Komisja Europejska zapowiedziała finansową pomoc dla Ukrainy. Chodzi o 11 miliardów euro w ciągu kilku lat. Ukraina może skorzystać z polskich doświadczeń transformacji gospodarczej - uważa ekspert w rozmowie z IAR.
Andrzej Sadowski z Centrum imienia Adama Smitha przypomina, że Polska 25 lat temu musiała radzić sobie z mniejszym wsparciem zewnętrznym. Ekspert uważa, że bezpośrednia pomoc finansowa może nie spełnić oczekiwań zarówno Ukraińców jak i donatorów. Skoro dzisiaj Ukraina jest państwem przeżartym korupcją, to należy się spodziewać podobnego efektu, który zaobserwowano w krajach afrykańskich - zaznacza rozmówca IAR. Tam, według eksperta, pomoc jest przechwytywana przez skorumpowaną administrację, a zwykli ludzie nie mogą z niej skorzystać.
Zdaniem Andrzeja Sadowskiego zachodnia pomoc nie powinna być kierowana bezpośrednio do ukraińskiego rządu. Wsparcie może trafić do instytucji niezależnych od rządu i powinno służyć budowaniu relacji między ukraińskimi i zachodnimi przedsiębiorcami. Według eksperta w nadzór nad pomocą może się włączyć społeczeństwo. To, w opinii przedstawiciela CAS, zagwarantuje lepsze wykorzystanie każdego dolara.
Wsparcie zapowiedziane przez Komisję Europejską ma pochodzić z unijnego budżetu oraz europejskich instytucji finansowych. Pakiet ma wspierać Ukrainę w ustabilizowaniu gospodarczej i finansowej sytuacji. Pomoc poza Unią Europejską zapowiedziały także Stany Zjednoczone. Tamtejszy departament Skarbu zapowiedział też gwarancje kredytowe dla Ukrainy, które umożliwią rządowi w Kijowie zaciągnięcie pożyczek w bankach komercyjnych na sumę 1 miliarda dolarów.

Władze w Kijowie szacują, że w najbliższych latach Ukraina będzie potrzebowała około 35 miliardów dolarów.
Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/sk




















































