie uda i zostanie tam przewieziony.
Śledczy z Nowego Jorku poinformowali, że zarówno odciski palców, jak i zmodyfikowane łuski łączą zamachowca z miejscem zbrodni. Dodatkowo znaleziono przy nim broń podobną do narzędzia zbrodni, tłumik, fałyszwy dowód tożsamości i trzema odręcznymi stronami manifestu. Jednak jego prawnik zaprzecza, jakoby widział dowody wskazujące na jego klienta.
Jego obrona może iść dwutorowo:
- To nie ja, co raczej nie ma szans powodzenia.
- To ja, ale nie powinien zostać ukarany, bo...
Drugie wyjście jest więc bardziej prawdopodobne. Zapewne będzie się powoływał na stan psychiczny. Jeśli sędzia uzna, że nie rozumie tego, co się z nim dzieje lub nie zrozumie tego, co się dzieje w sądzie, to sprawa nie będzie kontynuowana. Zostanie w takim przypadku umieszczony w ośrodku zamkniętym, dopóki nie zostanie uznany za w pełni świadomego (co może nigdy nie nastąpić). Ta obrona różni się od "klasycznej niepoczytalności", w której prawnicy argumentowaliby, że "nie ponosi odpowiedzialności za swoje czyny z powodu wady psychicznej".
Na publicznych zbiórkach zebrano już tysiące dolarów na opłacenie jego obrony.
opr. aw






























































